Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Abelard i Nifenye. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Abelard i Nifenye. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 sierpnia 2017

Od Nifenye Cd. Abelarda

Jedno spojrzenie na ciało chłopaka, wywołało u mnie lawinę emocji.Tak bardzo chciałam się do niego przytulić, by poczuć czyjąś bliskość. Z drugiej strony jednak bałam się to zrobić. Moja postawa mogłaby być zbyt nachalna. W sumie gdyby bardziej się zgłębić w moje wnętrze, już tak się czułam. Każdy pewniejszy ruch, każde zbliżenie było wywołane przez moją osobę. Jednak dlaczego? Tego nie potrafiłam zrozumieć. Łzy napłynęły do moich oczu, w momencie gdy służka przyniosła ubrania, jednak w zupełności nie było to wywołane nią. W tamtym momencie przypomniała mi się chwila słabości sprzed parudziesięciu minut, gdy to nie mogłam liczyć na niczyje wsparcie.  Rzuciłam się w stronę łazienki, po drodzę zabierając przeznaczone dla mnie ubrania. Zamknęłam na klucz drzwi prywatnego pomieszczenia, by spojrzeć sobie samej prosto w oczy. Dłonie swobodnie ułożyłam na umywalce, obserwując każdy centymetr mojej twarzy.Łzy spływały po policzkach, praktycznie niezauważalne na skórze mokrej od deszczu.  Niesforne kosmki które wypadały z mojego kucyka, wyglądały dość niedbale, lecz tylko one... Czyżby to z powodu mojego wyglądu nie brał na siebie inicjatywy? Chyba tak... A może jednak to mój niespotykany charakter? Praktycznie nie przysługujący władcy. Co będziemy się oszukiwać, mógł spokojnie powiedzieć, ze jestem dla niego nie wystarczająca. Jak przystojny książę mógłby zakochać się w pospolitej wiedźmince, która ledwo co zna się na królewskich manierach. Rozpięłam koszule, odkładając ją na bok, tak samo postępując z całą mokrą garderobą. Udało mi się wysuszyć włosy by zaraz po tym zająć się delikatnym makijażem. Może nie potrafiłam tyle co moja stylistka z pałacu, jednak nie było mi to obce. Dlatego tez, podkreśliłam moje atuty. Zaakcentowałem oczy, jak i również usta - delikatnym błyszczykiem. Włosy zostawiłam rozpuszczone, drżącymi ze stresu rękami związując przednie kędziorki z tyłu. Odzież która została mi przyniesiona, ani trochę mnie nie zdziwiła. Elegancka czarna bluzka jak i biały płaszcz, idealnie komponowała się z czarnymi jeansami. Ostatnie poprawki w lustrze, odrobina pudru i byłam gotowa. Nacisnęłam klamkę, pchając dość mocno drzwi, słysząc wołanie na kolacje. Ustalam obok narzeczonego, praktycznie unikając jego wzroku, by nie rozkleić się ponownie.
- Idziemy? - zapytałam cicho, lekko drżącym głosem, by po chwili w paru krokach, znaleźć się przy wyjściu.
<Abelard?>

niedziela, 30 lipca 2017

Od Abelarda cd. Nifenye

Dziwnie czułem się w towarzystwie znajomych Nifenye. Nigdy nie lubiłem przebywać u obcych mi osób, jednak jeśli było to jedyne wyjście... Powinienem mieć do niej zaufanie, zwłaszcza w takich sprawach. Przecież nie przyprowadziłaby mnie w miejsce niebezpieczne, tak je chwaląc. Pogładziłem kciukiem jej dłoń, w dotyku przypominającą czysty jedwab. Niby gest skierowany w jej stronę, lecz to moim nadszarpniętym nerwom przyniósł ukojenie. Stałem tam jak kołek, przysłuchując się rozmowie trójki. Nawet gdybym chciał- nie potrafiłbym wydusić z siebie ani słowa. Byłem skrępowany, jak więzień wojenny, a jednocześnie dano mi swobodę, niczym dzikiemu zwierzęciu. Sam zaś wybrałem drogę pomiędzy tamtymi dwoma, jaką było słuchanie i próby opanowania się. Oto chłop wielki jak dąb czuł lęk przed poznaniem nowych osób, czy choćby wymienieniem z nimi kilku zdań. Dyplomacja nie należała do moich mocnych stron, wolałem posługiwać się orężem- łatwiej, wygodniej... Gdy dziewczyna stwierdziła, że czas wejść do środka, podążyłem za nią niczym cień. Przy tym musiałem się schylić, by nie uderzyć głową o futrynę. Dlaczego ludzie w Lao musieli charakteryzować się tak niskim wzrostem? Przy nich przeciętny wojownik metr osiemdziesiąt z Dest byłby wręcz gigantem, a co dopiero ja. Wędrówka zakończyła się w sypialni gościnnej. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu nie znalazłem tu osobnych łóżek, a jedno przeznaczone dla dwóch osób. I drzwi prowadzące do małej łazienki.
— Rozgośćcie się. Viria przyniesie wam suche ubrania. Kolacja za pół godziny!— Pani domu zasypała nas informacjami. Na wzmiankę o jedzeniu, zaburczało mi w brzuchu.— Musicie być wycieńczeni...
Pokiwałem głową, jakoby na potwierdzenie jej słów.
— Podróż potrafi wykończyć największego chojraka.— Zaśmiałem się cicho i podszedłem do pani domu.— Madame, dziękuję za gościnę. Jestem twym dłużnikiem, więc w razie potrzeby, proszę zwrócić się do mnie. Pospieszę z pomocą, jakom Abelard II Reuwel Ezero.— Ukłoniłem się nisko, jak nakazywał kodeks królewski mego kraju.
Niestety nadal ociekałem wodą, co musiało zostać zauważone. Kobieta obdarzyła mnie ciepłym spojrzeniem i opuściła pokój, zamykając za sobą drzwi. Zostałem sam na sam z moją narzeczoną. Chwyciłem jeden z ręczników, narzucając go na ramiona mojej wybranki. Ostatnim czego bym chciał, fakt rozchorowania się tylko i wyłącznie z mojego powodu. Sam bez krępacji zrzuciłem górną partię ciuchów, przejeżdżając ręcznikiem po mokrej skórze.

⦓NIFENYE?⦔

niedziela, 23 lipca 2017

Od Nifenye Cd. Abelarda

Jego dotyk, spokojny ton i bijące od ciała ciepło, działały na mnie kojąco. W jednej chwili cały smutek odleciał w kąt, zastąpiony radością spowodowaną przez jedną osobę. Tylko on potrafił tak bardzo zmienić moje nastawienie, jednym gestem. Może i nie znaliśmy się długo, Abelard jednak zawładnął moim sercem, jak nikt inny przedtem.  Wypowiedziane przez niego słowa przysięgi, rozlały w moim sercu, nigdy wcześniej nieznane ciepło. Teraz już wiedziałam, że mogę zaufać mu bezgranicznie. Byłam pewna, że w jego ramionach będę bezpieczna. Pozwoliłam sobie wrócić na chwilę, do momentu gdy jego usta, powolnie wpijały się w moje wargi. Tak bardzo zachłannie, a jednak tak delikatnie. Dotknęłam opuszkami palców miejsce które zostało zawładnięte, przez pełen uczuć pocałunek. Chciałabym do tego wrócić, jednak teraz musieliśmy dostać się do środka. Zaśmiałam się cicho, zerkając na dwa rumaki stojące koło siebie. Tak podobne a jednak, tak inne.
- Jewelard, pod wiatę ale to migusiem - ogier posłusznie ruszył w stronę niedalekiej stajni, jednak drugi stał niewzruszony - Chief jak będziesz się pilnował Jewa, osobiście dam ci jabłka.
Kary, rzucił się galopem za Siwkiem, doganiając go w parę sekund. Znajdując się pod drzwiami, puknęłam w nie parę razy. Wtuliła się mocniej w tors chłopaka, uważnie przyglądając się wrotom. W pewnym momencie, stanęła w nich para młodzieńców. Rudowłosa dziewczyna, rzuciła się na moją szyję, mocno się do mnie przytulając. Objęłam ją mocno, kątem oka obserwując narzeczonego i uśmiechając się do niego szczerze. Tęskniłam za nią, za latami młodości i wspólnymi wybrykami. Jej mąż stał obok, uśmiechając się szeroko .Po paru sekundach Alice się ode mnie odsunęła, pokazując ręką na jasnowłosego.
- A cóż to za młodzieniec kochana? - szepnęła.
Złapałam Abelarda za dłoń, szczerząc się do przyjaciółki.
- Chętnie ci wytłumaczę, tylko może nie będziemy tak się poznawać w progu prawda? - Zaśmiałam się.
- Czujcie się jak u siebie - rzekł niewysoki mężczyzna, zapraszając nas do środka.
<Abelard?>

czwartek, 20 lipca 2017

Od Abelarda cd. Nifenye

Kolejna z nieznanych mi posiadłości, przez które dostawałem dreszczy. Nie wiem dlaczego, ale wzbudziła ona we mnie lęk. I to nie ten pozytywny, gdy wraz z przyjaciółmi wymieniałem się przeróżnymi strasznymi opowiastkami, lecz ten drugi- będący ostatnią prostą do posmakowania strachu. Do tego doszło jeszcze zachowanie mojej towarzyszki, która przez cały czas zdawała się przebywać w miejscu oddalonym o lata drogi od chwili obecnej. Zupełnie jakby ukrywała przede mną coś wprost przerażającego. Coś, o czym nigdy nie powinienem się dowiedzieć. Tylko dlaczego? Może przez to, że nasza znajomość trwa tak krótko, a jednak wiele już się pomiędzy nami wydarzyło. Obdarzyłem ją zaufaniem już na samym początku, idąc za nią w lesie, poprzez wyruszenie we wspólną podróż, aż po ukazanie swego drugiego oblicza. Jeszcze kilka minut temu, jadąc za nią, słyszałem cichutkie pociąganie nosem, jednak nie miałem na tyle odwagi, by podjechać do niej i pomóc. Zachowałem się jak tchórz, bojąc się odrzucenia. Więc, gdy złapała mnie za dłoń, odrzuciłem ją. Tak po prostu, jak największa szumowina. A jednak zamiast tego, objąłem ją ręką w talii, przybliżając do siebie. Pragnąłem znów poczuć ciepło bijące od Nifenye, ten słodki zapach przywodzący mi na myśl dom. Poruszyłem kciukiem, gładząc poły jej odzienia, delikatnie łaskocząc skórę pomiędzy tę kilkumilimetrową barierę. Chyba nie powinna być na mnie zła za tak śmiały czyn, wszak oficjalnie byliśmy narzeczonymi, osobami, które miały razem spędzić resztę życia.
— Wiesz, mógłbym spać nawet na gołej ziemi.— Zaśmiałem się pod nosem, dostosowując tempo chodu do jasnowłosej.— Ale najważniejsze, by tobie było maksymalnie wygodnie. Postaram się, byś zawsze czuła się bezpiecznie, nieważne, ile by mnie to kosztowało. Przysięgam na honor mego rodu, Jasnowłosa Nimfo. A tak poza tym... To jestem potwornie głodny. Zjadłbym konia z kopytami. Znaczy... Bez obrazy, chłopcy!— Odwróciłem głowę, by spojrzeć na dwa rumaki ociekające deszczówką. Jak zmokłe psy.

⦓NIFENYE?⦔

wtorek, 18 lipca 2017

Od Nifenye Cd. Abelarda

Skupiłam się, nad odgłosem uderzających o grunt kopyt. Z jednej strony marzyłam o tym by ktoś mnie przytulił, z drugiej bycie samotnym nadal tkwiło w moich żyłach. Zbyt długo nie czułam czyjeś bliskiej obecności, by prosić o chwilę czułości. Zwłaszcza by prosić o to mego narzeczonego, nie chciałam zadręczać go sprawami, które już dawno powinny zostać wypchnięte z mojej pamięci. Dotknęłam delikatnie policzek, pozbywając się z niego kolejnych łez. Te jednak w pewnym momencie zostały zastąpione przez deszcz. Popuściłam wodze, pozwalając ogierowi na nabranie prędkości. Od celu dzieliła nas jedna noc, która będziemy musieli spędzić u pewnej dobrze znanej mi rodziny. Czułam jak zimno przeszywało mnie na wylot, połączone z chłodnym deszczem, dawało bardziej poczucie jesieni, niż lata.  Raz po raz, zerkałam czy aby Abelard nie został w tyle, by w pewnym momencie zeskoczyć z konia, przed niewielką furtką. W głębi błagałam, by młode małżeństwo było w środku. Kątem oka widziałam stojącego obok mnie młodzieńca, przyglądającego się uważnie domostwu. Domek był nie duży, jednak bardzo zadbany, tak jak cały ogród. Był zbudowany z czerwonej cegły, obrośnięty częściowo bluszczem.  Bywałam tutaj bardzo często w wieku nastoletnim, gdyż mieszkała tutaj moja przyjaciółka.
- Nasz dzisiejszy nocleg - szepnęłam cicho - a raczej schron.
Starałam się nie stać do niego twarzą w twarz, by nie widział stanu w jakim były moje oczy. Wziąłby mnie jeszcze za jakaś niestabilną histeryczkę. Pchnęłam delikatnie drewniane drzwiczki wchodząc na teren państwa Amenstiff. Nie wiem jednak czemu, bezwarunkowo chwyciłam ciemnowłosego za dłoń, starając się do niego minimalnie zbliżyć. Może... potrzebowałam jego obecności bardziej niż kiedykolwiek. Z czasem czułam do niego coś więcej, chowając to na razie głęboko w sercu. Bałam się... Że nie odwzajemnia mego uczucia.
<Abelard?>

sobota, 8 lipca 2017

Od Abelarda cd. Nifenye

Próbowałem dotrzymać tempa narzuconego przez moją towarzyszkę, co w pewnym momencie okazało się niemożliwe. Ewidentnie nie zamierzała dopuścić do tego, bym zrównał z nią krok. Odpuściłem, nie chcąc zanadto zmęczyć Chiefa. Sam koń powoli dawał znać o bezsensowności mojego uporu. Jeszcze chwila i zapewne stanąłby jak kołek na środku drogi, odmawiając dalszej podróży na jego grzbiecie. Co prawda mógłbym iść na piechotę, pod warunkiem, że ten wredny dziad wlókłby za mną swe zwłoki. Znając jego- prędzej dałby sobie grzywę uciąć, aniżeli postąpić w zgodzie z moim planem. Zadarłem głowę w górę, chcąc ujrzeć błękit nieba. Rozczarowałem się, bowiem zdążyło się ono skryć za zasłoną coraz to ciemniejszych chmur. Nie zwiastowały one niczego dobrego, a jedynie burzę lub bardzo mocną ulewę. Cóż... Wolałem tego uniknąć, mimo wszystko przez lata zdążyłem się odzwyczaić od niezwykłego klimatu panującego w Lao. I od chorób nękających obywateli tego intrygującego państwa. Zdecydowanie bardziej gustowałem w stonowanej pogodzie Dest, aniżeli nagłym jej zmianom. Kołysałem się w rytmie wybijanym przez kopyta karego, odpływając myślami w zupełnie inne miejsce. Powiew chłodnego wiatru wydał mi się niezwykle znajomy, przywołując z zakamarków pamięci obraz kobiety o tajemniczym uśmiechu i wiecznie smutnych oczach. Niezwykle długie, platynowe loki opadały na jej białą suknię, w połach której tak bardzo uwielbiałem chować wszelkie smutki. Wyglądała jak anioł z obrazów najświetniejszych malarzy, taki też miała charakter. Idealnie kontrastujący z gorącym, ojcowskim temperamentem. Uciekałem w jej objęcia, chroniąc się przed gniewem taty. Pachniała kwiatami jabłoni, nigdy bym o tym nie zapomniał. Lady Maria Fae Ezero z rodu Tevo- moja ukochana matka, która odeszła zbyt młodo. I jedyna, którą darzyłem miłością nie tylko dziecięcą, ale też tą zarezerwowaną jedynie dla najlepszych przyjaciół. Kobieta o niemalże białych włosach i złotych, lekko skośnych oczach. Tak bardzo podobna do Nifenye, a jednak tak różna... Dotknąłem policzka, tuż pod dolną powieką, jakoby w odruchu. Wzrok mój powędrował w stronę narzeczonej, nadal pogrążonej w tym dziwnym transie. Nie śmiałem jej przeszkodzić, każdy czasem potrzebuje chwili tylko dla siebie. Posłusznie jechałem za nią, nie chcąc naruszyć jej przestrzeni osobistej.

⦓NIFENYE?⦔

niedziela, 2 lipca 2017

Od Nifenye Cd. Abelarda

Przedstawienie jakie zaprezentowała mi ta para, było określeniem prawdziwej przyjaźni, między dwoma istotami. Czułam coś podobnego do Jewelarda, którego obudziłam podsuwając mu worek owsa pod chrapy. Ten na przywitanie delikatnie pociągnął mnie za włosy, pyskiem muskając policzek. Ile to już lat? Kiedy to razem podróżujemy, walczymy o życie i zwiedzamy nowe miejsca. Nie liczę już nawet sytuacji, w których ta szkapa mnie uratowała. Schowałam się za rumakiem, zmieniając mokre ubrania, na te które zapakowałam w pałacu. Obawiałam się tego, iż Abelard to zauważy, jednak on bardziej zajmował się sprzątaniem bałaganu karego konia. Może i wyglądałam podobnie, jednak mój ubiór zmieniał tylko warianty kolorystyczne. Upięłam włosy w nieudolnego kucyka, nie czując już potrzeby chowania blizn przed mężczyzną. Czułam się pewna siebie gdy był obok, oraz wiedziałam, iż mogę zdradzić mu wszytko co leży mi na sercu. Uśmiechnęłam się pod nosem, widząc jak ciemnowłosy gładził rumaka. Takie widoki mnie uspokajały, ukazując dodatkowo serce mego narzeczonego. Przemknęła mi przez głowę myśl, czy kiedykolwiek spojrzy na mnie z takim uczuciem, jakim obdarza Chiefa. Zabrałam delikatnie worek spod pyska Jewela, podrzucając go pod nogi drugiego wierzchowca. Zebrałam wszystkie rzeczy, rzucając część prowiantu do chłopaka.
- Zjemy w drodze, musimy się pospieszyć - stwierdziłam, patrząc na chmury.
Nie wyglądały zbyt obiecująco, ciemne a do tego burzowe, niesione silnym wiatrem. Usłyszałam diabelski śmiech w głowie, który przypominał się tego samego dnia co rok. Momentalnie zgasł mi cały zapał. Wskoczyłam na rumaka, czując jak wspomnienia wzięły górę. Łzy momentalnie napłynęły do moich oczu, w momencie gdy ruszyłam do przodu. Może i jestem wytrzymała, jednak wspomnienie miesiąca spędzonego w szponach wariata, mówiło samo za siebie. A porwanie... Do tego doszło w dzień taki jak ten, wszystko praktycznie wyglądało tak samo, z wyjątkiem jednego bardzo ważnego szczegółu, Abelarda. Chciałabym wypłakać się w jego tors, mówiąc o tym wszystkim, lecz teraz nie było na to czasu. Gdy tylko zbliżał się do mnie, stukałam mocniej nogami w bok siwka. Nie mógł zobaczyć tych łez, nie w tym momencie...
[Abelard?]

czwartek, 29 czerwca 2017

Od Abelarda cd. Nifenye

Nadszedł czas, by odłożyć przyjemności na bok i wrócić do obowiązków. Całkowicie poddałem się woli dziewczyny, pozwalając jej na prowadzenie mnie za rękę, jak syna. Z drugiej strony czułem się skrępowany na samą myśl, jak mogło to wyglądać z perspektywy zwykłego obserwatora. Wielki chłopak ciągnięty przez maleńką damę. Doprawdy zabawny i godny zapamiętania widok. Mimowolnie uśmiechnąłem się pod nosem, powoli pozbywając się tego dziwnego uczucia ograniczenia. W końcu dotarliśmy do naszego improwizowanego obozowiska, strzeżonego przez dzielne rumaki. Nawet przymykając oko na to, że jeden spał, a drugi przetrząsał moje rzeczy. Nie można było go zostawić nawet na moment, bo już mu się nudziło. I musiał znaleźć sobie zajęcie, akurat takie. Skaranie boskie z tym gościem. Puściłem dłoń Nifenye, kierując się w stronę Chiefa, który w najlepsze wyjadał nasze zapasy. Wszędzie walały się jabłka, banany, lekko nadgryzione, oczywiście. Stanąłem naprzeciwko hultaja, pukając go lekko w pysk. Ten uniósł łeb, iście teatralnie. Pewnie myślał, że to moja towarzyszka, ja przecież nigdy bym tak cicho nie stąpał, prawda? Niestety najwyraźniej mocno się zdziwił, bowiem aż wypuścił ogryzek, który poturlał się prosto pod moje nogi. Przybrałem najbardziej karcącą minę, jaką tylko potrafiłem i wycelowałem palcem najpierw w karego, potem w stronę dowodu zbrodni.
― Tobie się chyba do końca w tym ptasim móżdżku poprzewracało, hm? Żeby wyjadać nasze zapasy! Od zawsze wiedziałem, że jesteś w pewnym stopniu głupi, ale żeby aż tak?! No chłop...― Parsknął, ukazując swoje niezadowolenie i przy okazji jeszcze mnie opluł. Wytarłem dłonią mokre miejsca, już naprawdę zły.― Chamstwo w państwie! Ty ciemnoto Avayska! Co cię podkusiło do tego?! Zobaczysz, wrócimy i z chęcią wymienię cię na lepszy model! I w końcu będę miał święty spokój...
Gdy zaczął trącać mi dłoń pyskiem- cała złość zaczęła się ulatniać, by po chwili nie pozostał po niej żaden ślad. Mogłem być zły na Chiefa, prawda. Ale tak naprawdę cwaniak ten był moim ukochanym przyjacielem. Jakkolwiek by to nie zabrzmiało. Całkowicie zmiękłem. Objąłem jego szyję, przytulając, jak to robiłem za młodu. Chłopiec i jego koń.
― No dobra, stary... Nie przerobię cię na kabanosy. Ale masz pomóc w uprzątnięciu tego całego syfu. Inaczej będę zły.

⦓NIFENYE? Ciekawe widoki XD⦔

niedziela, 25 czerwca 2017

Od Nifenye Cd. Abelarda

Spodziewałam się zupełnie czegość innego, niż obdarowanie mojej osoby kolejną falą przyjemności. Byłam pewna, że nie skomentuje mojego zachowania, lub stwierdzi, iż jest to duży nietakt. Nie znamy się za długo, jednak wyczuwałam między nami dziwna ale bardzo mocna więź. Gdy poddawałam się coraz to bardziej pogłębianemu pocałunkowi Abelarda, myślałam, że zwariowałam. Fakt oddawania pieszczoty, zadziwił mnie samą. Zarzuciłam ręce na kark młodzieńca, oddając się tej chwili całkowicie. Pragnęłam jego bliskości, jego ciepła, odwzajemnienia tego uczucia jakim do niego pałałam. Czas nas gonił, jednak aktualnie się zatrzymał, przenosząc mnie w zupełnie inny świat. Uśmiechnęłam się w duchu, dziękując Królowej Tenebris za przysłanie na to miejsce akurat Abelarda, który w tak krótkim czasie stał się obiektem moich westchnień. Wyobraziłam sobie co by było, gdyby to on był moim narzeczonym. Najpewniej siedziałabym załamana w komnacie, prosząc o to, bym nie musiała robić z wybrankiem niektórych rzeczy, a co jednak się stało? Znajdowałam się w spokojnym ale jakże magicznym miejscu, brodząc w wodzie z najprzystojniejszym mężczyzną, jakie moje oczy widziały i będą oglądać przez całe życie. Niechętnie odsunęłam się od ciemnowłosego, wiedząc, że powolnie goni nas czas. Pogładziłam jego miękki policzek, wpatrując się w skrzące radością oczy. Musnęłam jeszcze delikatnie jego usta, stając pewnie na dnie rzeki, przez co nad wodę wystawała tylko moja głowa. Zaśmiałam się przez to, znowu podciągając się na rękach by być bliżej chłopaka.
- Trzeba zaraz ruszać, jednak chciałabym tu zostać jeszcze chwilę - szepnęłam - Chodź...
Złapałam jego dłoń, ciągnąć go powolnie w stronę brzegu. Chciałabym by trwało to dłużej, jednak znajdzie się czas na takie przyjemności. W sumie teraz już już nikt nie zabierze nam wspólnych chwil. A wydawało mi się, iż w większości będą one spełnieniem moim wcześniejszych marzeń.
[Abciu?]

sobota, 24 czerwca 2017

Od Abelarda cd. Nifenye

Upominając się o nagrodę, nie miałem niczego konkretnego na myśli, no i liczyć na coś wielkiego raczej nie mogłem. Jak na razie dziewczyna była dla mnie jedną, wielką niewiadomą, zaskakującą mnie na każdym kroku. Jedyne czego mogłem być pewny, to jej odmienne podejście do życia. Zupełnie inne, niż tamto charakterystyczne dla panien pochodzących z wyższych sfer, a co dopiero rodów królewskich. Chociaż... Brak taktu u Nifenye uważałem za bardzo uroczy. Nie spodziewałem się takiego obrotu spraw. Przecież mogła wymyślić cokolwiek innego, wymigać się przygotowaniem śniadania. Więc dlaczego zdecydowała się akurat na to? Przyjemne ciepło rozeszło się po moim ciele, mając swoje źródło w miejscach, gdzie spoczęły dłonie dziewczyny. Zgarbiłem się nieco, by ułatwić jej zadanie. Można uznać to za pewien rodzaj odruchu bezwarunkowego, wyrobionego przez lata, czemu nawet bym nie zaprzeczył. Zaś z drugiej strony pragnąłem bliskości i czułości ze strony kobiety, która niedługo miała zostać moją żoną. Choćby częściowo wynagrodziłaby wcześniejszy stres związany z przyjazdem, a także atakiem wilków. Pomijając fakt, że sam byłem jej winien o wiele więcej. Bo to ona musiała spędzić wiele czasu na negocjacjach z moją ciotką, co do przyjemnych czynności nie należało. Czując słodki smak jej ust, w końcu dotarło do mnie coś, co wdarło się do mojego serca już przy pierwszym spotkaniu. Odpowiedź, dlaczego pragnąłem więcej i więcej bliskości z Nifenye. I najpewniej powód, kierujący Pradawnym podczas ratowania jasnowłosej. Czy aby zauroczyła mnie swą niewinną osóbką? Tak podejrzewałem. Inaczej nadal należałbym do tych obojętnych dupków, myślących tylko o tym, by czerpać korzyści ze wszystkiego. Zamiast tego, wyruszyłem z nią na wyprawę, mając za swoje własne zadanie zapewnienie jej maksymalnego bezpieczeństwa. Zakłopotanie mieszało się z zadowoleniem. Wydawała się być w stanie zbliżonym do mojego- niepewna. A jednak różniło nas jedno- potrafiłem się opanować na tyle, by działać. Ująłem jej podbródek, zmuszając do spojrzenia na mnie.
― Bardzo słodka nagroda― szepnąłem jej do ucha, pochylając się.― Aż chciałoby się więcej...
Nie należałem do osób cierpliwych, nie lubiłem czekać na odpowiednią chwilę. Działałem tu i teraz, odkładanie czegokolwiek uważałem za zbędne. Za takie coś trzeba się odwdzięczyć, nieprawdaż? Musnąłem ustami jej policzek, by zrobić do samo z ustami. Miała bardzo delikatne wargi, przyjemne. Ten nieśmiały gest szybko zastąpiony został przez pogłębiający się pocałunek. Może nieco zbyt nachalny, może aż nazbyt długi. Lecz nie mogłem się powstrzymać, zbyt łatwo ulegałem pokusom.
⦓NIFENYE?⦔

środa, 21 czerwca 2017

Od Nifenye Cd. Abelarda

Uniosłam delikatnie kąciki ust, słysząc cwaną wypowiedź Abelarda. Przyznam, za każdym razem zaskakiwał mnie swoją pewnością siebie. Mogłam spodziewać się u niego wszystkiego, od uśmiechu po idealnie graną powagę. Za każdym razem, gdy robił jedną z wymienionych rzeczy, na mojej twarzy pojawiał się szczery uśmiech. Chłopak z każdą chwilą coraz bardziej przekonywał mnie do swojej osoby, szczerością jak i otwartością. Z sekundy na sekundę stawał się coraz ważniejszy w moim krótkim życiu. Pojawił się w nim niedawno, zmienił je na o wiele bardziej uczuciowe, wypełnione radością. Byłam mu za to ogromnie wdzięczna. Nie wiem co miał na celu pytając mnie o to, jednak wiedziałam, że kiedyś to zrobi. Odsunęłam się odrobinę do tyłu, patrząc w jego oczy. Przekręciłam głowę na bok, starając się odczytać jego oczekiwania. Nie było to takie łatwe, w jego ślepiach widziałam tylko podekscytowanie, jak i dumę. Musiał się akurat zapytać o coś takiego?
- Dla ciebie? Hmm... Znajdzie się coś wyjątkowego - szepnęłam.
Złapałam młodzieńca za rękę, zmierzając w stronę brzegu. Szczerze? Nie wiedziałam, czym mogłabym mu nagrodzić jego czyny. Musiałam trochę improwizować. Poczułam jak mój towarzysz, ciągnie mnie z powrotem do siebie. Dobra Nifi raz się żyje... Pewnie mnie po tym zabije albo pomyśli, iż jestem nienormalna. Zastanawiałam się nad tym czynem od dłuższego czasu, nie miałam jednak odwagi by to zrobić. Jego wzrok czasem mnie onieśmielał, gdyż wydawał się pełny uczucia. Jego ramiona wywoływały u mnie poczucie bezpieczeństwa, pozwalając na odprężenie i skupienie się nad daną chwilą. Odwróciłam się do niego przodem, kładąc jedną rękę na jego karku, drugą natomiast ułożyłam na miękkim policzku. Przyznam musiałam się porządnie podciągnąć, by sięgnąć jego ust. Gdy udało mi się to osiągnąć, złożyłam na nich delikatny jednak subtelny pocałunek. Przelałam w nim wszystko co czułam do ciemnowłosego, wszystkie słowa jakich nie jestem w stanie wypowiedzieć, to co leży w moim sercu. Nie wiem czy powinien tak wyglądać, wydawało mi się, że to jest to miejsce, ten czas, że jest to odpowiednia chwila. Odsuwając się od jego twarzy, zalałam się rumieńcem, spuszczając wzrok z jego zakłopotanych oczu.
- Masz swoją nagrodę - zaśmiałam się cicho.
[Abciu? Nie zabijaj ;-;]

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Od Abelarda cd. Nifenye

W jednej chwili człowiek stoi, spokojnie doprowadzając się do stanu używalności, by w drugiej wylądować tyłkiem w wodzie. Żeby jeszcze była letnia, ale nie! Sam lód, normalnie jak w zimie. Jeszcze te kamienie wbijające się w rowek i... czy to rybka? Zapłaci mi za to, przysięgam! Już szykowałem plan zemsty idealnej na Jasnowłosej Nimfie. Przy okazji ten strumyk okazał się aż nazbyt głęboki, o wiele bardziej, niż na jaki początkowo wyglądał. Może to jednak była jedna z leśnych rzeczek? Przybrałem oburzony wyraz twarzy, starając się, by wyglądał jak najbardziej naturalnie. Lekcje aktorstwa u pani Antre chyba nie poszły na marne, gdyż iż ponieważ dziewczynie zrzedła mina. Wstałem i wyszedłem z wody, teatralnie przeklinając pod nosem. Dopiero teraz zrobiło mi się naprawdę zimno, pewnie przez lekki wiaterek- charakterystyczny element tutejszych poranków. Przynajmniej tak podpowiadała mi pamięć. Przeczesałem dłonią mokre włosy, doprowadzając je do względnego porządku. Wyminąłem moją towarzyszkę, pozostawiając jej wypowiedź bez jakiegokolwiek komentarza. Czułem na sobie jej wzrok, co było małą przeszkodą we wcieleniu mojego planu w życie. Ale bez ryzyka nie ma zabawy, co nie? Tak więc wykonałem nagły zwrot w tył, szybko zbliżając się do Nifenye. Pisnęła, gdy wziąłem ją pod pachę i z całym impetem wbiegłem do wody. Dopiero tam słuchałem jej rozkazu, brzmiącego „Abelard, puść!”. Wylądowała tak, jak poprzednio ja. I kto powiedział, że zemsta nie jest powodem do radości ten należał do grona głupców! Podskoczyłem jak dzieciak, wydając przy tym triumfalny okrzyk. To był mój błąd. Skubana miała refleks, to trzeba przyznać. Chwyciła mnie za nogę, gdy lądowałem. Ponownie runąłem do rzekomego strumyka, zaś ona spróbowała wykorzystać okazję do ucieczki. Tym razem to ja okazałem się być szybszy. Przyciągnąłem ją do siebie, otaczając ramionami w żelaznym uścisku. Na tyle mocnym, by nie mogła mi się wywinąć i tak delikatnym, że nie stałaby się jej żadna krzywda. Serce biło mi w zwiększonym tempie, tłocząc ostatnie dawki adrenaliny. Zimno zostało zastąpione przez gorąc. Czy to dlatego, że była tak blisko mnie? Oparłem się brodą o jej głowę, wdychając przyjemny zapach jej włosów. W sumie, gdyby nie obecność ryb, czy innych mieszkańców owego miejsca, mógłbym tak przesiedzieć cały dzień, a nawet i dłużej. Powiedzmy, że do momentu, gdy brzuszek zacząłby domagać się jedzenia.
― Wiesz co?― Uśmiechnąłem się lekko.― Wygląda na to, że znowu wygrałem. To co dostanę w nagrodę, moja droga?
⦓NIFENYE?⦔

niedziela, 18 czerwca 2017

Od Nifenye Cd. Abelarda

Zbudziło mnie słońce, zmuszając do otwarcia zaspanych powiek. O dziwo żaden sen nie zaprzątał mojej głowy, jak to działo się praktycznie zawsze. Musiało coś się stać, coś co odepchnęło koszmary w dal. Uczucie, bezpieczeństwo, może spokój, kto to wie... Poczułam trawę między palcami mojej dłoni, ściskając ją mocno. W oddali ujrzałam postać ciemnowłosego młodzieńca. Jednak nic mu nie jest... Dopiero wtedy odetchnęłam, widząc go, brodzącego w zimnej wodzie. Podniosłam się do siadu, odgarniając włosy do tyłu. Czułam się teraz zupełnie inaczej, jakby wszystko to co leżało wcześniej w moim wnętrzu, zupełnie zniknęło. Postanowiłam nie rozpoczynać tematu, wczorajszej jego przemiany. Jeżeli będzie czuł potrzebę, powiedzenia mi tego, zrobi to. Byłam zainteresowana całą tą sytuacją, wiedziałam jednak, że może to być bardzo delikatny temat. Od wieczora panowała smutna atmosfera, spowita nocą i mrokiem. Nie mogłam już tak dłużej... Wstałam, cicho skradając się do towarzysza mojej podróży. Przez chwilę wahałam się, czy by go nie przytulić i dziękować Bogu, za to, iż jest w tej a nie innej postaci. Uczucie jakim go obdarzałam było inne, niż to którym obdarowałam resztę znanych mi osób. Przy nim moje serce zwalniało rytm, dając mi poczucie bezpieczeństwa. Jego ramiona pozwalały mi, oderwać się od rzeczywistości, przenosząc w zupełnie inny świat. Przyjemne uczucie władało wtedy moim ciałem, wywołując rumieńce na policzkach. Chłopak wniósł w moje życie trochę koloru, odrywając od nudzącej monotonni. Bałam się... Przyznam, pierwszy raz obawiałam się tego, że chłopak po tej sytuacji mnie odepchnie, przestrzegając przed twoją drugą postacią. Marzyłam o tym by go przytulić, jednak chyba to jeszcze nie jest odpowiedni czas, na takie ukazywanie uczuć. Wepchnęłam Abelarda do wody, śmiejąc się przy tym głośno. Potrzebowaliśmy obydwoje trochę swobody, uśmiechu i zabawy. Może to głupio brzmi, ale pałacowe życie nie pozwala na takie "przyjemności".Wyglądał na zdezorientowanego, jednak był tak wspaniale zbudowany, że jego widok zapierał dech w piersi. Miał wszystkie mięsnie uformowane w idealny wręcz sposób. Na pewno niejedny mężczyzna marzy o takim wyglądzie. Jednym słowem był na prawdę powalająco przystojny... Ukucnęłam tuż przy brzegu, szczerząc się do mego narzeczonego, niczym jakaś pusta idiotka.  To miało na celu rozśmieszenie go, pokazując, że wczorajsza sytuacja nie zmieniła naszej relacji. Ja też ukrywam w sobie inne wcielenie, którego jeszcze nie widział. Złapałam się za podbródek, pochylając w jego stronę z teatralną miną.
- A widzisz Panie Młody, jaką dzisiaj mamy piękną pogodę. Przyznam ci, nawet nie jest mokro - zaśmiałam się.
[Abciu?]

Od Abelarda cd. Nifenye

Przedzierałem się przez las. W oddali nadal rozbrzmiewało paniczne wołanie dziewczyny o pomoc. Biegłem, choć z każdym przebytym metrem coraz bardziej brakowało mi sił. Zupełnie, jakby coś wysysało ze mnie całą energię. Jej błaganie przeszywało mnie na wskroś, zwłaszcza, że było jedynym dźwiękiem w tym przeklęty miejscu. Żadnego wycia, czy innego odgłosu charakterystycznego dla dzikich napastników, ale też bandytów krążących w poszukiwaniu łupów. Zupełnie tak, jakby był on duchem, czymś niematerialnym, a jednocześnie realnym i namacalnym. Nocną marą, niosącą śmierć każdej napotkanej istocie. Zacisnąłem usta, czując palący ból w klatce piersiowej. Brakowało mi tchu, lecz uparcie brnąłem dalej. Byleby uratować dziewczynę, bez zważania na mnie samego. Nareszcie udało mi się dotrzeć na polanę. To, co tam ujrzałem, rozpaliło we mnie gniew, ale też przeraziło. Pradawny trzymał jasnowłosą wysoko w górze, zaciskając palce na jej gardle. Świadomość przybycia zbyt późno, dosłownie zwaliła mnie z nóg. Upadłem na kolana, tępo patrząc się na owo „przedstawienie”. Już nie mogłem nic zrobić, by ją uratować. Oczy zaszły mi łzami, ciało zesztywniało. Strach skutecznie uniemożliwił mi wykonanie jakiegokolwiek ruchu.  Zupełnie, jakbym przemienił się w figurę. Za to potwór był aż nazbyt żywotny. Odrzucił trupa na bok, z zadowolonym wyrazem pyska. No jasne, dostał kolejną duszę do kolekcji. Ruszył w moją stronę. Patrzyłem, jak wyciągał kostur, mierzył nim we mnie. Przedmiot zalśnił bladym światłem. Jednak na tyle silnym, by wszystko pokryło się bielą.
Zerwałem się do siadu, wyrwany z koszmaru. Oddychałem ciężko, łapczywie czerpiąc każdy oddech. Niewidzącym wzrokiem błądziłem po najbliższym otoczeniu, jeszcze ledwo odróżniając jawę od snu. Uspokoiłem się dopiero wtedy, kiedy ujrzałem Nifenye. Całą i zdrową, przymykając oko na bandaż zdobiący jej rękę. Że też nie zbudziła się, choć narobiłem tyle hałasu. Wstałem bez trudu i wziąłem ją na ręce. Jeszcze nieco się trzęsłem, lecz nie przeszkadzało mi to. Przeniosłem drobną dziewczynę na śpiwór, przykrywając cienkim kocem. Niech chociaż ona wypocznie. Należało jej się. Ja zaś poczłapałem do pobliskiego strumyka. Ściągnąłem górną część garderoby, złożyłem i odłożyłem na bok. Kucnąłem przy brzegu, by łatwiej było mi się obmyć. Ochlapałem twarz lodowatą wodą, niosącą przyjemne ukojenie.
⦓NIFENYE? Zawodowy striptizer XD⦔

sobota, 17 czerwca 2017

Od Nifenye CD. Abelarda

Dzisiejszy dzień to dla mnie za dużo, nic już dzisiaj mnie nie zaskoczy. Na prawdę, jestem w stanie spodziewać się wszystkiego, zwłaszcza po ujrzeniu znajomego mi chłopaka, zawładniętego przez jednego ze sług Pani Zguby. Widziałam jak wracał do swojej postaci, potykając się przy wstawaniu. Złapałam go w ostatniej chwili, starając się, by dość delikatnie położył się na przygotowanym posłaniu. Wyglądał na bardzo osłabionego, więc nadprzyrodzona forma musiała, kosztować go wiele energii. Podbiegłam do jednego z plecaków, szukając w nim butelki wody, by już po chwili zmuszając Abelarda do wypicia chociaż łyka. 
- Musisz - szepnęłam, podając mu picie, drżącą jeszcze ręką.
Fakt, przerażenie trzymało mnie do tej pory, nie pozwalając na zaprzestanie wstrząsów. Usiadłam na posłaniu, kładąc głowę chłopaka na własnych kolanach. Zasnął momentalnie, zupełnie bez słowa. On był już bezpieczny, teraz czas bym zajęła się sobą. Poczułam jak potrzebne rzeczy zostając rzucone wprost przy mojej ręce. Uśmiechnęłam się pod nosem, czując pysk Jewelarda na moim ramieniu. 
- Dzięki.
Pogłaskałam ogiera po pysku, szukając wzrokiem drugiego wierzchowca. Ułożył łeb na kolanach swojego jeźdźca, uważnie przyglądając się czy nie zrobię krzywdy ciemnowłosemu. Wyjęłam gazy i bandaże jedną ręką, rozdzierając przy tym rękaw mojej koszuli. Z rany sączyła się krew, oraz dziwna substancja, nie zapowiadająca nic dobrego. W parę sekund wykonałam prowizoryczny opatrunek, stękając cicho przy zaciskaniu bandaża. Sprawiało mi to dość duży ból, lecz nie przejęłam się tym tak jak moim towarzyszem. Miałam teraz chwile by pomyśleć, co się wydarzyło, jednak mógł mi to wyjaśnić tylko on. Myślałam, że widziałam już wszystko w swoim życiu, jednak widok trzymetrowego czarnego giganta mnie odwiódł od takiego stwierdzenia. Parę minut temu stałam w objęciach stworzenia, które mieści się w ciele młodego mężczyzny, śpiącego na moich kolanach. Starałam opanować się szarpiące moim wnętrzem emocje. Przerażenie pomieszane ze złością z karczmy, zżerały moje wnętrze. Jednak on wydawał się spokojny. Wplotłam  palce w jego włosy, bawiąc się nimi delikatnie. Teraz nic nie wymyślę, muszę przesiedzieć całą noc na warcie. To jednak mi się nie udało, gdyż w okolicach świtu opadłam z sił, zamykając oczy.
[Abciu?]

Od Abelarda cd. Nifenye

Nifenye dość gwałtownie zareagowała na wieść o braku miejsca w lokalu, choć mi to raczej nie przeszkadzało. W sumie nawet spanie na świeżym powietrzu było lepsze od dusznego pokoju na piętrze. Oby tylko nie padało. Rozłożyłem śpiwory, nucąc pod nosem ulubioną pieśń ojca, a może raczej opowieść przyozdobioną chwytliwą melodią. Właśnie w takich chwilach czułem się całkowicie wolnym człowiekiem, zdanym tylko na własne decyzje. Miałem zabrać się za przygotowanie prowizorycznego namiotu, kiedy usłyszałem warczenie pomieszane z krzykiem mojej towarzyszki. Zerwałem się na równe nogi, szybko ruszając w kierunku, z którego dochodziły owe odgłosy. Przy okazji prawie zabiłem się o drzewo. W momencie, kiedy zbliżyłem się do dziewczyny, jeden z wilków skoczył. Uderzyłem w niego bokiem, celowo wkładając w to całą swoją siłę. Zdezorientowane zwierzę pisnęło i gruchnęło o twarde podłoże. Jednak nie atak bestii był najgorszy, a dreszcze przeszywające mnie od głowy, aż po stopy. W mgnieniu oka dosłownie wyparto mnie z mojego ciała, pozwalając Pradawnemu na przejęcie kontroli. Przybrał on swą podstawową formę- prawie trzymetrowego stwora o łbie szakala. Bezpardonowo przyciągnął do siebie przestraszoną dziewczynę, rysując kosturem krąg wokół nich. Jedno trzeba przyznać- pomimo paskudnej gęby i jeszcze gorszego charakteru, potrafił zachować zimną krew nawet w najgorszych sytuacjach. Można rzec, że był on tą potężną stroną mnie, stworzoną do zgładzenia wszystkiego, nie tylko tego, co nazywano zagrożeniem. Wilki zbliżały się, tocząc pianę. Czyżby były dotknięte wścieklizną? Beentavius uniósł swój oręż, by uderzyć trzonem o środek kręgu. W ułamku sekundy buchnęły opary, spowijając otoczenie poza bezpieczną barierą, rozprzestrzeniając się niczym poranna mgła. Pole widzenia zostało ograniczone do minimum, jednak dźwięki słychać było aż za dobrze. Skowyt konających zwierząt, w zastraszającym tempie pożeranych przez lotny kwas, przyprawiały o ciarki. Przypatrywałem się szamoczącej białowłosej, którą potwór trzymał w swoim żelaznym uścisku, nie pozwalając jej na opuszczenie bezpiecznej strefy. Wiedziałem, że robił to z mojego powodu. Sam nie posiadał czegoś takiego jak uczucia, kierowały nim cele osobiste, niezwiązane z emocjami, a z pragnieniami. Pomagaliśmy sobie nawzajem, zupełnie jak bracia. Inaczej nie dalibyśmy rady funkcjonować w jednym ciele. Nagle wszystko ucichło. Nawet nocne ptaki nie odważyły się wznowić swych koncertów. Zupełnie jakby świat czekał na kolejny krok ze strony Pradawnego. Mgła rzedła, aż nie pozostał po niej ślad. I dopiero wtedy poruszył się. Uklęknął na jedno kolano przed królową, kłaniając się jej łbem. Pierwszy raz widziałem, jak ukorzył się przed kimkolwiek.
― Jam jest Beentavius, pan cyklu życia, legionów, a także sługa potomków Pani Zguby. Wykonałem swe zadanie.― Mocniej ścisnął kostur. Jego głos był mroczny, mocny, może nieco warkliwy.
Zamknął ślepia, ustępując mi miejsca. Ciało potwora powoli przemieniło się w moje, do którego pozwolono mi wrócić. Gdy tak się stało- podniosłem się z klęczek. Stojąc przed damą, zatoczyłem się nieco. Przed oczami migotały mi czarne i białe plamy, czułem się coraz słabiej. Dlaczego takie akcje wymagały ode mnie zużycia takiej ilości energii? 
⦓NIFENYE?⦔

Od Nifenye CD. Abelarda

Powolnym krokiem przemierzałam korytarze, kierując się ku ladzie, zrobionej na styl recepcji. Stała tam jedna kobieta, jednak nie musiałam nawet z nią rozmawiać by dowiedzieć się, iż nie przenocujemy w tym miejscu. Na stole  postawiona była tabliczka, z napisem "Brak wolnych pokoi". Przeklnęłam pod nosem, podchodząc do obsługi motelu. Przyjechaliśmy dość wcześnie, zawsze były wolne miejsca a teraz?! Jak raz tego najbardziej potrzebuje, to nie!
- Czy to jest jakiś żart? - zapytałam się brunetki, wskazując na napis.
- Jak pani by nie zauważyła, to nie jest to żart.
- Może jeszcze jestem ślepa?! Abelard, wychodzimy stąd!
Pociągnęłam chłopaka za ramię, w kilka sekund wychodząc z budynku pełnego ludzi. Pytam się kobiety, a ona nie dość, że do mnie pyszczy, to jeszcze zachowuje się jak naburmuszona panienka. Zero szacunku do ludzi! Idąc ku wyjściu, przeklinałam pod nosem to miejsce, wiedziałam jednak, że chłopak to słyszał. Gotowałam się wewnętrznie, nie umiałam się opanować w takich sytuacjach, może przez to, że przyzwyczaiłam się do pałacowego życia. Tam wszystko miałam na kiwnięcie.
- Zniszczę to miejsce - warknęłam pod nosem, łapiąc konia za lejce.
Pociągnęłam go w stronę lasu, idąc tuż obok ciemnowłosego. Musieliśmy zrobić coś na rodzaj obozowiska, w ciemną noc. Tak, zdąrzyło się już ściemnć, wystarczająco bym nie widziała wszystkiego w obrębie najbliższych dwudziestu metrów. Poprosiłam chłopaka o rozłożenie wszystkiego, co było potrzebne by się dostatecznie wyspać. Sama jednak wybrałam zbieranie drewna na opał. Oddaliłam się od Abelarda, na taką odległość bym widziała zarys jego postaci. Było zbyt późno by się rozdzielać, zaniepokoiło mnie jednak ciche warknięcie w krzakach nieopodal. Mój wzrok od razu skupił się na danym punkcie, zmuszając do wyostrzenia wzroku. Podeszłam dwa kroki do przodu, jednak odgłos łamanych  gałęzi, pojawił się po drugiej stronie. Złapałam Escadrona w dwie ręce, szybko odwracając się w stronę z której dobiegały szmery. Poczułam jak pazury zwierzęcia wbijają się w moje ramię, przez co z moich ust wydobył się cichy jęk. Szybkim cięciem, powaliłam drapieżnika na ziemię, zanim zdąrzył na niej wylądować.  Złapałam się, za krwawiące miejsce, przyglądając ciału, padłego wilka.
- Abelard, wataha! - krzyknęłam jak najgłośniej umiałam, wycofując się do towarzysza.
[Abciu?]

piątek, 16 czerwca 2017

Od Abelarda cd. Nifenye

Przez chwilę wahałem się co do mojego jakże śmiałego czynu. Jednak najwyraźniej ryzyko opłaciło się. Byłem tak blisko niej, jak jeszcze nigdy, zaś ona sama stała się nieco śmielsza, niż przez te kilka godzin naszej znajomości. Dotyk dziewczyny zadziałał na mnie w zaskakujący sposób... Wcześniejsze partnerki nigdy nie potrafiły wzbudzić we mnie czegoś tak delikatnego, a jednocześnie mocnego. Skóra w dotyku niczym jedwab, stykając się z moją sprawiła, że przeszedł mnie dreszcz, zaś ciepło rozniosło się po całym moim ciele. Nie miałem pojęcia, jak mógłbym (a raczej powinienem) zareagować na taki obrót spraw, choć przecież sam się do niego przyczyniłem. Dotychczasowa pewność siebie ulotniła się, robiąc miejsce dla naturalnej nieśmiałości względem drugiej osoby. I to jakże uroczej. Ale równie dobrze mogło to być spowodowane przez zniesmaczone spojrzenia gości lokalu. Tak czy siak mieli oni po części rację- publiczne obnoszenie się z takimi rzeczami było co najmniej nieprzyzwoite, powinniśmy zachować to na momenty, gdy bylibyśmy pozostawieni sami sobie. Bez świadków, którzy wyrażaliby swoje zniesmaczenie takimi „pokazami”. Ułożyłem dłoń na tej dziewczyny i niezbyt chętnie oddaliłem ją od policzka, dając tym wyraźny znak, że nadszedł czas na zakończenie czułości i przejście do właściwego zadania. Dwa pokoje lub wspólny z osobnymi łóżkami- tak właśnie brzmiała jego treść. Pstryknąłem ją lekko w nos, uśmiechając się triumfalnie.
― I po cóż było zaczynać? Chodź, trzeba się zakwaterować.
Jak na dżentelmena przystało, otworzyłem jej drzwi i poczekałem aż wejdzie. Początkowo szedłem za nią jak cień, skutecznie odstraszając wszelkich ciekawskich mężczyzn, by po jakimś czasie zrównać się z Nifenye. W duchu modliłem się o przyzwoite kwatery, pozbawione wszelkich niedociągnięć, jak to często bywało w takich miejscach. Na pozór imponujące bogactwem i wyrafinowaniem, zaś w rzeczywistości coś, co podpadało pod książkową definicję nory. Przy okazji obserwowałem otoczenie, tak w razie czego. Niestety najmniej jedna osoba rozpoznałaby w dziewczynie władcę Laosu, co automatycznie równe było kłopotom. Niestety różni ludzie chodzili po tym świecie, a łączyła ich żądza władzy i bogactwa. Coś charakterystycznego dla naszego gatunku. Tak więc przygotowałem się na ewentualną interwencję słowną lub siłową, zależy czego wymagałaby sytuacja. Choć szczerze wolałbym jej uniknąć, przynajmniej w dniu dzisiejszym.
⦓NIFENYE?⦔

Od Nifenye Cd. Abelarda

Raz po raz zerkałam do tyłu, upewniając się, że chłopak jedzie ze mną. Przyznam, miło było spędzić trochę czasu na osobności. Mogliśmy lepiej się poznać, porozmawiać na spokojnie, oderwać się od rzeczywistości. W tym momencie przypomniało mi się, iż za każdym razem gdy chłopak mnie dotyka, przechodzi mnie dziwny dreszcz, o dziwo przyjemny. Nigdy wcześniej nie odczuwałam czegoś takiego, pierwszy raz czyjś dotyk sprawiał mi radość. Uśmiechnęłam się sama do siebie na tą myśl, obserwując Abelarda. Widziałam, że  coś go gryzło jednak wolałam nie pytać, musiała być to dość drażliwa sprawa skoro nie chciał mi o tym powiedzieć. Jednak nie mogłam patrzeć na jego nieobecną twarz. Jadąc pod jednym z drzew, chwyciłam jedną z niewysokich gałęzi, puszczając ją w takim momencie, że wszystkie liście wylądowały we włosach młodzieńca.
- Tego ci nie odpuszczę - zaśmiał się dość poważnie.
Odwzajemniłam uśmiech, jednak spięłam mocniej łydki, wprowadzając Jewelarda w cwał. Chłopak nieugięcie starał się mnie dogonić, jednak zwinnie umykałam mu między drzewami. Gdy już miał złapać za wodzę białego rumaka, skręciłam mocno w lewo, ku ukazującej się między drzewami karczmie. To był nasz cel dzisiejszego dnia, Leśny Motel, tak go tutaj nazywano. Znajdował się daleko od miasta, mimo to jednak ludzi w nim nie brakowało. Było to dość malownicze miejsce, jakich w Lao można spotkać wiele, jednak to miejsce słynęło z występowania watah wilków, którym można było przysłuchiwać się nocą. Zeskoczyłam z konia, chcąc już otwierać drzwi domostwa, jednak poczułam, jak silne ramiona przygniatają mnie do ściany.
- Mam cię - szepnął, triumfalnie wprost do mojego ucha, dobrze znany mi głos.
Jedną rękę trzymał tuż przy mojej głowie, drugą usadowił na talii, sprytnie zagradzając mi drogę ucieczki. Znowu poczułam bijące od niego ciepło, ten przyjemny dreszcz, oraz niespodziewany rumieniec na mojej twarzy. Nie powinien on nikogo zdziwić, gdyż bliskość tego chłopaka działała na mnie niesamowicie. Mogłabym spędzić godziny, wpatrując się w jego hipnotyzujące oczy, oraz oglądając jego przystojną twarz. Nie mogłam się oprzeć pokusie, ułożenia dłoni na jego policzku, jak i delikatnemu gładzeniu go kciukiem.
- Wygrałeś... - szepnęłam.
[Abelard?]

Od Abelarda cd. Nifenye

Zadanie mi dane chyba nie mogło być lepsze. Przygotowanie niezbędnych rzeczy, ale też spędzenie czasu z końmi... Czego chcieć więcej? Nic więc dziwnego, że uwinąłem się z tym dość szybko, pomijając fakt mojego zaprawienia w „podróżniczym boju”. Spieszyłem się z zebraniem różnych pierdółek tylko dlatego, że potem mogłem siedzieć przy zwierzętach tak długo, aż Nifenye uraczyłaby mnie swoim towarzystwem. Tak więc już od połowy godziny maltretowałem głaskaniem Chiefa oraz rumaka królowej. Z czego ten pierwszy chyba był na mnie obrażony za to, że musiał przesiedzieć w boksie tyle czasu, a nie móc szlajać się po okolicy i uganiać za tutejszymi klaczami. Przysięgam, przerobię go kiedyś na kabanosy. Zwłaszcza za to parskanie mi prosto w twarz. Snucie niecnych planów zostało mi przerwane przez przybycie panienki. Już na wstępie najpewniej chciała mnie zabić, rzucając mieczem w moją biedną osobę. Złapałem go, odruchowo ważąc w dłoni. Zdawał się dobry, jednak nie imał się do mojego własnego... Niestety tamten zmuszony zostałem zostawić w domu, bo inaczej babcia by mnie zatłukła tym swoim kijaszkiem. To zła kobieta jest, powiadam! Jakby chciała, to w pojedynkę dałaby nauczę całemu legionowi Zatraconych, grabiąc przy tym kilka wiosek i niszcząc marzenia niewinnych chłopów o wolności. Nie wiem, jak dziadek mógł z nią wytrzymać tyle lat. Do tego jeszcze cud, że mama nie odziedziczyła po niej charakteru. Widząc nieudane próby wejścia na konia, w wykonaniu jasnowłosej, ująłem ją w talii i podniosłem. Była niezwykle lekka, nawet jak na dziewczynę. Usadowiłem ją w siodle, uśmiechając się pod nosem. Niby małe, a jednak tak wyrachowane, no kto by pomyślał? Bez słowa wyjaśnienia wsiadłem na grzbiet Chiefa. Drzwi stajni były na tyle duże, by przejazd nie stanowił żadnego problemu, chwała za to architektom. Pozwoliłem, by prowadziła. W końcu to jej tereny, nie moje. I... Też dlatego, że czułem znajome mrowienie w karku. Nie zwiastowało niczego dobrego, przynajmniej tak mi się wydawało. Nie teraz, powtarzałem w myślach, jak mantrę, inaczej będę miał kłopoty, a ty razem ze mną. W istocie taki moment byłby najgorszym na pojawienie się Pradawnego, choćby ze względu na lokalizację, w której się znajdowaliśmy. Służba, dwór... Świadków byłoby zbyt wielu. A i w głowie miałem jeszcze słowa ciotki, co do postaci Beentaviusa oraz jego sadystycznych skłonności. Co prawda na ogół należał do spokojnych, jednak momentami potrafił wywołać spore zamieszanie, wręcz panikę wśród niczego nieświadomych obserwatorów. Niestety nawet on czasami nie potrafił się opanować. Najchętniej nigdy nie pokazałbym go Nifenye, lecz to raczej niemożliwe. Tak więc na razie wolałem jechać za nią, aniżeli obok. Tak w ramach bezpieczeństwa.
⦓NIFENYE?⦔