Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nifenye Lebron. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nifenye Lebron. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 sierpnia 2017

Od Nifenye Cd. Abelarda

Jedno spojrzenie na ciało chłopaka, wywołało u mnie lawinę emocji.Tak bardzo chciałam się do niego przytulić, by poczuć czyjąś bliskość. Z drugiej strony jednak bałam się to zrobić. Moja postawa mogłaby być zbyt nachalna. W sumie gdyby bardziej się zgłębić w moje wnętrze, już tak się czułam. Każdy pewniejszy ruch, każde zbliżenie było wywołane przez moją osobę. Jednak dlaczego? Tego nie potrafiłam zrozumieć. Łzy napłynęły do moich oczu, w momencie gdy służka przyniosła ubrania, jednak w zupełności nie było to wywołane nią. W tamtym momencie przypomniała mi się chwila słabości sprzed parudziesięciu minut, gdy to nie mogłam liczyć na niczyje wsparcie.  Rzuciłam się w stronę łazienki, po drodzę zabierając przeznaczone dla mnie ubrania. Zamknęłam na klucz drzwi prywatnego pomieszczenia, by spojrzeć sobie samej prosto w oczy. Dłonie swobodnie ułożyłam na umywalce, obserwując każdy centymetr mojej twarzy.Łzy spływały po policzkach, praktycznie niezauważalne na skórze mokrej od deszczu.  Niesforne kosmki które wypadały z mojego kucyka, wyglądały dość niedbale, lecz tylko one... Czyżby to z powodu mojego wyglądu nie brał na siebie inicjatywy? Chyba tak... A może jednak to mój niespotykany charakter? Praktycznie nie przysługujący władcy. Co będziemy się oszukiwać, mógł spokojnie powiedzieć, ze jestem dla niego nie wystarczająca. Jak przystojny książę mógłby zakochać się w pospolitej wiedźmince, która ledwo co zna się na królewskich manierach. Rozpięłam koszule, odkładając ją na bok, tak samo postępując z całą mokrą garderobą. Udało mi się wysuszyć włosy by zaraz po tym zająć się delikatnym makijażem. Może nie potrafiłam tyle co moja stylistka z pałacu, jednak nie było mi to obce. Dlatego tez, podkreśliłam moje atuty. Zaakcentowałem oczy, jak i również usta - delikatnym błyszczykiem. Włosy zostawiłam rozpuszczone, drżącymi ze stresu rękami związując przednie kędziorki z tyłu. Odzież która została mi przyniesiona, ani trochę mnie nie zdziwiła. Elegancka czarna bluzka jak i biały płaszcz, idealnie komponowała się z czarnymi jeansami. Ostatnie poprawki w lustrze, odrobina pudru i byłam gotowa. Nacisnęłam klamkę, pchając dość mocno drzwi, słysząc wołanie na kolacje. Ustalam obok narzeczonego, praktycznie unikając jego wzroku, by nie rozkleić się ponownie.
- Idziemy? - zapytałam cicho, lekko drżącym głosem, by po chwili w paru krokach, znaleźć się przy wyjściu.
<Abelard?>

niedziela, 23 lipca 2017

Od Nifenye Cd. Abelarda

Jego dotyk, spokojny ton i bijące od ciała ciepło, działały na mnie kojąco. W jednej chwili cały smutek odleciał w kąt, zastąpiony radością spowodowaną przez jedną osobę. Tylko on potrafił tak bardzo zmienić moje nastawienie, jednym gestem. Może i nie znaliśmy się długo, Abelard jednak zawładnął moim sercem, jak nikt inny przedtem.  Wypowiedziane przez niego słowa przysięgi, rozlały w moim sercu, nigdy wcześniej nieznane ciepło. Teraz już wiedziałam, że mogę zaufać mu bezgranicznie. Byłam pewna, że w jego ramionach będę bezpieczna. Pozwoliłam sobie wrócić na chwilę, do momentu gdy jego usta, powolnie wpijały się w moje wargi. Tak bardzo zachłannie, a jednak tak delikatnie. Dotknęłam opuszkami palców miejsce które zostało zawładnięte, przez pełen uczuć pocałunek. Chciałabym do tego wrócić, jednak teraz musieliśmy dostać się do środka. Zaśmiałam się cicho, zerkając na dwa rumaki stojące koło siebie. Tak podobne a jednak, tak inne.
- Jewelard, pod wiatę ale to migusiem - ogier posłusznie ruszył w stronę niedalekiej stajni, jednak drugi stał niewzruszony - Chief jak będziesz się pilnował Jewa, osobiście dam ci jabłka.
Kary, rzucił się galopem za Siwkiem, doganiając go w parę sekund. Znajdując się pod drzwiami, puknęłam w nie parę razy. Wtuliła się mocniej w tors chłopaka, uważnie przyglądając się wrotom. W pewnym momencie, stanęła w nich para młodzieńców. Rudowłosa dziewczyna, rzuciła się na moją szyję, mocno się do mnie przytulając. Objęłam ją mocno, kątem oka obserwując narzeczonego i uśmiechając się do niego szczerze. Tęskniłam za nią, za latami młodości i wspólnymi wybrykami. Jej mąż stał obok, uśmiechając się szeroko .Po paru sekundach Alice się ode mnie odsunęła, pokazując ręką na jasnowłosego.
- A cóż to za młodzieniec kochana? - szepnęła.
Złapałam Abelarda za dłoń, szczerząc się do przyjaciółki.
- Chętnie ci wytłumaczę, tylko może nie będziemy tak się poznawać w progu prawda? - Zaśmiałam się.
- Czujcie się jak u siebie - rzekł niewysoki mężczyzna, zapraszając nas do środka.
<Abelard?>

wtorek, 18 lipca 2017

Od Nifenye Cd. Abelarda

Skupiłam się, nad odgłosem uderzających o grunt kopyt. Z jednej strony marzyłam o tym by ktoś mnie przytulił, z drugiej bycie samotnym nadal tkwiło w moich żyłach. Zbyt długo nie czułam czyjeś bliskiej obecności, by prosić o chwilę czułości. Zwłaszcza by prosić o to mego narzeczonego, nie chciałam zadręczać go sprawami, które już dawno powinny zostać wypchnięte z mojej pamięci. Dotknęłam delikatnie policzek, pozbywając się z niego kolejnych łez. Te jednak w pewnym momencie zostały zastąpione przez deszcz. Popuściłam wodze, pozwalając ogierowi na nabranie prędkości. Od celu dzieliła nas jedna noc, która będziemy musieli spędzić u pewnej dobrze znanej mi rodziny. Czułam jak zimno przeszywało mnie na wylot, połączone z chłodnym deszczem, dawało bardziej poczucie jesieni, niż lata.  Raz po raz, zerkałam czy aby Abelard nie został w tyle, by w pewnym momencie zeskoczyć z konia, przed niewielką furtką. W głębi błagałam, by młode małżeństwo było w środku. Kątem oka widziałam stojącego obok mnie młodzieńca, przyglądającego się uważnie domostwu. Domek był nie duży, jednak bardzo zadbany, tak jak cały ogród. Był zbudowany z czerwonej cegły, obrośnięty częściowo bluszczem.  Bywałam tutaj bardzo często w wieku nastoletnim, gdyż mieszkała tutaj moja przyjaciółka.
- Nasz dzisiejszy nocleg - szepnęłam cicho - a raczej schron.
Starałam się nie stać do niego twarzą w twarz, by nie widział stanu w jakim były moje oczy. Wziąłby mnie jeszcze za jakaś niestabilną histeryczkę. Pchnęłam delikatnie drewniane drzwiczki wchodząc na teren państwa Amenstiff. Nie wiem jednak czemu, bezwarunkowo chwyciłam ciemnowłosego za dłoń, starając się do niego minimalnie zbliżyć. Może... potrzebowałam jego obecności bardziej niż kiedykolwiek. Z czasem czułam do niego coś więcej, chowając to na razie głęboko w sercu. Bałam się... Że nie odwzajemnia mego uczucia.
<Abelard?>

niedziela, 2 lipca 2017

Od Nifenye Cd. Abelarda

Przedstawienie jakie zaprezentowała mi ta para, było określeniem prawdziwej przyjaźni, między dwoma istotami. Czułam coś podobnego do Jewelarda, którego obudziłam podsuwając mu worek owsa pod chrapy. Ten na przywitanie delikatnie pociągnął mnie za włosy, pyskiem muskając policzek. Ile to już lat? Kiedy to razem podróżujemy, walczymy o życie i zwiedzamy nowe miejsca. Nie liczę już nawet sytuacji, w których ta szkapa mnie uratowała. Schowałam się za rumakiem, zmieniając mokre ubrania, na te które zapakowałam w pałacu. Obawiałam się tego, iż Abelard to zauważy, jednak on bardziej zajmował się sprzątaniem bałaganu karego konia. Może i wyglądałam podobnie, jednak mój ubiór zmieniał tylko warianty kolorystyczne. Upięłam włosy w nieudolnego kucyka, nie czując już potrzeby chowania blizn przed mężczyzną. Czułam się pewna siebie gdy był obok, oraz wiedziałam, iż mogę zdradzić mu wszytko co leży mi na sercu. Uśmiechnęłam się pod nosem, widząc jak ciemnowłosy gładził rumaka. Takie widoki mnie uspokajały, ukazując dodatkowo serce mego narzeczonego. Przemknęła mi przez głowę myśl, czy kiedykolwiek spojrzy na mnie z takim uczuciem, jakim obdarza Chiefa. Zabrałam delikatnie worek spod pyska Jewela, podrzucając go pod nogi drugiego wierzchowca. Zebrałam wszystkie rzeczy, rzucając część prowiantu do chłopaka.
- Zjemy w drodze, musimy się pospieszyć - stwierdziłam, patrząc na chmury.
Nie wyglądały zbyt obiecująco, ciemne a do tego burzowe, niesione silnym wiatrem. Usłyszałam diabelski śmiech w głowie, który przypominał się tego samego dnia co rok. Momentalnie zgasł mi cały zapał. Wskoczyłam na rumaka, czując jak wspomnienia wzięły górę. Łzy momentalnie napłynęły do moich oczu, w momencie gdy ruszyłam do przodu. Może i jestem wytrzymała, jednak wspomnienie miesiąca spędzonego w szponach wariata, mówiło samo za siebie. A porwanie... Do tego doszło w dzień taki jak ten, wszystko praktycznie wyglądało tak samo, z wyjątkiem jednego bardzo ważnego szczegółu, Abelarda. Chciałabym wypłakać się w jego tors, mówiąc o tym wszystkim, lecz teraz nie było na to czasu. Gdy tylko zbliżał się do mnie, stukałam mocniej nogami w bok siwka. Nie mógł zobaczyć tych łez, nie w tym momencie...
[Abelard?]

niedziela, 25 czerwca 2017

Od Nifenye Cd. Abelarda

Spodziewałam się zupełnie czegość innego, niż obdarowanie mojej osoby kolejną falą przyjemności. Byłam pewna, że nie skomentuje mojego zachowania, lub stwierdzi, iż jest to duży nietakt. Nie znamy się za długo, jednak wyczuwałam między nami dziwna ale bardzo mocna więź. Gdy poddawałam się coraz to bardziej pogłębianemu pocałunkowi Abelarda, myślałam, że zwariowałam. Fakt oddawania pieszczoty, zadziwił mnie samą. Zarzuciłam ręce na kark młodzieńca, oddając się tej chwili całkowicie. Pragnęłam jego bliskości, jego ciepła, odwzajemnienia tego uczucia jakim do niego pałałam. Czas nas gonił, jednak aktualnie się zatrzymał, przenosząc mnie w zupełnie inny świat. Uśmiechnęłam się w duchu, dziękując Królowej Tenebris za przysłanie na to miejsce akurat Abelarda, który w tak krótkim czasie stał się obiektem moich westchnień. Wyobraziłam sobie co by było, gdyby to on był moim narzeczonym. Najpewniej siedziałabym załamana w komnacie, prosząc o to, bym nie musiała robić z wybrankiem niektórych rzeczy, a co jednak się stało? Znajdowałam się w spokojnym ale jakże magicznym miejscu, brodząc w wodzie z najprzystojniejszym mężczyzną, jakie moje oczy widziały i będą oglądać przez całe życie. Niechętnie odsunęłam się od ciemnowłosego, wiedząc, że powolnie goni nas czas. Pogładziłam jego miękki policzek, wpatrując się w skrzące radością oczy. Musnęłam jeszcze delikatnie jego usta, stając pewnie na dnie rzeki, przez co nad wodę wystawała tylko moja głowa. Zaśmiałam się przez to, znowu podciągając się na rękach by być bliżej chłopaka.
- Trzeba zaraz ruszać, jednak chciałabym tu zostać jeszcze chwilę - szepnęłam - Chodź...
Złapałam jego dłoń, ciągnąć go powolnie w stronę brzegu. Chciałabym by trwało to dłużej, jednak znajdzie się czas na takie przyjemności. W sumie teraz już już nikt nie zabierze nam wspólnych chwil. A wydawało mi się, iż w większości będą one spełnieniem moim wcześniejszych marzeń.
[Abciu?]

środa, 21 czerwca 2017

Od Nifenye Cd. Abelarda

Uniosłam delikatnie kąciki ust, słysząc cwaną wypowiedź Abelarda. Przyznam, za każdym razem zaskakiwał mnie swoją pewnością siebie. Mogłam spodziewać się u niego wszystkiego, od uśmiechu po idealnie graną powagę. Za każdym razem, gdy robił jedną z wymienionych rzeczy, na mojej twarzy pojawiał się szczery uśmiech. Chłopak z każdą chwilą coraz bardziej przekonywał mnie do swojej osoby, szczerością jak i otwartością. Z sekundy na sekundę stawał się coraz ważniejszy w moim krótkim życiu. Pojawił się w nim niedawno, zmienił je na o wiele bardziej uczuciowe, wypełnione radością. Byłam mu za to ogromnie wdzięczna. Nie wiem co miał na celu pytając mnie o to, jednak wiedziałam, że kiedyś to zrobi. Odsunęłam się odrobinę do tyłu, patrząc w jego oczy. Przekręciłam głowę na bok, starając się odczytać jego oczekiwania. Nie było to takie łatwe, w jego ślepiach widziałam tylko podekscytowanie, jak i dumę. Musiał się akurat zapytać o coś takiego?
- Dla ciebie? Hmm... Znajdzie się coś wyjątkowego - szepnęłam.
Złapałam młodzieńca za rękę, zmierzając w stronę brzegu. Szczerze? Nie wiedziałam, czym mogłabym mu nagrodzić jego czyny. Musiałam trochę improwizować. Poczułam jak mój towarzysz, ciągnie mnie z powrotem do siebie. Dobra Nifi raz się żyje... Pewnie mnie po tym zabije albo pomyśli, iż jestem nienormalna. Zastanawiałam się nad tym czynem od dłuższego czasu, nie miałam jednak odwagi by to zrobić. Jego wzrok czasem mnie onieśmielał, gdyż wydawał się pełny uczucia. Jego ramiona wywoływały u mnie poczucie bezpieczeństwa, pozwalając na odprężenie i skupienie się nad daną chwilą. Odwróciłam się do niego przodem, kładąc jedną rękę na jego karku, drugą natomiast ułożyłam na miękkim policzku. Przyznam musiałam się porządnie podciągnąć, by sięgnąć jego ust. Gdy udało mi się to osiągnąć, złożyłam na nich delikatny jednak subtelny pocałunek. Przelałam w nim wszystko co czułam do ciemnowłosego, wszystkie słowa jakich nie jestem w stanie wypowiedzieć, to co leży w moim sercu. Nie wiem czy powinien tak wyglądać, wydawało mi się, że to jest to miejsce, ten czas, że jest to odpowiednia chwila. Odsuwając się od jego twarzy, zalałam się rumieńcem, spuszczając wzrok z jego zakłopotanych oczu.
- Masz swoją nagrodę - zaśmiałam się cicho.
[Abciu? Nie zabijaj ;-;]

niedziela, 18 czerwca 2017

Od Nifenye Cd. Abelarda

Zbudziło mnie słońce, zmuszając do otwarcia zaspanych powiek. O dziwo żaden sen nie zaprzątał mojej głowy, jak to działo się praktycznie zawsze. Musiało coś się stać, coś co odepchnęło koszmary w dal. Uczucie, bezpieczeństwo, może spokój, kto to wie... Poczułam trawę między palcami mojej dłoni, ściskając ją mocno. W oddali ujrzałam postać ciemnowłosego młodzieńca. Jednak nic mu nie jest... Dopiero wtedy odetchnęłam, widząc go, brodzącego w zimnej wodzie. Podniosłam się do siadu, odgarniając włosy do tyłu. Czułam się teraz zupełnie inaczej, jakby wszystko to co leżało wcześniej w moim wnętrzu, zupełnie zniknęło. Postanowiłam nie rozpoczynać tematu, wczorajszej jego przemiany. Jeżeli będzie czuł potrzebę, powiedzenia mi tego, zrobi to. Byłam zainteresowana całą tą sytuacją, wiedziałam jednak, że może to być bardzo delikatny temat. Od wieczora panowała smutna atmosfera, spowita nocą i mrokiem. Nie mogłam już tak dłużej... Wstałam, cicho skradając się do towarzysza mojej podróży. Przez chwilę wahałam się, czy by go nie przytulić i dziękować Bogu, za to, iż jest w tej a nie innej postaci. Uczucie jakim go obdarzałam było inne, niż to którym obdarowałam resztę znanych mi osób. Przy nim moje serce zwalniało rytm, dając mi poczucie bezpieczeństwa. Jego ramiona pozwalały mi, oderwać się od rzeczywistości, przenosząc w zupełnie inny świat. Przyjemne uczucie władało wtedy moim ciałem, wywołując rumieńce na policzkach. Chłopak wniósł w moje życie trochę koloru, odrywając od nudzącej monotonni. Bałam się... Przyznam, pierwszy raz obawiałam się tego, że chłopak po tej sytuacji mnie odepchnie, przestrzegając przed twoją drugą postacią. Marzyłam o tym by go przytulić, jednak chyba to jeszcze nie jest odpowiedni czas, na takie ukazywanie uczuć. Wepchnęłam Abelarda do wody, śmiejąc się przy tym głośno. Potrzebowaliśmy obydwoje trochę swobody, uśmiechu i zabawy. Może to głupio brzmi, ale pałacowe życie nie pozwala na takie "przyjemności".Wyglądał na zdezorientowanego, jednak był tak wspaniale zbudowany, że jego widok zapierał dech w piersi. Miał wszystkie mięsnie uformowane w idealny wręcz sposób. Na pewno niejedny mężczyzna marzy o takim wyglądzie. Jednym słowem był na prawdę powalająco przystojny... Ukucnęłam tuż przy brzegu, szczerząc się do mego narzeczonego, niczym jakaś pusta idiotka.  To miało na celu rozśmieszenie go, pokazując, że wczorajsza sytuacja nie zmieniła naszej relacji. Ja też ukrywam w sobie inne wcielenie, którego jeszcze nie widział. Złapałam się za podbródek, pochylając w jego stronę z teatralną miną.
- A widzisz Panie Młody, jaką dzisiaj mamy piękną pogodę. Przyznam ci, nawet nie jest mokro - zaśmiałam się.
[Abciu?]

sobota, 17 czerwca 2017

Od Nifenye CD. Abelarda

Dzisiejszy dzień to dla mnie za dużo, nic już dzisiaj mnie nie zaskoczy. Na prawdę, jestem w stanie spodziewać się wszystkiego, zwłaszcza po ujrzeniu znajomego mi chłopaka, zawładniętego przez jednego ze sług Pani Zguby. Widziałam jak wracał do swojej postaci, potykając się przy wstawaniu. Złapałam go w ostatniej chwili, starając się, by dość delikatnie położył się na przygotowanym posłaniu. Wyglądał na bardzo osłabionego, więc nadprzyrodzona forma musiała, kosztować go wiele energii. Podbiegłam do jednego z plecaków, szukając w nim butelki wody, by już po chwili zmuszając Abelarda do wypicia chociaż łyka. 
- Musisz - szepnęłam, podając mu picie, drżącą jeszcze ręką.
Fakt, przerażenie trzymało mnie do tej pory, nie pozwalając na zaprzestanie wstrząsów. Usiadłam na posłaniu, kładąc głowę chłopaka na własnych kolanach. Zasnął momentalnie, zupełnie bez słowa. On był już bezpieczny, teraz czas bym zajęła się sobą. Poczułam jak potrzebne rzeczy zostając rzucone wprost przy mojej ręce. Uśmiechnęłam się pod nosem, czując pysk Jewelarda na moim ramieniu. 
- Dzięki.
Pogłaskałam ogiera po pysku, szukając wzrokiem drugiego wierzchowca. Ułożył łeb na kolanach swojego jeźdźca, uważnie przyglądając się czy nie zrobię krzywdy ciemnowłosemu. Wyjęłam gazy i bandaże jedną ręką, rozdzierając przy tym rękaw mojej koszuli. Z rany sączyła się krew, oraz dziwna substancja, nie zapowiadająca nic dobrego. W parę sekund wykonałam prowizoryczny opatrunek, stękając cicho przy zaciskaniu bandaża. Sprawiało mi to dość duży ból, lecz nie przejęłam się tym tak jak moim towarzyszem. Miałam teraz chwile by pomyśleć, co się wydarzyło, jednak mógł mi to wyjaśnić tylko on. Myślałam, że widziałam już wszystko w swoim życiu, jednak widok trzymetrowego czarnego giganta mnie odwiódł od takiego stwierdzenia. Parę minut temu stałam w objęciach stworzenia, które mieści się w ciele młodego mężczyzny, śpiącego na moich kolanach. Starałam opanować się szarpiące moim wnętrzem emocje. Przerażenie pomieszane ze złością z karczmy, zżerały moje wnętrze. Jednak on wydawał się spokojny. Wplotłam  palce w jego włosy, bawiąc się nimi delikatnie. Teraz nic nie wymyślę, muszę przesiedzieć całą noc na warcie. To jednak mi się nie udało, gdyż w okolicach świtu opadłam z sił, zamykając oczy.
[Abciu?]

Od Nifenye CD. Abelarda

Powolnym krokiem przemierzałam korytarze, kierując się ku ladzie, zrobionej na styl recepcji. Stała tam jedna kobieta, jednak nie musiałam nawet z nią rozmawiać by dowiedzieć się, iż nie przenocujemy w tym miejscu. Na stole  postawiona była tabliczka, z napisem "Brak wolnych pokoi". Przeklnęłam pod nosem, podchodząc do obsługi motelu. Przyjechaliśmy dość wcześnie, zawsze były wolne miejsca a teraz?! Jak raz tego najbardziej potrzebuje, to nie!
- Czy to jest jakiś żart? - zapytałam się brunetki, wskazując na napis.
- Jak pani by nie zauważyła, to nie jest to żart.
- Może jeszcze jestem ślepa?! Abelard, wychodzimy stąd!
Pociągnęłam chłopaka za ramię, w kilka sekund wychodząc z budynku pełnego ludzi. Pytam się kobiety, a ona nie dość, że do mnie pyszczy, to jeszcze zachowuje się jak naburmuszona panienka. Zero szacunku do ludzi! Idąc ku wyjściu, przeklinałam pod nosem to miejsce, wiedziałam jednak, że chłopak to słyszał. Gotowałam się wewnętrznie, nie umiałam się opanować w takich sytuacjach, może przez to, że przyzwyczaiłam się do pałacowego życia. Tam wszystko miałam na kiwnięcie.
- Zniszczę to miejsce - warknęłam pod nosem, łapiąc konia za lejce.
Pociągnęłam go w stronę lasu, idąc tuż obok ciemnowłosego. Musieliśmy zrobić coś na rodzaj obozowiska, w ciemną noc. Tak, zdąrzyło się już ściemnć, wystarczająco bym nie widziała wszystkiego w obrębie najbliższych dwudziestu metrów. Poprosiłam chłopaka o rozłożenie wszystkiego, co było potrzebne by się dostatecznie wyspać. Sama jednak wybrałam zbieranie drewna na opał. Oddaliłam się od Abelarda, na taką odległość bym widziała zarys jego postaci. Było zbyt późno by się rozdzielać, zaniepokoiło mnie jednak ciche warknięcie w krzakach nieopodal. Mój wzrok od razu skupił się na danym punkcie, zmuszając do wyostrzenia wzroku. Podeszłam dwa kroki do przodu, jednak odgłos łamanych  gałęzi, pojawił się po drugiej stronie. Złapałam Escadrona w dwie ręce, szybko odwracając się w stronę z której dobiegały szmery. Poczułam jak pazury zwierzęcia wbijają się w moje ramię, przez co z moich ust wydobył się cichy jęk. Szybkim cięciem, powaliłam drapieżnika na ziemię, zanim zdąrzył na niej wylądować.  Złapałam się, za krwawiące miejsce, przyglądając ciału, padłego wilka.
- Abelard, wataha! - krzyknęłam jak najgłośniej umiałam, wycofując się do towarzysza.
[Abciu?]

piątek, 16 czerwca 2017

Od Nifenye Cd. Abelarda

Raz po raz zerkałam do tyłu, upewniając się, że chłopak jedzie ze mną. Przyznam, miło było spędzić trochę czasu na osobności. Mogliśmy lepiej się poznać, porozmawiać na spokojnie, oderwać się od rzeczywistości. W tym momencie przypomniało mi się, iż za każdym razem gdy chłopak mnie dotyka, przechodzi mnie dziwny dreszcz, o dziwo przyjemny. Nigdy wcześniej nie odczuwałam czegoś takiego, pierwszy raz czyjś dotyk sprawiał mi radość. Uśmiechnęłam się sama do siebie na tą myśl, obserwując Abelarda. Widziałam, że  coś go gryzło jednak wolałam nie pytać, musiała być to dość drażliwa sprawa skoro nie chciał mi o tym powiedzieć. Jednak nie mogłam patrzeć na jego nieobecną twarz. Jadąc pod jednym z drzew, chwyciłam jedną z niewysokich gałęzi, puszczając ją w takim momencie, że wszystkie liście wylądowały we włosach młodzieńca.
- Tego ci nie odpuszczę - zaśmiał się dość poważnie.
Odwzajemniłam uśmiech, jednak spięłam mocniej łydki, wprowadzając Jewelarda w cwał. Chłopak nieugięcie starał się mnie dogonić, jednak zwinnie umykałam mu między drzewami. Gdy już miał złapać za wodzę białego rumaka, skręciłam mocno w lewo, ku ukazującej się między drzewami karczmie. To był nasz cel dzisiejszego dnia, Leśny Motel, tak go tutaj nazywano. Znajdował się daleko od miasta, mimo to jednak ludzi w nim nie brakowało. Było to dość malownicze miejsce, jakich w Lao można spotkać wiele, jednak to miejsce słynęło z występowania watah wilków, którym można było przysłuchiwać się nocą. Zeskoczyłam z konia, chcąc już otwierać drzwi domostwa, jednak poczułam, jak silne ramiona przygniatają mnie do ściany.
- Mam cię - szepnął, triumfalnie wprost do mojego ucha, dobrze znany mi głos.
Jedną rękę trzymał tuż przy mojej głowie, drugą usadowił na talii, sprytnie zagradzając mi drogę ucieczki. Znowu poczułam bijące od niego ciepło, ten przyjemny dreszcz, oraz niespodziewany rumieniec na mojej twarzy. Nie powinien on nikogo zdziwić, gdyż bliskość tego chłopaka działała na mnie niesamowicie. Mogłabym spędzić godziny, wpatrując się w jego hipnotyzujące oczy, oraz oglądając jego przystojną twarz. Nie mogłam się oprzeć pokusie, ułożenia dłoni na jego policzku, jak i delikatnemu gładzeniu go kciukiem.
- Wygrałeś... - szepnęłam.
[Abelard?]

sobota, 10 czerwca 2017

Od Nifenye Cd. Abelarda

Odwróciłam się przodem do chłopaka, widząc jak Bernard znika między drzewami. Szczerze? Nie pomyślałam nawet o tym, by zapytać go, czy zaszczyci mnie swym towarzystwem, ale jeżeli tak bardzo chce jechać, to w sumie czemu nie? Miłą odmianą będzie podróż nie odbyta w samotności.  Uśmiechnęłam się delikatnie do młodzieńca, stając wyprostowana.
- W takim razie widzimy się w stajni, zorganizuj to co jest ci niezbędne, zajmę się prowiantem.
Miałam już iść w stronę zamku, jednak Abelard mnie zatrzymał, kładąc jedną dłoń na swoim karku.
- Tak? - zapytałam, wodząc jego minę.
- Gdzie jest stajnia?
Pociągnęłam go za rękę, śmiejąc się cicho. Wszystko wytłumaczyłam mu w drodze, każdy drobny szczegół, by nie zabłądził w królewskich korytarzach. Rozdzieliliśmy się dopiero w głębi pałacu. Rzuciłam się pędem do swojej komnaty, łapiąc przy okazji jedną z podróżniczych toreb. W wejściu złapała mnie służka, znowu trzymając się za głowę i krzycząc bym tak się nie śpieszyła, że to bardzo mi szkodzi, że to nie zdrowe... Za każdym razem to samo biadolenie. Rzuciłam tobołek w jej stronę, polecając spakowanie prowiantu dla dwóch osób. Zrobiła to bez zastanowienia, znikając za drzwiami mego pokoju. Nifi zastanów się co spakować... Otworzyłam z impetem szafę, uspokój się trochę... Obmyśl wszystko i spakuj tylko potrzebne rzeczy. Wyciągnęłam ubrania na kolejne dni, zakładając na siebie jeden z moich ulubionych płaszczy. Zbliżał się wieczór, a najbliższy hotel jest dwie godziny stąd. Pociągnęłam delikatnie jedną z szuflad, znajdując w niej pas wraz z przymocowanym do niego mieczem. Zakładałam go na biodra, w momencie gdy wróciła Berta, znowu złapała się za głowę, kładąc pakunek na łóżku.
- Panience nie przystoi !
- Panienka musi się jakoś bronić - odpowiedziałam z cwanym uśmieszkiem - wrócę niebawem, dziękuję!
Złapałam wszystkie klamoty, ruszając szybkim krokiem w kierunku stajni. Przyznam, wszyscy jak zawsze patrzyli na mnie zdziwionym wzrokiem. Kto by się dziwił? Królowa, wyruszająca na kolejną podróż w nieznanym kierunku. Zatrzymałam się przy ostatnim strażniku, prosząc o pas z bronią. Oddał mi go, z miną tak dobrze mi znaną. Kolejny nowy... No tak, musi się przyzwyczaić do takich wydarzeń. Otworzyłam drewniane drzwi, wzrokiem szukając czarnej czupryny. Nie było dla mnie zdziwieniem, gdy znalazłam ją, stojącą obok dwóch osiodłanych rumaków. Uśmiechnęłam się triumfalnie, rzucając w jego stronę broń. Złapał ją jedną ręką.
- Może ci się przydać - stwierdziłam, przywiązując torby do siodła Jewelarda.

[Abelard?]

Od Nifenye CD. Abelarda

Jedno spojrzenie jego skrzących się niczym złoto oczu, pare wypowiedzianych przez niego słów, spowodowało nieznane uczucie w moim wnętrzu. Dawne odczucia poszły w dał, zastąpione przez coś o wiele lepszego. Przyznam, pierwszy raz powiedział takie zdanie szczerze, bez podtekstów czy brzmienia jak tani podryw zza lady baru. Na moich ustach pojawił się delikatny, ale za to szczery uśmiech, idący w parze z oblewającym mnie rumieńcem. Położyłam dłoń, na klatce mężczyzny z zamiarem odgarnięcia jednego z niesfornych kosmków, zasłaniającego mi widok na hipnotyzujące oczy. Opuszczając rękę w dół, dotknęłam palcami jego o dziwo tak bardzo gładkiej skóry na policzkach i brodzie. Ta chwila trwałaby o wiele dłużej, gdyby nie to, że zauważyłam przemykającą między drzewami, dobrze znaną mi postać. Odsunęłam się kawałek od chłopaka, by mój krzyk nie pozbawił go słuchu:
- Bernardzie!
Abelard spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem, lecz ta sytuacja mogła nam pozwolić na spełnienie jego planu. Przecież chciał przesunąć ślub czyż nie? Wiem, że właśnie mój doradca jest to w stanie załatwić, gdyż przyznam się to nie będzie pierwszy raz, kiedy mam w zamiarze coś przełożyć. Złapałam spódnicę leżącą na trawie, by po chwili zapiąć ją jednym ruchem. Złapałam młodzieńca za rękę, biegnąc w takim kierunku by zagrodzić drogę mężczyźnie. W ostatniej chwili puściłam dłoń księcia stając twarz w twarz z Bernardem.
- Królowo, miło cię widzieć w tym towarzystwie, Książę - ukłonił się delikatnie, wzrokiem obserwując stojącego za mną Abelarda.
Czułam bijące od jego ciała ciepło, gdyż zatrzymał się idealnie za moimi plecami. Spojrzałam na niego kątem oka, uśmiechając się.
- Obydwoje mamy do ciebie sprawę.
- A więc słucham? -spojrzał na mnie pytającym wzrokiem, nie rozumiejąc o co chodzi.
- Jak wiesz nasz ślub ma się odbyć za trzy dni, prawda?
- Oczywiście jednak nie rozumiem w czym problem?
- W tym, że władca Dest nie zdąrzy na nie przybyć wraz ze swoim dworem, jak nakazuje tradycja łączenia się państw - Abelard uprzedził mnie w wypowiedzeniu tego zdania.
- Wiem, że jesteś w stanie to zmienić - dokończyłam.
Ten pokiwał twierdząco głową, słuchając dalej mojego planu. Fakt wiedziałam, iż nie zrobi tego za darmo, był miły i pomocny, lecz lubił wykorzystywać takie sytuacje dla własnych korzyści. Po wytłumaczeniu wszystkiego, spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
- Zrobię to jednak...
Wiedziałam, iż to tak się skończy, wolałam sama go ubiec tym co mogę zrobić, gdyż jego pomysły czasem były wręcz absurdalne. Cofnęłam się o krok, opierając o klatkę ciemnowłosego, by poczuć się pewniej, po czym od razu mu przerwałam:
- Za godzinę wyruszę do twojej matki z lekami, wiem, że to dwa dni drogi w jedną stronę, lecz mówiłeś ostatnio o jej chorobie. Zgadzasz się?
[Abelard?]

środa, 7 czerwca 2017

Od Nifenye - CD. Abelarda

Od samego początku starałam się stłumić wewnętrzny śmiech, lecz przy ostatnim zdaniu nie wytrzymałam. Myślałam, ze tylko ja przeżywam podobne sytuacje ale okazało się, że nie. Złapałam się za brzuch starając się opanować jednak to nie było możliwe. Wstałam teatralnie, wpadając na pomysł by pokazać chłopakowi co działo się u mnie parę dni temu. Abelard widząc, że poczucie humoru nie umarło jeszcze w moim wnętrzu, uśmiechnął się triumfalnie. Złapałam delikatnie za pas sukienki odpinając jeden z guzików, by spódnica nie przeszkadzała mi w mojej mini sztuce. Pod spódnicą zawsze chowałam bryczesy oraz o dziwo oficerki. Podwinęłam  delikatnie rękawy koszuli by wyglądać na wymęczoną. Zawsze po takich naradach wyrywałam się na zewnątrz, by móc trochę ochłonąć, dlatego to moja szwaczka wymyśliła coś specjalnie dla mnie.
- Potrzymaj - zaśmiałam się, podając chłopakowi kawałek materiału - siadaj.
Widziałam zdziwienie na jego twarzy, czego tak na prawdę się spodziewałam. Która szlachcianka nosi spodnie pod falbankami? No ja akurat tak. Nie lubiłam sukien, większość mojego życia spędziłam walcząc, a nie strojąc się w pałacowych komnatach.
- Wracam sobie dwa dni temu z przejażdżki konnej, przed obradami, wchodzę sobie do pałacu jak widzisz mnie teraz - zaczynam iść, zawiązując sobie kucyka.
Zerknęłam kątem oka, czy młodzieniec mnie obserwuje. Gdy zorientowałam się, iż zwraca na mnie uwagę kontynuowałam.
- Wchodzę do Komnaty, czując, ze ktoś na mnie krzyczy. Okazało sie ze mój doradca w nim był. Cytując go - zaczęłam chodzić i teatralnie udawać rozpacz, machając przy tym rękami - Berto katastrofa! Istna masakra! Nie umalowana, nie ubrana, nawet nie uczesana! Nie tak cię nauczyłem! Miałaś pojawiać się na czas?! A wiesz która jest 17 a miałaś być o 17, Wiec dlaczego nie pojawiłaś się dziesięć minut wcześniej! A ja takie- No miałam być na czas. Ten dalej swoje - Nie obchodzi mnie to, ogarnijcie ją, ta dziewczyna doprowadza mnie czasem do białej gorączki. Położył moją rękę na swoim sercu pytając czy coś tam czuje, że chyba nic nie czuje bo dostał już zawał. Okazało się, że pomylił godziny.
Zaśmiałam się, jednak zobaczyłam, że przez zawiązane włosy, została odsłonięta moja zbliznowacona szyja  i dekolt. Ściągnęłam gumkę, zasłaniając to czego nie powinno być widać.
[Abciu?]

Od Nifenye - Cd. Abelarda

Rozumiałam go w tym przypadku zbyt dobrze. Potrzebowaliśmy trochę czasu, by móc zapoznać się lepiej. Poza tym, nikt chyba nie pomyślał, że władczyni Dest powinna być na tej uroczystości. Chwilowo czułam się dość zagubiona, nie wiedziałam co mogłabym mu powiedzieć w takiej sytuacji. Nie chciałam dać po sobie tego poznać, jednak chyba nie powinnam ukrywać przed nim takich rzeczy. Współpraca... Tak, była ważna, ale chciałabym się  z nim zaprzyjaźnić, zawiązać chociaż drobną relację. Musze wziąć się w garść i stawić czoła temu wszystkiemu co się dzieje, poznałam go już, wiem, iż mogę z nim normalnie porozmawiać. Chwyciłam delikatnie dłoń chłopaka, uśmiechając się przy tym.
- Współpraca.
Ścisnął moją rękę, przez co na mojej twarzy pojawił się dziwny grymas, po którym od razu zelżał uścisk. W porównaniu z moją aparycją,  jego siła użyta choćby w małej ilości, bardzo mnie przewyższała.
- Następnym razem troszkę delikatniej - zaśmiałam się.
W tym miejscu nie czułam się zbyt pewnie, w każdej chwili mógł ktoś wyjść, lub podsłuchać nas przez jedno z otwartych okien. Wolałabym jednak by nasze, od teraz, wspólne sprawy zostały tajemnicą. Ruszyłam powolnym krokiem w głąb królewskiego parku, Abelard stał jednak w miejscu, nie rozumiejąc pewnie tego co robię. Złapałam go za rękę, ciągnąc delikatnie za sobą. Marzyłam by pójść do najbliższej fontanny, schowanej między koronami drzew. Długo nie byłam w tym miejscu. Chciałam usiąść z nim na ławce, by porozmawiać chwile o czymś innym niż nasze małżeństwo. Teraz czułam się inaczej niż wcześniej, bardziej formalnie, chciałam pozbyć się tego uczucia. Był ode mnie dużo większy, jakby od czasu naszego spotkania w dzisiejsze południe, urósł jeszcze bardziej, może to dlatego, że stałam z nim ramię w ramię. Szliśmy w milczeniu, mijając kolejne alejki, by po pewnym czasie zając miejsce przy moim celu. O tej godzinie było tutaj nadzwyczaj spokojnie. Puściłam dłoń młodzieńca, uśmiechając się do niego. Postanowiłam zarzucić jakiś temat, by uśmiech, sprzed paru godzin, wrócił na jego usta.
- Plan obgadamy później, opowiedz lepiej jak tam wizyta u babuni?
[Abelard?]

wtorek, 6 czerwca 2017

Od Nifenye - CD. Abelarda

Parę sekund wpatrywania się w odległy punkt za chłopakiem, oderwało mnie na chwilę od rzeczywistości. A więc tak miało wyglądać nasze pierwsze spotkanie? Z całą ławą zaprzysięgłych ludzi, decydując o naszej wspólnej przeszłości. Gdyby nie to, że pozanaliśmy się dzisiejszego dnia, siedziałabym, trzęsąc się wewnętrznie. Może to, iż spotkałam Abelarda w lesie, zmieniło postrzegania na całą sytuację. Nie znałam go, jednak czułam w środku pewien spokój, spowodowany tym, iż to on siedzi na przeznaczonym krześle, a nie kto inny. Starszyzna rozmawiała o wszystkich zasadach naszego sojuszu, warunkach naszego małżeństwa oraz innych sprawach, krążących wokół tego tematu.
- Czy wszystko jest zrozumiałe wasza wysokość? - zapytał minister Gordien, zerkając na mnie kątem oka.
Spojrzałam wtedy na chłopaka, który najwidoczniej odciął się od zaistniałej tutaj sytuacji. Dla niego to też nie było łatwe. Przymusowe zaślubiny z osobą której tak na prawdę, nigdy nie widział na oczy.
- Oczywiście, jak najbardziej - odparłam, uśmiechając się delikatnie do przedmówcy.
- A ty Książę?
Na wypowiedz ostatniego słowa, ciało młodzieńca zadrżało prawie niewidocznie. Usiadł wyprostowany, przenosząc wzrok na "swatkę".
- Nie mam żadnych pytań - odpowiedział spokojnie.
- W takim razie, nie widziałem rzadnych sprzeciwów. Do zaślubin Królowej Nifenye i Księcia Abelarda, dojdzie w piątek wieczorem, czyli za trzy dni. Życzę wszystkim miłego pobytu, zostaną państwo odprowadzeni do komnat.
Zadziwiła mnie ta wiadomość. Trzy dni, nie zdarzymy się nawet przez nie poznać? Co dopiero czuć się pewni swoich poczynań. Wstałam powolnie, ukłaniając się delikatnie przez całą ławą. Wszyscy wstali, powtarzając po mnie gest. Ruszyłam wzdłuż drewnianego mebla, zatrzymując się tuż przy chłopaku. Musiałam z nim wyjaśnić parę spraw.
- Książę czy mogę cię poprosić o rozmowę na osobności?
[Abelard?]

poniedziałek, 5 czerwca 2017

od Nifenye - Cd. Abelarda

Parę minut temu przysłuchiwałam się moim służkom, które kłóciły się o kolor sukienki jaką miałam założyć. Chwilowo doprowadzało mnie to do śmiechu, zwłaszcza gdy jedna drugiej wyrywała z rąk sukienkę. Teraz stałam przed wejściem do sali tronowej, odziana w zwiewną białą suknię, okrytą delikatną złotą narzutą. Nie lubiłam takich ceremonii, zwłaszcza, że musiałam wtedy nosić na głowię przeładowaną kosztownościami koronę. Obok mnie stał mój doradca, pouczając o każdym kolejnym kroku, słuchałam go jednym uchem, drugim wszystko ulatywało.
- Bernardzie czy naprawdę muszę to na sobie mieć? - wskazałam palcem na koronę.
- Jak najbardziej wasza wysokość! To niedorzeczne by...
- Oczywiście, możemy już wejść?
Mężczyzna zaśmiał się pod nosem, poprawiając mi jeszcze włosy, by po chwili otworzyć przede mną wielkie wrota. Czasem miałam dość jego gadania, jednak był dla mnie jak drugi ojciec, osoba która wszystkiego mnie tutaj nauczyła. Od manier po strategię wojenną. Moim oczom ukazała się dobrze znana mi sala, w której na poszczególnych miejscach zasiadali aktualnie najważniejsi z ministrów i doradców. Ostatecznie udało mi się ukrócić ich ilość do niezbędnego minimum, gdyż ta sprawa i tak mnie przerastała. Krótkie wyczytanie mojego nazwiska, pokłony i już siedziałam na tronie, oczekując przybycia mojego przyszłego męża. To słowo na prawdę trudno przechodziło mi przez gardło, ledwo wydostając się na światło dzienne. Stresowałam się, kto by nie bał się sytuacji która miała zaraz tutaj zaistnieć? Znałam cały jego szlachecki tytuł, który niezbyt był mi znany...
- Książe Dest - Abelard II Reuwel Ezero, wraz ze swoją świtą, przybywają na dwór waszej wysokości!
Te słowa przerwały mi moje dotychczasowe rozmyślania. A więc to jest to miejsce, ta osoba i ta chwila..? Wstałam, a razem ze mną całe moje doradztwo. Drzwi się otworzyły, w nich pojawiło się wiele nieznanych mi dotąd twarzy. Będę musiała się do nich przyzwyczaić... To będzie dla mnie dość dużym wyczynem... To wszystko działo się tak szybko, lecz gdy na horyzoncie zaważyłam niedawno poznaną mi twarz, zaniemówiłam...
[Abelard?]

niedziela, 4 czerwca 2017

Od Nifenye - cd. Abelarda

- Gdybyś planował coś zagrażającego mojemu życiu, nie ostrzegałbyś mnie przed tym - odparłam spokojnie, czując jak chłopak patrzy na mnie z góry.
Zaśmiał się delikatnie pod nosem, najpewniej zgadzając się z moją wypowiedzią. Miał jednak trochę racji, nic o nim nie wiedziałam, jednak czułam się przy nim dziwnie bezpiecznie. Podeszłam powolnie do rumaka, chcąc na niego wejść, jednak poczułam ręce na talii.
- Pani pozwoli...
Nieznajomy mi czarnowłosy, usadził mnie na grzbiecie Jewelarda. Gdyby nie on męczyłabym się z tym parę dobrych minut, szukając jakiegoś dogodnego kamienia. Przed wyjściem nie pomyślałam, że przydałoby się go osiodłać. Na takich wyprawach wolałam jeździć na oklep, czułam się wtedy wolna, nieograniczona. Poczułam jak wiatr rozwiewa moje włosy, przypominając o uciekającym czasie.
- Tutaj czuje się nadzwyczaj bezpiecznie - szepnęłam, gdy mężczyzna poklepywał jeszcze ogiera po szyi - mam jednak nadzieję, że i tobie się nic nie przytrafi.
Szczerze uśmiechnęłam się do młodzieńca, który odsunął się trochę. Podjechałam do niego, widząc gałązkę pełną liści na jego włosach. Złapałam ją delikatnie, zrzucając na ziemię.
- Jeszcze tutaj, czekaj - poprawiłam mu fryzurę, triumfalnie się uśmiechając - babcia to babcia ale trzeba jakoś wyglądać.
Złapałam konia za grzywę, jednak chłopak złapał moją dłoń, składając na niej delikatny pocałunek.
- Dziękuję, do zobaczenia białowłosa niewiasto - szepnął.
Szczerze żałowałam, że muszę odjechać, żałowałam, iż najprawdopodobniej nigdy w swoim życiu już go nie ujrzę. Nifka pstro ci w głowie, trzeba się ogarnąć i iść dalej. Jednak ciemnowłosy zainteresował mnie swoją osobą. Nie chciałam się żegnać, nie lubiłam tych chwil :
- Do zobaczenia nieznajomy - odparłam, powracając rękę na jej dawne miejsce.
Ten odszedł dwa kroki w tył, ja natomiast ścisnęłam Jewela łydkami, od razu prowokując do galopu. Obejrzałam się jeszcze raz do tyłu, widząc zanikającą między drzewami sylwetkę, młodzieniec na dobre zniknął z moich oczu.
[ABELARD?]

Od Nifenye CD Abelarda



Kosmki włosów, delikatnie szarpane przez końskie łępy, spokojny powiew wiatru, niebo nad którym skupiałam wzrok od dobrych paru minut, pozwoliły mi się oderwać od czekającej mnie rzeczywistości. Nie mogłam sobie pozwolić na dłuższe trwanie takiego stanu, od pewnego czasu wszystko działo się szybciej.Podniosłam się powoli do siadu, czując ciężar na udach. 

-Jewel wstawaj, musimy już wracać - powiedziałam poważnie, ciągnąc ogiera za grzywę. 

Chciałabym zostać tu dłużej, lecz strażnicy wyślą po mnie patrole, gdy nie wrócę na wieczór do swoich komnat, zwłaszcza, iż mają przybyć wysłannicy z Dest. Była to sprawa państwowa, a na taką jako władczyni nie mogę się spóźnić. Szczerze mówiąc byłam już przygotowana na to co się dzisiaj wydarzy. By polepszyć nasze stosunki, razem z lady Tenebris zgodnie doszłyśmy do wniosku, że dobrym zapieczentowaniem naszego sojuszu będzie małżeństwo. Z początku cała ta sprawa była dla mnie nie do pojęcia, jednak był to krok do pokazania memu ludowi, iż jestem gotowa na wszystko, by nasze państwo żyło godnie i w miarę możliwości bezpiecznie. Z trudem zdobyłam ich zaufanie, teraz nie mam zamiaru tego zaprzepaścić. Bałam się czy władczyni Dest nie przyśle do mnie jakiegoś nadpobudliwego, niestabilnego psychicznie wariata. Chciałabym wybrać kogoś, komu oddam swoje serce, jednak to w moim przypadku było niemożliwe. Wiem może to głupie ale martwiłam się o każdy szczegół, tego jak to wszystko ma wyglądać. Rozmyślanie przerwało mi, zerwanie się konia na cztery kopyta.

-Co się stało?

Ogier pomógł mi wstać, od razu pchając w głębszą cześć lasu. Był nadpobudliwy i wydawał się zdezorientowany. Patrzył się w jeden punkt lasu, skąd dobiegały odgłosy, łamanych gałęzi. Jeszcze raz skierował mnie w stronę zamku, sam znikając między zaroślami. Ruszyłam do przodu truchtem, zwinnie omijając wszystkie przeszkody. Znałam ten las, wiedziałam dobrze gdzie jestem, przez to czułam się pewniej. Ujrzałam kawałek postaci, która przyspieszyła kroku i zaczęła wołać, najpewniej mnie... Widząc białego rumaka za plecami chłopaka, odetchnęłam z ulgą. Odwróciłam się powolnie, z każdą chwilą coraz bardziej analizując mroczną postać. Jewelard ułożył łeb na ramieniu złotookiego mężczyzny, ten od razu położył rękę na jego chrapach. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę.

-Nigdy się tak nie zachowywał... - szepnęłam sama do siebie.

Podeszłam spokojnym krokiem, do zajmujących się sobą dwóch osobników przeciwnej płci. Dziwne... Chłopak musiał mieć dobre intencje, skoro ta szkapa pozwoliła mu się dotknąć. Za dwie godziny przychodzą do nas z wizytacją, a temu się wzięło na miłości! Jak tu wytrzymać z takim upartym wołem?! Ustałam obok ciemnowłosego, który przerastał mnie na jakieś czterdzieści centymetrów, głaszcząc przy tym szyje rumaka. Nie znałam go, wydawało mi się, że ma jakieś geny stąd, lecz ludzie tutaj wyglądają inaczej.

-Masz dobrą rękę do koni... - powiedziałam cicho - chyba nie jesteś stąd, nie kojarzę twojej twarzy...?


[ABELARD?]