Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Asiria Celestia "Eta" Misterium. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Asiria Celestia "Eta" Misterium. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 czerwca 2017

Od Asirii

    Ciepło. O wiele za ciepło. Ciężko mi było sobie wyobrazić to, jaki skwar będzie w południe, skoro już rankiem nie było czym oddychać. W duchu podziękowałam Aelin za to, że zmusiła mnie do założenia kiecki. "Dzisiaj jest festiwal! Usmażysz się w tym wdzianku!", stwierdziła. Odwróciłam się w jej stronę i od razu spotkałam się z triumfalnym spojrzeniem. Przewróciłam oczyma i darowałam sobie jakiekolwiek słowa. 
- Tak czy siak cię podziwiam – usłyszałam po chwili.
- Albowiem?
- Jesteś ubrana w czarną sukienkę. Tak czy siak będzie ci gorąco – mruknęła i potarła w palcach delikatny materiał ubrania.
- Mi nie pasują jasne kolory. – burknęłam, ucinając dalszą dyskusję. Odpowiedziało mi ciche prychnięcie z jej strony.
    Z oddali dochodził gwar i dźwięki różnych instrumentów. Wzdrygnęłam się, wiedząc, że będę musiała przebywać wśród tak wielu ludzi. Aelin wydawała się być zadowolona z tego faktu. W końcu będzie miała okazję poznać podobnych sobie.
- Tu się rozdzielamy – oznajmiła i od razu skierowała się w swoją stronę, zostawiając mnie samą sobie. 
 Zacmokałam niezadowolona i wypatrzyłam sobie zacienione miejsce na uboczu. Usiadłszy na omszonym murku przygarbiłam się, by kurtyna czerwonych włosów zasłoniła mą twarz. Bez kaptura czułam się nieswojo, jakbym zapomniała czegoś niesamowicie ważnego. Miałam stąd widok na większość stoisk, ludzi i scenę. Z każdą chwilą przybywało gości. Nawet nie zauważyłam, kiedy straciłam Aelin z oczu. Poczułam na sobie zimny dreszcz. Jeśli coś jej się stało? 
Ona jest dorosła, idiotko – zbeształam się w myślach. Skoro przez parę miesięcy dała sobie radę beze mnie, to teraz tym bardziej. A ja powinnam skorzystać z tego, że akurat jestem na festiwalu w Xa. Wziąwszy głęboki wdech wstałam z chłodnego murku i poprawiłam sukienkę tak, by tył z powrotem opadał za kolana, a nie sięgał mi do połowy ud. Grzywkę, z którą wiatr utrudniał mi współpracę, założyłam za ucho i dumnym krokiem ruszyłam ku centrum festiwalu. 
  Spokój, który przez moment mnie opanował wyparował natychmiast, gdy zobaczyłam moją ucieszoną siostrę.
- Jak ty wyglądasz?! – warknęłam, przyciągając ją do siebie – Coś ty zrobiła z normalnym ubraniem?!
- Dostałam ten strój od elfów leśnych – powiedziała, nie przestając się uśmiechać. 
Białowłosa miała na sobie błękitną, dopasowaną bluzkę, która kończyła się parę centymetrów pod piersiami. Do tego spódnicę, która bardziej przypominała dwa kawałki materiału, zszyte ze sobą jedynie na biodrach i półprzezroczystą chustę na ustach. 
- Masz chociaż swoją bieliznę? – parsknęłam, mierząc ją raz jeszcze od stóp do głów.
- Zdjęłam! – zawołała, pokazując mi język. 
- Nie mam do ciebie sił..
- No żartuję przecież! Rozchmurz się! – mruknęła, podnosząc kąciki moich ust do góry – Jeśli cały czas będziesz chodzić naburmuszona, wystraszysz wszystkich gości..
Odpowiedziałam jej jedynie westchnięciem, po czym ruszyłam za nią w tłum ludzi. Aelin wiodła mnie między stoiskami z jedzeniem, artystami i całą resztą zgromadzonych na festiwalu. W końcu wskazała na jedną z budek. Wykonana była z ciemnego drewna, a gdzieniegdzie miała ozdoby w kolorach szkarłatu i srebra. Idealnie komponowała się wraz z zielenią morza i błękitem nieba. 
- Musisz trafić w sam środek, żeby wygrać naszyjnik przynoszący szczęście – wyjaśniła, ruchem głowy wskazując na tarczę. W jej centralnym punkcie znajdowała się mała, żółta kropka. Na półeczce, znajdującą się nad nią, była otwarta szkatułka z, wcześniej wspomnianą, biżuterią. Ów naszyjnik zawieszony był na czarnej wstążce. Uwagę jednak przyciągał krwistoczerwony kamień, otoczony ciemnym metalem, który zaś pozawijany był w kształt róż.
- Nie wygląda na taki, który miałby przynosić szczęście, powiem ci.. – mruknęłam, unosząc lekko brew. 
- Optymistka.. – burknęła – Masz go wygrać.
Skwitowałam to jedynie głośnym parsknięciem i niedowierzającym spojrzeniem, skierowanym w stronę siostrzyczki.
- A co za to będę miała?
- Załatwię ci taki strój – odpowiedziała z szerokim uśmiechem, wskazując na siebie.
- Nie jestem pewna, czy to jest tego warte, ale okej. Postaram się.
Po tych słowach podeszłam do starszej kobiety, stojącej za ladą. Po krótkiej wymianie zdań i zapłacie dostałam łuk i jedną strzałę. Wskazała mi miejsce, z którego miałam oddać strzał i z pokrzepiającym uśmiechem życzyła powodzenia. Aelin stanęła obok mnie i założywszy ręce na piersiach przypatrywała się moim poczynaniom. Ja zaś napięłam łuk i wycelowałam w kropkę, która z tej odległości przypominała mrówkę.
- Jak.. Ja mam.. W to trafić..? – wybełkotałam, przymykając jedno oko. Dwa uderzenia serca później oddałam strzał i.. I chybiłam o parę milimetrów.
- Jesteś beznadziejna w te klocki..  – mruknęła niezadowolona elfka i prychnęła, udając pogardę do mej skromnej osoby.
- Skoroś taka mądra, to sama sobie w to traf! – fuknęłam, skrywając uśmiech. Ta w odpowiedzi pokazała mi język i wyrwała broń z ręki, oddając ją na ladę. 
- Myślałam, że jesteś lepsza w łucznictwie  – bąknęła, wbijając mi łokieć w żebra.
- A ja myślałam, że jesteś mądrzejsza – odparłam, lekko ją popychając. 
Elfka nie pozostała mi dłużna - popchnęła mnie z taką siłą, że wpadłam na jakąś osobę, oglądającą jakąś wystawę przed jedną z budek.
- Przepraszam, moja wina.. – wymamrotałam, poprawiając grzywkę, która nagle przypomniała sobie, że nie zgadza się z prawami fizyki. W tym samym momencie usłyszałam za sobą stłumione parsknięcie. Ona nie dożyje jutra. Już ja o to zadbam..

[ Na kogóż wpadła Asiria? :P ]

wtorek, 27 czerwca 2017

Od Asirii - Cd. Xarthawlsa

   Zmierzyłam jasnowłosą od stóp do głów.
- Czy ty jesteś głupia? – warknęłam, podpierając dłoń na biodrze. – On próbował nas sparaliżować, albo kij czort wie, a ty chcesz po prostu iść sobie spać?!
- Nie wiem, z czego robisz taką aferę. Jest zamrożony, więc się stąd nie ruszy – odpowiedziała, wzruszywszy ramionami.
Po usłyszeniu tych słów zaniemówiłam. Jak można wykazywać się aż taką nierozwagą?! Sama jestem sobie winna tego, że oddałam się w objęcia snu, jednak nie miałam zamiaru popełniać drugi raz tego błędu. W przeciwieństwie do panny Reyes.
- Dobra, idź już – burknęłam – ja nas będę pilnować, skoro tobie się chce aż tak bardzo spać.
Stąd dostrzegłam, jak Victoria przewróciła oczami i wróciła w stronę jaskini. Ja zaś oparłam się o pieniek drzewa, które stało nieopodal i z głupim uśmiechem obserwowałam nieruchomego mężczyznę.
- Jeden głupi ruch z twojej strony – zaczęłam – a wylądujesz na dole. W kawałkach.
Prawdopodobnie chciał mi odpyskować. Usłyszałam jednak coś w stylu "mbhhh". W odpowiedzi jedynie prychnęłam i poprawiłam kaptur, który zdążył się już lekko zsunąć.
    Nadal zastanawiało mnie, kto go przysłał. Miałam już tylu wrogów, że mógłby to być ktokolwiek. Po krótkiej chwili namysłu zdecydowałam, że przepytam go koło południa. Jeśli będzie niegrzeczny, Victoria zrobi użytek ze swoich mocy. A jeśli ona nie będzie współpracować - ja się ulotnię.
    Paręnaście minut później, usłyszałam nad sobą znajomy śpiew. Jak to jest możliwe, że znajdzie mnie, nawet, jeśli będę na drugim końcu kontynentu? Wyciągnęłam dłoń przed siebie, by jaskółka mogła spokojnie wylądować. Kilka sekund później, mały ptak siedział zadowolony na moim palcu wskazującym. Uspokoiła się, zapewne czując, że powinna być cicho. Powolnymi kroczkami ruszyła ku mojemu ramieniu. Zamarła jednak w połowie drogi. I w tym samym momencie zobaczyłam dlaczego.
Pinterest
    Zza kamiennej krawędzi, powoli wysunął się biały łeb. Do złudzenia przypominał ludzki, acz był parokrotnie większy. Oczy stworzenia były całkowicie czarne, podobnie zaś, jak włosy. Po chwili pojawiły się jego kończyny. Niewyobrażalnie długie i ciemne, jak nocne niebo. Przypominały odnóża pająka.
  Poruszyłam się nieznacznie, by schować się za drzewem. Czytałam kiedyś, że istoty podobne tej władają w podziemiach gór. Ich wzrok jest niesamowicie słaby, podobnie zresztą, jak słuch. Ich plusem były rozmiary. Gaava miały to do siebie, że budziły strach istot, które nie wiedziały o nich nic. Poszczęściło się nam, że była noc, a niebo całkowicie zachmurzone.
  Kreatura powolnym ruchem wyciągnęła łapę przed siebie, zapewne, by obadać teren. Wtem przypomniałam sobie o białowłosym. Był mi potrzebny do ustalenia, kto go na nas nasłał. Gdyby nie to, rzuciłabym go jako pokarm dla istoty. Chwyciłam za łuk, leżący nieopodal mnie i napięłam go. Wybrałam do tego strzałę o najcięższym grocie, by narobiła jak najwięcej hałasu. Oddałam strzał, trafiając w wybrane przez siebie miejsce. Drewniany pocisk utkwił w małej szczelinie po drugiej stronie kanionu. Przy okazji, ze ściany opadło parę większych kamieni, które dość głośno opadły na dno. Potworowi zajęło dobrą chwilę, by odwrócić się i sprawdzić co się stało na dole. Ja w tym czasie dobiegłam do bladego mężczyzny i chwyciłam go pod ramię, ciągnąc następnie w stronę jaskini. Nie dbałam o to, czy coś mu się stało. Właściwie, byłabym zadowolona, gdyby jego nogi urwały się gdzieś po drodze. Może to zadziałałoby na niego tak, że odechciałoby mu się denerwowania mnie i czarodziejki. Zerknęłam przelotnie na drogę, którą przebyliśmy. Pff, jednak udało mi się go dociągnąć w całości..
   Tak skupiona na przeniesieniu zamrożonego mężczyzny nie zauważyłam, że Gaava śledzi mnie wzrokiem. Dotarło to do mnie dopiero wtedy, gdy jej łapa wystrzeliła w moją stronę z niesamowitą prędkością. Dosłownie cudem udało mi się nad nią przeskoczyć.
- Wstawaj! – wywrzeszczałam do jasnowłosej, która nadal sobie spokojnie drzemała.
- Co? Kt.. – zaczęła, jednak nie pozwoliłam jej dokończyć.
- Odmróź go i uciekajcie jak najdalej stąd. Postaram się dać wam jak najwięcej czasu. Najwyżej Ae znów mnie będzie musiała składać.. – dodałam ciszej i posłałam ponaglające spojrzenie ku czarodziejce.
- I postaraj się nie zginąć, będziesz mi później potrzebna! – zawołałam, widząc, jak łapsko kolejny raz mknie ku mnie. Tym razem nie udało mi się zrobić uniku. Czarna, niczym smoła dłoń, objęła mnie mocno w pasie i wyciągnęła z groty. Potwór był zajęty mną, dzięki czemu Victoria i mężczyzna mogli spokojnie uciec. Ja posłużyłam się ukrytym ostrzem, które wbiłam w kończynę Gaava. Wytrysnęła na mnie ciemna, cuchnąca posoka, a chwyt zelżał. Po chwili potwór mnie puścił, zapewne nie spodziewając się kolejnego cięcia. Poleciałam paręnaście metrów w dół. Zdołałam jednak chwycić się jakiegoś wystającego patyka, zaciskając przy okazji zęby na wargach. Prawdopodobnie, dość poważnie uszkodziłam dłonie.. Poczułam na sobie wzrok wężopodobnej postaci, a moment później ostry ból w lewym boku. Ciepło natychmiast rozeszło się od rany w dół. Kreatura zbliżyła swój pysk do moich nóg. Podciągnęłam się w górę w momencie, gdy jej szczęki spróbowały pożreć mnie od pasa w dół. Stworzenie warknęło głucho, i spróbowało raz jeszcze. W chwili, gdy pysk był centymetry od moich stóp, z całą siłą wbiłam nogę w jej oko. Jej skrzek był tak głośny, że z góry posypały się kamienie, a parę z nich wpadło w zranione przeze mnie miejsce. Wyciągnęłam nogę z oczodołu Gaava z głuchym mlaśnięciem. Była oblepiona tą samą ciemną, śmierdzącą substancją, co ręka. To definitywnie spowodowało, że stwór wycofał się z powrotem w dół kanionu. Nie poczułam jednak ulgi - rana na boku wydawała się poważna. Nie mogłam jednak dojrzeć tego, jak głęboko ciął potwór. Traciłam powoli dech w piersi, a z rannymi dłońmi ciężko było mi się ruszyć. Jęknęłam cicho, z bólem przesuwając się w stronę kamiennej ściany. A nuż, może udałoby mi się po niej wspiąć..?
   Aczkolwiek moje ręce miały w planach co innego. Postanowiły nagle stracić czucie, tym samym sprawiając, że puściłam gałąź i runęłam w dół. Przynajmniej nie poczułam uderzenia, bo w międzyczasie straciłam przytomność.
Ideolo.

[ Victorio? Trzymajsię, niepuszczajsię~ ]

sobota, 17 czerwca 2017

Od Asirii - Cd. Xarthawlsa

Nie ufałam jasnowłosemu mężczyźnie. Przyzwyczaiłam się już do widoku elfów i podobnych im postaci, jednak coś czaiło się w jego wzroku. Victoria jednak nie podzielała mojej ostrożności i wdała się z nim w beztroską rozmowę.
- Więc.. - zaczęła po chwili. - Jak masz na imię?
Ten przez chwilę się zawahał, jakby zastanawiał się nad odpowiedzią.
- Mów mi Leon. - odpowiedział szybko, jednak zbyt powoli, jak na mój gust.
- Ja jestem Victoria, miło mi. - odpowiedziała, podając mu rękę. Moment później poczułam na sobie wzrok dwójki. Oczywiście, wiedziałam o co im chodzi, jednak beztrosko błądziłam spojrzeniem po podłodze. - Przedstaw się! - syknęła po chwili, lekko kopiąc mnie w kostkę.
- Po co? - warknęłam. - Tak czy siak nie będę z nim rozmawiać. - dodałam ciszej. Jasnowłosa wzniosła oczy ku górze i, wskazując na mnie, rzekła:
- To jest Eta. Jest bardzo nieśmiała. - mruknęła, patrząc na mnie spode łba. Skwitowałam to jedynie krótkim wzruszeniem ramion i oparciem się o ławkę. Po paru chwilach dwójka wróciła do rozmowy, której zbytnio się nie przysłuchiwałam. Byłam zajęta obserwacją wchodzących ludzi. Niektórzy z nich wydali mi się podejrzani, jakby skrywali coś w swoich płaszczach. Jednak, jak gdyby nigdy nic, zamawiali rybę i wychodzili z karczmy. Moją uwagę zwrócili za to dwaj mężczyźni, uważnie obserwujący nasz stolik. Jak to możliwe, że wcześniej ich nie zauważyłam..? Zwróciłam wzrok na pozostałych ludzi, by nie wzbudzić podejrzeń. Kątem oka spojrzałam jednak na Leona. Miał zmarszczone brwi i wyglądał, jakby rozmawiał z nimi bez użycia słów. Zarejestrowałam nagły ruch po drugiej stronie i momentalnie chwyciłam Victorię za nadgarstek, dość brutalnie odciągając ją od stolika. Dokładnie w tym samym miejscu, gdzie jeszcze moment wcześniej była jej głowa, trafiła strzałka usypiająca. Zmierzyłam nienawistnym spojrzeniem białowłosego i zdjęłam łuk z pleców, jednocześnie wyciągając strzałę z kołczanu. Oddałam strzał, trafiając w bok jednego z mężczyzn. Wzbudziło to poruszenie w karczmie, które wykorzystałam, wyciągając Victorię z budynku. W porę zauważyłam jednak, że Leon ruszył za nami. Napięłam kolejną strzałę i wymierzyłam ją prosto w jego głowę.
- Jeden fałszywy ruch. - warknęłam dość głośno. - A pożegnasz się z tym światem.
Czy moje przeczucia okazały się słuszne? Widząc zmieszanie na jego twarzy prychnęłam, niczym rozzłoszczona kotka i schowałam broń z powrotem.
- Teraz biegnij. Nie chcę, żeby zaalarmowali straż. Znów. - rzekłam do dziewczyny i popchnęłam ją, zmuszając do biegu.

[ Victorio? ]

środa, 7 czerwca 2017

Od Asirii - Cd. Victorii

Oparłam się o coś, co przypominało drewnianą barierkę i utkwiłam wzrok w wyspie. Zielone lasy i pagórki powoli stawały się coraz to mniejsze, aż w końcu zniknęły za linią horyzontu. Dopiero wtedy odczepiłam się od poręczy i rozejrzałam się, szukając Victorii. Na pokładzie znajdowało się parunastu ludzi, z pewnością nie więcej niż dwudziestu, a w tym nasza dwójka. Mimo to, nie mogłam odnaleźć panny Reyes. Wzniosłam oczy ku górze, dając upust swemu zirytowaniu, coby nie wyładować go na jasnowłosej i darowałam sobie dalsze rozglądanie się. Jak kocha, to wróci, o!
Korciło mnie, by zrzucić z siebie płaszcz. Wysoka temperatura i słońce odbijające się od wody dawały mi się we znaki. Zdecydowałam zejść pod pokład i znaleźć sobie jakąś wolną kajutę. Może przy okazji spotkałabym Victorię.. Ostatni raz rzuciłam okiem na wodę i podążyłam w dół. Tutaj, na szczęście, panował przyjemny chłód. Powolnym krokiem ruszyłam przed siebie, omijając kajuty położone najbliżej schodów. Przez bulaj widziałam, jak nieboskłon łączy się z bezkresnym oceanem. Nie byłam przyzwyczajona do podróżowania wszelakim rodzajem statków. Ogólnie, to nie przepadałam za tak głęboką tonią. Nim się spostrzegłam, dotarłam do drzwi ostatniej kajuty. Pchnęłam je niepewnie, nie wiedząc, czy ktoś jest w środku. Na moje szczęście, było tam pusto. Środek pomieszczenia zajmował okazały hamak. Po jego lewej stała etażerka, a po prawej - biurko, nad którym był bulaj. Zasiadłam na drewnianym meblu i zrzuciłam z siebie grafitowy materiał. Niesamowita ulga, gdy można zdjąć przegrzany kaptur z włosów, och i ach. Przymknęłam oczy, jednocześnie rozczesując dłonią włosy, po czym rzuciłam sobą na hamak. Westchnęłam głośno w materiał i przeciągle ziewnęłam. Niestety, nie mogłam wiecznie rozkoszować się samotnością. Jakiś czas później usłyszałam pukanie do drzwi. Szybkim ruchem chwyciłam kaptur i zarzuciłam go niedbale na oczy, po czym uchyliłam lekko drewniane drzwi. Po drugiej stronie stała znajoma mi jasnowłosa.
- Szukałam cię! – zawołała z wyrzutem, wręcz wpychając się do kajuty. Kolejny raz wzniosłam wzrok ku górze i zasiadłam na biurku, gdyż na hamaku zabrakło nagle miejsca.
- No popatrz, i znalazłaś.. – odparłam, opierając się głową o okienko. – Chciałaś czegoś konkretnego, czy tak sobie, o?
- Smutno mi było samej. – mruknęła, wzruszając ramionami. – Kiedy tu zeszłaś?
- Będzie już może.. Hm, druga godzina? A ty? Gdzie byłaś?
- Zwiedzałam statek. I poznawałam ludzi. – dodała.
- Mi było zbyt ciepło na górze. Może nocą wyjdę, lubię obserwować gwiazdy.
- Jesteś jak Tenshi! – krzyknęła, po chwili śmiejąc się. Zmarszczyłam brwi, nie do końca rozumiejąc. – Moja sowa, noo..
- Widzę, że mamy coś wspólnego. – odrzekłam. Tym razem Victoria zrobiła zagubioną minę. – Miu i Hanshi. Mysikrólik i jaskółka. Ptaki. – dodałam na końcu, zerkając za siebie. Słońce było coraz niżej; niebo zaróżowiło się. Chmury zaś nabrały kolorów krwistej czerwieni. Jutro z pewnością będzie wiatr. Może dzięki temu dopłyniemy szybciej do Xa.
- Miejmy nadzieję, że nie będzie sztormu.. – usłyszałam zza siebie jej głos.
- Widzę, że znasz się na rzeczy. – mruknęłam, odwracając się w stronę jasnowłosej.
- Się rozumie! W końcu magowie mają za sobą trudną naukę. – dodała z dumą.
- Obowiązuje cię także materiał z pogody nad oceanem?
- Noo.. Nie do końca, ale lubię czytać.
- Na twoim miejscu czytałabym fajne książki, a nie podręczniki, które ci nie są potrzebne.
- Czytasz w wolnym czasie?
- Nie. Rzadko kiedy mam wolny czas. A jeśli już się zdarzy, z reguły poświęcam go na trening. – odpowiedziałam, wyjmując strzałę z kołczanu, który wcześniej wrzuciłam za etażerkę. – Chcę kiedyś dojść do perfekcji. – dodałam, delikatnie przejeżdżając kciukiem po grocie. Hm, będę musiała je kiedyś bardziej naostrzyć..

[ Victorio? ]

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Od Asirii - Cd. Victorii

- Wpakowałaś się w niezłe bagno, dziewczyno. – rzekłam, po chwili wyciągając do niej dłoń. – Mówią na mnie Eta.
- Czemu tak sądzisz? – zapytała, jakby nie rozumiejąc powagi sytuacji. Zaśmiałam się cicho, uważając, aby kaptur zbytnio się nie zsunął. Choć teraz, nie mogła zdradzić nigdzie mojego oblicza, bo zamknęliby zarówno mnie, jak i ją. Po krótkim namyśle zdecydowałam nie zdejmować materiału z oczu i przeszłam do tłumaczenia jej zajścia:
- Jestem poszukiwana za zabójstwo, co już prawdopodobnie zauważyłaś..
- I? 
- Nie przerywaj mi, proszę. – warknęłam. – Pomagając mi sprowadziłaś na siebie gniew rządu. Lepiej nie pokazuj się w mieście przez jakiś czas. – dodałam, po czym sięgnęłam po małe winogrono leżące obok półmiska z serami. Bycie magiem ma jednak swoje plusy.. Jasnowłosa zmarszczyła brwi.
- To kogo ty zabiłaś? Przecież gdybyś zamordowała jakiegoś zwykłego człowieka, to nie byłoby takiego szumu..
- Baron Severion. Zdecydowanie zasługiwał na gorszą śmierć. Za wszystko co zrobił, mogłam go uwięzić i podać wodę królewską.. – westchnęłam, zasiadając naprzeciw panny Reyes. – Strażnicy są tak bardzo związani ze swoją posadą, że mogą ci wbić do domu gdy będziesz spać.
- Więc.. Może ulotnimy się w ogóle z okolicy, hm? – zaproponowała, szeroko się uśmiechając.
- Hola, hola.. Chcesz się wplątać w jeszcze większe gówno? 
- Co? Czemu?
- Jakbyś nie zauważyła, ściągam pecha. – mruknęłam, kradnąc kolejne winogrono z talerza.
- Może tym razem przyniosę ci szczęście! – zawołała uradowana i, pociągnąwszy mnie za rękę, wywaliła z domu. – To dokąd chcesz iść?
- Jak najdalej. Nie możesz się tu pokazać przez okres paru, parunastu dni. Choć.. Może zerwanie plakatów by wystarczyło.. – mruknęłam do siebie ciszej. – I przybicie piątki krzesłem z paroma strażnikami..
- Hm? Mówiłaś coś? – zapytała, odwracając się w moją stronę. Pokręciłam przecząco głową i podążyłam za nią.
 
~*~

- Nie mamy żadnego transportu.. – zauważyła po chwili moja towarzyszka.
- O to się nie martw. Zaraz coś skołuję. – powiedziałam cicho, rozejrzawszy się po okolicy. Nieopodal znajdowała się stadnina, jakby ktoś czytał w moich myślach. Nieuważny stajenny zostawił otwarte tylne wejście, czym, w pewnym sensie, zapraszał jakiegoś koniokrada do środka. – Zajmij czymś tego faceta. Ja wejdę od tyłu i załatwię nam kobyły. 
Victoria, po chwili namysłu, skinęła głową i ruszyła w stronę drewnianego budynku. Ja tymczasem zaczęłam skradać się na jego tyły, korzystając ze wszechobecnych drzew i kamieni. Słysząc niski bas mężczyzny wskoczyłam do stajni i wyłamałam coś, co przypominało zamki, uwalniając dwa konie. Dokładniej czarne ogiery. Starając się zrobić jak najmniej hałasu wyprowadziłam samców na zewnątrz, przy okazji łapiąc dwie uzdy i pierwsze lepsze siodła. Założywszy ekwipunek na wierzchowce, dałam znak jasnowłosej, by do mnie dołączyła.
- Tak, już lepiej. Dziękuję panu za pomoc! – zawołała z udawaną radością i powolnym krokiem ruszyła w moją stronę. Kątem oka zauważyłam, jak stajenny odprowadza ją wzrokiem. Jego spojrzenie powędrowało podejrzanie w dół, a usta wykrzywiły się w lekkim uśmiechu.
- To ja dziękuję! – krzyknął, machając do odwróconej dziewczyny. 
- Faceci.. – burknęłam i wychyliłam się lekko zza okazałego głazu. Nie chciałam, by ten mnie zauważył. Jeszcze by kogoś na nas ściągnął, i by było!

[ Victorio? ]

niedziela, 4 czerwca 2017

Od Asirii - Cd. Victorii

Wyjęłam strzałę z krtani przysadzistego mężczyzny, ścierając białym piórem krople krwi z jego gardła. 
- Deorum te petrinet. - wymruczałam, po czym zarzuciłam kaptur z powrotem na głowę. Starałam się unikać kałuży krwi jak najbardziej, byleby nie ubrudzić butów. Nie lubiłam myć ich z posoki.. Moment później usłyszałam głośny stukot obasów żołnierzy, którzy prawdopodobnie mieli pilnować barona. Jedna droga ucieczki odpadała, bo właśnie z tamtej strony się zbliżali. Naprzeciw były krzaki róży, na których więcej było kolców, niźli kwiatów. Szybkie rzucenie okiem na ścianę przede mną - i już widziałam cegły, po których mogłam dotrzeć na dach budynku. Pogoda była po mojej stronie, mgła robiła się coraz gęstsza, a mur był suchy. Włożyłam dłoń w szczelinę i wszystko poszło gładko. W ciągu parunastu sekund byłam w wyznaczonym celu. W momencie dotarcia, księżyc skrył się za chmurami, dzięki czemu mogłam skryć się w cieniu dość sporej karczmy. Wylądowałam jednak niedokładnie, zbyt głośno. Gwardziści od razu wybiegli z uliczki, jakby tylko czekali na jakiś głośniejszy dźwięk.
- Cholera.. - warknęłam cicho, rozglądając się nerwowo po okolicy. Prawdopodobnie właśnie to wzbudziło w nich największe podejrzenia. W jednej z bocznych alejek zauważyłam platformę wozu, ułożoną pod kątem. Nad nią wisiał znak wcześniej zauważonej przeze mnie karczmy. Nie zastanawiając się zbyt długo, przeszłam do biegu i wskoczyłam na nią, łapiąc się metalowego uchwytu. Działałam z tak dużą siłą, że bez problemu dosięgnęłam parapetu okna. Wdrapałam się na nie, po czym przeskoczyłam na rynnę, dość dobrze umocowaną do ściany. Słysząc charakterystyczny dźwięk przeładowania broni przyspieszyłam. Nie chciałam zostać postrzelona podczas tak prostej misji, temu też wskoczyłam z powrotem na parapet, tym razem na trzecim piętrze i wybiłam szybę, wpierdzielając się komuś do pokoju. Na szczęście było w nim pusto, więc nie przeszkodziłam żadnej duszy. Poprawiłam kaptur, korzystając z chwili spokoju i ruszyłam do kolejnego okna,  otwierając je. Zerknęłam na uliczkę, która prowadziła na obrzeża miasteczka i nasłuchiwałam przez chwilę. Moment później wskoczyłam, lądując bezszelesnie na stopach. Podniosłam się z przykucu i ruszyłam w stronę bramy. Byleby dotrzeć tam, zanim gwardziści zaalarmują straż.. Przeszłam do truchtu korzystając z pustych ulic i w parę minut byłam niedaleko celu. W tym czasie księżyc zdążył skryć się za wyższymi budynkami, a niebo przybrało kolor różu. Będąc już parę metrów od ceglanego łuku pilnowanego przez dwóch mężczyzn, w tym jednego pijanego, usłyszałam znajome echo. Gwardziści. Ha, jednak byłam przed nimi! Triumfalny uśmiech pojawił się na chwilę na mojej twarzy. Znikł z momentem, w którym wykrzyknęli "To on!". Spojrzałam krótko za siebie. I ta chwila wiele mnie kosztowała - wpadłam bowiem na jakąś blond dziewczynę.
- Eh, magowie... Myślą, że jak znają się na magii to wszystko im wolno! - warknęłam popychając w bok jasnowłosą, która, nie wiedząc co się dzieje, nawet mnie przeprosiła. Choć była to DEFINITYWNIE moja wina. Trzeźwy strażnik zareagował natychmiast, ustawiając swoją włócznię pod kątem.
- Brak przejścia! - krzyknął głośno, budząc pijanego kolegę. 
Zobaczmy. - pomyślałam i uśmiechnęłam się kpiąco. Nie pierwszy, i nie ostatni raz muszę się zmierzyć z tak trudną "barykadą". Zbliżyłam się do mężczyzny najszybciej, jak potrafiłam i chwyciłam oburącz jego broń, stawiając ją do pionu. Nim zdążył się zorientować co się dzieje, miał złamany nos przez drewniany uchwyt, a ja zdążyłam ukryć się w dość sporym buszu obok murów. Prawdopodobnie przez pewien okres nie pojawię się w mieście.. 
- Czy ona widziała moją twarz..? - szepnęłam do siebie po chwili. Przecież w chwili zderzenia lekko odrzuciło kaptur do tyłu... - Cholera! 
Zacisnęłam pięści, nie do końca wiedząc, co zrobić w takiej sytuacji. Po raz pierwszy zdradziły mnie prawa fizyki! 
Chwila, moment... Skoro była przy bramie, tak daleko od centrum, to musi oznaczać, że mieszka gdzieś tutaj. I że prawdopodobnie tędy wyjdzie.
Więc wtedy pozostało mi tylko czekanie na jasnowłosą w nadziei, że nikomu nie zdradzi tego, jak wyglądam..

[ Panno Reyes? Będziesz konfidentem? xD ]

czwartek, 1 czerwca 2017

[...]Zobaczyło zakapturzoną postać [...]

"[...]Zobaczyło zakapturzoną postać, powoli kroczącą wśród spopielonych budynków.
- Kim jesteś? - zapytało. 
- Snem. - odparła cicho i, machnąwszy peleryną, wtopiła się we wszechogarniający mrok [...]"


elentimcora@gmail.com