Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Asiria Victoria i Xarthawls. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Asiria Victoria i Xarthawls. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 lipca 2017

Od Xarthawls - CD Asirii

Zdążyłem w ostatniej chwili, dziewczyna zawisła w powietrzu dosłownie parę centymetrów nad ziemią. Za swoimi plecami usłyszałem zdyszaną czarodziejkę rzucającą bluzgami których nie powstydziłby się żaden marynarz. Ostrożnie podniosłem dziewczynę i położyłem na w miarę płaskiej powierzchni, następnie że swojego mieszka z ziołami wyciągnąłem kilka liści i przyłożyłem do jej boku.
- Też się znalazła, bohaterka od siedmiu boleści - mruknąłem
- Odezwał się, święty - zripostowała Victoria
- Pozostawię to bez komentarza.
Czas dla Rimy nie był łaskawy, pomimo ziół rana obficie krwawiła, byłem coraz bardziej zdenerwowany, dlaczego nie uciekała, dlaczego mnie nie zostawiła? Te pytania bez przerwy krążyły w mojej głowie. Czarodziejka patrzyła na nią jak zaczarowana, po jej minie przypuszczam, że przeżywa wstrząs. Tymczasem w górach zerwał się silny wiatr, który złowieszczo szumiąc w pustej przestrzeni zwiastował przybycie jeszcze większej ilości Ułomnych. Zranić je to nie problem, ale do zabicia są prawdziwym utrapieniem, szczególnie, gdy pojawią się w większej ilości. Spokojnie, chwyciłem nic nie ważącą dziewczynę i zaniosłem do wnętrza groty gdzie rozpaliłem małe ognisko.
Chwilę później przybyła Victoria.
- Wiem, że magowie może nie potrafią leczyć tak poważnych ran. Mogłabyś swoimi zmysłami przeszukać okolicę?
Patrzyła na mnie nieobecnym wzrokiem, dopiero po chwili zaskoczyła, zamknęła oczy a nad jej głową pojawiła się utkana z niewiarygodnej ilości włókien aureola która raz za razem kręciła się coraz szybciej, by na końcu rozbłysnąć oślepiającym światłem. Wynik miałem na podłodze tuż przed sobą, rzut terenu z lotu ptaka poznaczonego czerwonymi plamami które najpewniej oznaczały żywe istoty poza nami niedaleko znajdował się jeszcze jeden punkt.
- Możesz nas tam przenieść ?
- Phi, to dla mnie pestka, ale pamiętaj robię to tylko dla niej.
Tym razem jej oczy zaświeciły, a my zaczęliśmy wirować w nieskończoność się wirze, by po chwili znaleźć się na jakiejś górskiej polanie tuż obok drewnianej chatki, podszedłem drzwi i zapukałem energicznie. Otworzyła nam białowłosa istotka chyba była elfką z zaspanym wyrazem twarzy spytała:
- Czego potrzebujecie??

(Victoria??)

wtorek, 27 czerwca 2017

Od Asirii - Cd. Xarthawlsa

   Zmierzyłam jasnowłosą od stóp do głów.
- Czy ty jesteś głupia? – warknęłam, podpierając dłoń na biodrze. – On próbował nas sparaliżować, albo kij czort wie, a ty chcesz po prostu iść sobie spać?!
- Nie wiem, z czego robisz taką aferę. Jest zamrożony, więc się stąd nie ruszy – odpowiedziała, wzruszywszy ramionami.
Po usłyszeniu tych słów zaniemówiłam. Jak można wykazywać się aż taką nierozwagą?! Sama jestem sobie winna tego, że oddałam się w objęcia snu, jednak nie miałam zamiaru popełniać drugi raz tego błędu. W przeciwieństwie do panny Reyes.
- Dobra, idź już – burknęłam – ja nas będę pilnować, skoro tobie się chce aż tak bardzo spać.
Stąd dostrzegłam, jak Victoria przewróciła oczami i wróciła w stronę jaskini. Ja zaś oparłam się o pieniek drzewa, które stało nieopodal i z głupim uśmiechem obserwowałam nieruchomego mężczyznę.
- Jeden głupi ruch z twojej strony – zaczęłam – a wylądujesz na dole. W kawałkach.
Prawdopodobnie chciał mi odpyskować. Usłyszałam jednak coś w stylu "mbhhh". W odpowiedzi jedynie prychnęłam i poprawiłam kaptur, który zdążył się już lekko zsunąć.
    Nadal zastanawiało mnie, kto go przysłał. Miałam już tylu wrogów, że mógłby to być ktokolwiek. Po krótkiej chwili namysłu zdecydowałam, że przepytam go koło południa. Jeśli będzie niegrzeczny, Victoria zrobi użytek ze swoich mocy. A jeśli ona nie będzie współpracować - ja się ulotnię.
    Paręnaście minut później, usłyszałam nad sobą znajomy śpiew. Jak to jest możliwe, że znajdzie mnie, nawet, jeśli będę na drugim końcu kontynentu? Wyciągnęłam dłoń przed siebie, by jaskółka mogła spokojnie wylądować. Kilka sekund później, mały ptak siedział zadowolony na moim palcu wskazującym. Uspokoiła się, zapewne czując, że powinna być cicho. Powolnymi kroczkami ruszyła ku mojemu ramieniu. Zamarła jednak w połowie drogi. I w tym samym momencie zobaczyłam dlaczego.
Pinterest
    Zza kamiennej krawędzi, powoli wysunął się biały łeb. Do złudzenia przypominał ludzki, acz był parokrotnie większy. Oczy stworzenia były całkowicie czarne, podobnie zaś, jak włosy. Po chwili pojawiły się jego kończyny. Niewyobrażalnie długie i ciemne, jak nocne niebo. Przypominały odnóża pająka.
  Poruszyłam się nieznacznie, by schować się za drzewem. Czytałam kiedyś, że istoty podobne tej władają w podziemiach gór. Ich wzrok jest niesamowicie słaby, podobnie zresztą, jak słuch. Ich plusem były rozmiary. Gaava miały to do siebie, że budziły strach istot, które nie wiedziały o nich nic. Poszczęściło się nam, że była noc, a niebo całkowicie zachmurzone.
  Kreatura powolnym ruchem wyciągnęła łapę przed siebie, zapewne, by obadać teren. Wtem przypomniałam sobie o białowłosym. Był mi potrzebny do ustalenia, kto go na nas nasłał. Gdyby nie to, rzuciłabym go jako pokarm dla istoty. Chwyciłam za łuk, leżący nieopodal mnie i napięłam go. Wybrałam do tego strzałę o najcięższym grocie, by narobiła jak najwięcej hałasu. Oddałam strzał, trafiając w wybrane przez siebie miejsce. Drewniany pocisk utkwił w małej szczelinie po drugiej stronie kanionu. Przy okazji, ze ściany opadło parę większych kamieni, które dość głośno opadły na dno. Potworowi zajęło dobrą chwilę, by odwrócić się i sprawdzić co się stało na dole. Ja w tym czasie dobiegłam do bladego mężczyzny i chwyciłam go pod ramię, ciągnąc następnie w stronę jaskini. Nie dbałam o to, czy coś mu się stało. Właściwie, byłabym zadowolona, gdyby jego nogi urwały się gdzieś po drodze. Może to zadziałałoby na niego tak, że odechciałoby mu się denerwowania mnie i czarodziejki. Zerknęłam przelotnie na drogę, którą przebyliśmy. Pff, jednak udało mi się go dociągnąć w całości..
   Tak skupiona na przeniesieniu zamrożonego mężczyzny nie zauważyłam, że Gaava śledzi mnie wzrokiem. Dotarło to do mnie dopiero wtedy, gdy jej łapa wystrzeliła w moją stronę z niesamowitą prędkością. Dosłownie cudem udało mi się nad nią przeskoczyć.
- Wstawaj! – wywrzeszczałam do jasnowłosej, która nadal sobie spokojnie drzemała.
- Co? Kt.. – zaczęła, jednak nie pozwoliłam jej dokończyć.
- Odmróź go i uciekajcie jak najdalej stąd. Postaram się dać wam jak najwięcej czasu. Najwyżej Ae znów mnie będzie musiała składać.. – dodałam ciszej i posłałam ponaglające spojrzenie ku czarodziejce.
- I postaraj się nie zginąć, będziesz mi później potrzebna! – zawołałam, widząc, jak łapsko kolejny raz mknie ku mnie. Tym razem nie udało mi się zrobić uniku. Czarna, niczym smoła dłoń, objęła mnie mocno w pasie i wyciągnęła z groty. Potwór był zajęty mną, dzięki czemu Victoria i mężczyzna mogli spokojnie uciec. Ja posłużyłam się ukrytym ostrzem, które wbiłam w kończynę Gaava. Wytrysnęła na mnie ciemna, cuchnąca posoka, a chwyt zelżał. Po chwili potwór mnie puścił, zapewne nie spodziewając się kolejnego cięcia. Poleciałam paręnaście metrów w dół. Zdołałam jednak chwycić się jakiegoś wystającego patyka, zaciskając przy okazji zęby na wargach. Prawdopodobnie, dość poważnie uszkodziłam dłonie.. Poczułam na sobie wzrok wężopodobnej postaci, a moment później ostry ból w lewym boku. Ciepło natychmiast rozeszło się od rany w dół. Kreatura zbliżyła swój pysk do moich nóg. Podciągnęłam się w górę w momencie, gdy jej szczęki spróbowały pożreć mnie od pasa w dół. Stworzenie warknęło głucho, i spróbowało raz jeszcze. W chwili, gdy pysk był centymetry od moich stóp, z całą siłą wbiłam nogę w jej oko. Jej skrzek był tak głośny, że z góry posypały się kamienie, a parę z nich wpadło w zranione przeze mnie miejsce. Wyciągnęłam nogę z oczodołu Gaava z głuchym mlaśnięciem. Była oblepiona tą samą ciemną, śmierdzącą substancją, co ręka. To definitywnie spowodowało, że stwór wycofał się z powrotem w dół kanionu. Nie poczułam jednak ulgi - rana na boku wydawała się poważna. Nie mogłam jednak dojrzeć tego, jak głęboko ciął potwór. Traciłam powoli dech w piersi, a z rannymi dłońmi ciężko było mi się ruszyć. Jęknęłam cicho, z bólem przesuwając się w stronę kamiennej ściany. A nuż, może udałoby mi się po niej wspiąć..?
   Aczkolwiek moje ręce miały w planach co innego. Postanowiły nagle stracić czucie, tym samym sprawiając, że puściłam gałąź i runęłam w dół. Przynajmniej nie poczułam uderzenia, bo w międzyczasie straciłam przytomność.
Ideolo.

[ Victorio? Trzymajsię, niepuszczajsię~ ]

Od Xarthwlsa - cd. Victorii

   Nasza ucieczka trwała do wieczora kiedy to skatowani całodniowym wysiłkiem znaleźliśmy odpowiednie miejsce na nocleg, była nim sporej wielkości jaskinia w której można było się schować i spokojnie przespać noc. Wszyscy położyliśmy się wprost na ziemi, jednak tylko Victoria beztrosko zasnęła, dziewczyna przedstawiona mi jako Eta przez następne kilka godzin pilnowała mnie. Około pierwszej nad ranem zasnęła lekkim snem, tylko w takich wypadkach byłem wdzięczny memu "ojcu" za otrzymaną moc, bezszelestnie uniosłem się w powietrzu wyjmując jednocześnie małe zawiniątko. Sprawiłem, że przedmiot zawisł nieruchomo i podpaliłem go wylatując z wnętrza jamy która natychmiast zaczęła wypełniać się gęstymi kłębami dymu.
   Spokojnie siadłem sobie na klifie czekając na efekty wywołane przez mój "prezent", minęła chwila po której z oparów wyłoniła się rudowłosa niewiasta która z morderczą wręcz precyzją doskoczyła do mnie i przyłożył mi sztylet do gardła. Z naciętej rany polały się szkarłatne krople krwi brudzące świeżo wyprany kaftan.
- Koniec tych gierek, od początku wiedziałam, że coś jest z tobą nie tak - rzekła nonszalancko
skrytobójczyni - A teraz gadaj, dla kogo pracujesz?
- Zaprawdę, zaskoczyłaś mnie. Sądziłem, że ta mieszanka sparaliżuje cię choć na chwilę - odparłem próbują odchylić moje gardło jak najdalej od zabójczego narzędzia.
- Mówisz do mnie tak jakbyś był na zwycięskiej pozycji.
Już miałem pięknie ją zripostować gdy z kłębów dymu wyłoniła się druga z dziewczyn otoczona magiczną barierą.
- No bez jaj, równie dobrze mogłem wrzucić do środka skunksa. Kto by się spodziewał, że to nie zadziała na żadną z was.
Czarodziejka niemrawo przecierała oczy próbując skupić wzrok na naszej dwójce.
- Co tu się dzieje?
- Bo widzisz, właśnie...
- On jest zdrajcą ! - wykrzyknęła Eta brutalnie przerywając moją wypowiedź
- Ale kogo zdradził ? - skontrowała jeszcze nie do końca trzeźwa czarodziejka
Po minie dziewczyny mogłem wywnioskować, że poważnie rozważała możliwość uderzenia się w twarz.
- Nas !
Nastała chwila ciszy, tak jakby czas się zatrzymał. Szum wiatru rozbrzmiewał w naszych głowach, napięcie dosłownie sięgało zenitu. Wtedy właśnie dało się usłyszeć:
- Aha
Twarz pierwszej z dziewczyn mimo, że starała się ukrywać emocje drgnęła zauważalnie.
Jej towarzyszka podniosła rękę do góry, magiczny krąg o skomplikowanych wzorach pojawił się nad jej kciukiem oraz środkowym palcem. Pstryknięcie sprawiło, że atmosfera się ostudziła, dosłownie. Po prostu zamieniła mnie w kostkę lodu...
- I po problemie, przepytamy go rano a teraz chodźmy już spać, padam z nóg. 

piątek, 23 czerwca 2017

Od Victorii cd Xarthawlsa

Usiadłam przy stoliku, naprzeciwko mężczyzny. Dopiero teraz dojrzałam długie czarne rogi wystające spod białych włosów.
- Jak się dostać do Qeer? - zapytałam. Eta spojrzała na mnie niepewnie. Musiałam uważać, by nie powiedzieć za dużo.
- To niedaleko. Na zachód. - odparł mężczyzna. - Jak chcecie do mogę wybrać się tam z wami. - dodał.
- Zastanowimy się. - powiedziałam na raz ja i Eta. Po dłuższej chwili naradzania się rzekłam:
- Możesz. Ale ta pani tutaj będzie mieć na ciebie oko. Uwierz mi nie chcesz wleźć jej za skórę. - rzekłam. - No to może zjedzmy coś? - zaproponowałam. Oboje przytaknęli. Po chwili podeszła do nas barmanka.

< Xarthawls?>

Od Victorii cd Asirii

Kiwnęłam głową. Wyjęłam z pochwy miecz i zaczęłam biec. W wypadku, gdyby zaczęła nas gonić straż byłam gotowa wyjąć miecz i stanąć do walki. Jednak tak się nie stało. Biegłam pod górkę jeszcze jakiś kilometr. Później zaczęły mnie boleć nogi.
- Błagam odpocznijmy trochę. - poprosiłam towarzyszy. Mężczyzna kiwnął głową. Eta nie była zachwycona propozycją zatrzymania się na chwilę, jednakowoż w końcu udało jej się to wyperswadować.
- Jak długo jeszcze..? - wysapałam.
- Godzina drogi. - odparł mężczyzna. Westchnęłam cicho. Tego się właśnie obawiałam. Nie miałam siły już dłużej iść.
- Może zatrzymiemy się tutaj na noc? - zaproponowałam.
- Nie możemy Victoria. - odparła Eta. - Ścigają nas. - powiedziała.

< Leoś? Eta?>

sobota, 17 czerwca 2017

Od Asirii - Cd. Xarthawlsa

Nie ufałam jasnowłosemu mężczyźnie. Przyzwyczaiłam się już do widoku elfów i podobnych im postaci, jednak coś czaiło się w jego wzroku. Victoria jednak nie podzielała mojej ostrożności i wdała się z nim w beztroską rozmowę.
- Więc.. - zaczęła po chwili. - Jak masz na imię?
Ten przez chwilę się zawahał, jakby zastanawiał się nad odpowiedzią.
- Mów mi Leon. - odpowiedział szybko, jednak zbyt powoli, jak na mój gust.
- Ja jestem Victoria, miło mi. - odpowiedziała, podając mu rękę. Moment później poczułam na sobie wzrok dwójki. Oczywiście, wiedziałam o co im chodzi, jednak beztrosko błądziłam spojrzeniem po podłodze. - Przedstaw się! - syknęła po chwili, lekko kopiąc mnie w kostkę.
- Po co? - warknęłam. - Tak czy siak nie będę z nim rozmawiać. - dodałam ciszej. Jasnowłosa wzniosła oczy ku górze i, wskazując na mnie, rzekła:
- To jest Eta. Jest bardzo nieśmiała. - mruknęła, patrząc na mnie spode łba. Skwitowałam to jedynie krótkim wzruszeniem ramion i oparciem się o ławkę. Po paru chwilach dwójka wróciła do rozmowy, której zbytnio się nie przysłuchiwałam. Byłam zajęta obserwacją wchodzących ludzi. Niektórzy z nich wydali mi się podejrzani, jakby skrywali coś w swoich płaszczach. Jednak, jak gdyby nigdy nic, zamawiali rybę i wychodzili z karczmy. Moją uwagę zwrócili za to dwaj mężczyźni, uważnie obserwujący nasz stolik. Jak to możliwe, że wcześniej ich nie zauważyłam..? Zwróciłam wzrok na pozostałych ludzi, by nie wzbudzić podejrzeń. Kątem oka spojrzałam jednak na Leona. Miał zmarszczone brwi i wyglądał, jakby rozmawiał z nimi bez użycia słów. Zarejestrowałam nagły ruch po drugiej stronie i momentalnie chwyciłam Victorię za nadgarstek, dość brutalnie odciągając ją od stolika. Dokładnie w tym samym miejscu, gdzie jeszcze moment wcześniej była jej głowa, trafiła strzałka usypiająca. Zmierzyłam nienawistnym spojrzeniem białowłosego i zdjęłam łuk z pleców, jednocześnie wyciągając strzałę z kołczanu. Oddałam strzał, trafiając w bok jednego z mężczyzn. Wzbudziło to poruszenie w karczmie, które wykorzystałam, wyciągając Victorię z budynku. W porę zauważyłam jednak, że Leon ruszył za nami. Napięłam kolejną strzałę i wymierzyłam ją prosto w jego głowę.
- Jeden fałszywy ruch. - warknęłam dość głośno. - A pożegnasz się z tym światem.
Czy moje przeczucia okazały się słuszne? Widząc zmieszanie na jego twarzy prychnęłam, niczym rozzłoszczona kotka i schowałam broń z powrotem.
- Teraz biegnij. Nie chcę, żeby zaalarmowali straż. Znów. - rzekłam do dziewczyny i popchnęłam ją, zmuszając do biegu.

[ Victorio? ]

Od Xarthawlsa - cd. Victorii

Szczęście się do mnie uśmiechnęło. Po tym jak dobiliśmy do brzegu w Xa wyszedłem na ląd by rozprostować kości. Słonce grzało, ptaszki śpiewały, bosman bluzgał na marynarzy, a urocza czarodziejka która jest moim celem wpadła na mnie, następnie pytając o drogę.
- Jeśli chcecie dostać się do Qeer, to możecie zabrać się ze mną. Też zmierzam w tamtym kierunku.
Dziewczyna uważnie zmierzyła mnie wzrokiem od stóp do głów, następnie odchodząc w stronę swojej przyjaciółki rzekła:
- Pozwól nam to omówić
- Jasne, będę czekał w pobliskiej karczmie - odpowiedziałem wskazując przybytek o dumnej nazwie "Pod rybą piłą".
Około godzinę później zjawiły się w drzwiach po czym dyskretnie przysiadły się do zajmowanego przeze mnie stolik, w ich oczach zobaczyłem coś czego do końca nie potrafiłem nazwać. To chyba będzie trudniejsze niż myślałem.
(Asiria? - wybacz za rozmiar :p)


piątek, 16 czerwca 2017

Od Victorii

Zeszłam na suchy ląd. Tego mi brakowało, po długiej morskiej żegludze znaleźć się na Xa. Przyjrzałam się bliżej krajobrazowi. Wokoło mnie nad miasteczkiem królowały wysokie góry oraz przełęcze. Miasteczko przemysłowe było niewielkie, jednak z Etą wybierałyśmy się w wysokie góry. Tam znajdowały się największe miasta w kraju.
- Asiria, chodź już. - pośpieszyłam dziewczynę.
- Daj mi chwilę. - odparła znudzona.
- Dobrze już dobrze, sama pójdę się rozejrzeć. - powiedziałam.Przez przypadek wpadłam na mężczyznę. Był wyskoki. Około 170 - 180 cm. Twarz miał prawie całą zasłoniętą kapturem. To, co udało mi się zauważyć to, iż miał białą jak mleko cerę, trochę większe uszy - zapewne elfie. Ogólnie rzecz ujmując, wyglądał bardziej na elfa niżeli na cokolwiek innego. Nagle poczułam niepewność. Nie wiedziałam, że miałam powody obaw.
- Przepraszam. - wyjąkałam. - Wiesz może, którędy można się najszybciej dostać do miasta Qeer? - zapytałam niepewnie. Nieznajomy przyglądał się mnie uważnie. Byłam gotowa uciec bądź przytrzymać go zaklęciem, gdyby wykonał jakiś nagły ruch.

< Xarthawls ?>

Od Xarthawls - cd. Asirii

Co za parszywy dzień ! Śpię sobie spokojnie, nagle dostaje okutym kijem w łeb a dwóch osiłków ciągnie mnie po miejskim bruku, następnie zrzucają jak worek do kanałów skąd kierują do stosunkowo ciasnej piwnicy. W środku znajduje się jedynie biurko oraz wysokie krzesło którego oparcie skrywa tajemniczą postać. Powoli wracają do mnie podstawowe zmysły, ogarniam pokój przyćmionym wzrokiem a następnie próbuje się rozprostować co utrudniają mi więzy umieszczone na kostkach i nadgarstkach. Moje niezgrabne ruchy uświadczyły moich porywaczy w przekonaniu, że żyję i można ze mną porozmawiać. Nagle krzesło zaczyna się powoli obracać. Przez myśl przeszły mi mordy wszystkich bossów, watażków i innych oprychów którym zdarzyło mi się podpaść, jednak ku mojemu zdziwieniu na krześle siedział jakiś dzieciak wyglądający na max 18 lat.
Zanim zebrałem się dostatecznie w sobie by wypowiedzieć jakiekolwiek słowo na stół przed dzieciakiem padła sakiewka której pojemność była mi doskonale znana. Smark rozsupłał ją i ruchem dłoni wyciągnął drewniany kartonik z wygrawerowanymi znakami.
- A więc to na prawdę ty! - Skończywszy zdanie uniósł się w złowrogim śmiech
- Myślałem, że złapanie cię będzie trudniejsze, ale jak widać plotki o twojej sile to faktycznie tylko i wyłączni bzdurne gadanie.
Te słowa podziałały na mnie jak kubeł zimnej wody, moje ciało na reszcie pozwoliło mi się wypowiedzieć.
- Mam nadzieję, że nie ściągnąłeś mnie tu tylko po to, żeby się pośmiać
- Nie znasz się na żartach? - jego twarz w jednej chwili nabrała poważny wyraz - Dobra przejdźmy do konkretów. Dwa cele, obie to kobiety około 20, jedna z nich jest magiem druga nosi czarny płaszcz, prosiłbym cię żebyś mi je dostarczył żywe. Z zaufanych źródeł wiem, że zamierzają płynąć statkiem do Xa, miejsce masz już zarezerwowane - O biurko uderzyła kolejna sakiewka z której tym razem wysypały się złote monety - to zaliczka oraz drobna rekompensata za niedogodności związane z transportem.
- Mam tylko jedno pytanie. Co tobą kieruje, że zdecydowałeś się wziąć mnie za taką sumę ?
- Teraz mam tylko jeden cel, zemsta. Familia Severio chce mieć pewność, że zabójczyni mojego ojca zostanie odpowiednio ukarana.
- Można więc powiedzieć, że dobiliśmy targu ?
- Można - podszedł, po czym uścisnął moją uwiązaną dłoń - i pamiętaj ta rozmowa nigdy się nie odbyła.
To były ostatnie słowa zanim ocknąłem się z powrotem w swoim pokoju, głowa boli mnie nie miłosiernie a nade mną stoi ni to lokaj ni to chłop.
- Nie pomylił pan czasem pokoi? - spytałem
- Ależ skąd. Pragnę tylko przypomnieć, żeby się pan pospieszył, musimy czym prędzej udać się na wybrzeże i złapać ten statek o którym wspominał panicz Severion.
- Niech mi pan da 5 minut zaraz będę na dole.
Mężczyzna wyszedł dokładnie zamykając za sobą lekko zmurszałe drzwi, jak najszybciej spakowałem wszystkie rzeczy do podróżnej torby i rozejrzałem po pokoju. Znowu w podróży a tak tu było wygodnie. Wychodząc z niego zamknąłem drzwi i oddałem klucz właścicielowi.
Przed miejscem mojego noclegu stała pospolita dorożka, klasyczna drewniana konstrukcja, choć nadgryziona już zębem czasu. Zaprzężona w mniej już pospolite dwa czarne ogary szkolone do ciągnięcia ciężarów na dużych dystansach, gdy tylko wsiadłem ta ruszył by po kilkunastu godzinach znaleźć się na przystani. Olbrzymia przestrzeń przeładunkowa świeciła teraz pustkami, pojedynczy ludzie właśnie wychodzili ze swoich domów by zabrać się do roboty. Sprzedawcy pojawili się trochę później część z nowo zarobionych pieniędzy wydałem na syte śniadanie oraz prowiant, w którego skład wchodziły: słodka woda, suszone mięso oraz ser, udało mi się nawet zdobyć trochę orzechów. Następnie usiadłem na krawędzi jednego z okolicznych domów i zacząłem wpatrywać się w horyzont. Niedługo potem zobaczyłem idące w kierunku jednego ze statków dwie kobiety, jedna w długim czarnym płaszczu druga o dziwnie wykrzywionej twarzy. Po prostu mistrzowie kamuflażu. Wręcz idealnie pasowały podanemu opisowi, ruszyłem za nimi.
Średniej wielkości jednostka służąca do transportu wyrobów rzemieślniczych kołysała się delikatnie w pierwszym doku. Po krótkiej acz treściwej rozmowie z kapitanem wsiadłem na statek. Po złapaniu bosmana dowiedziałem się, że do odpłynięcia pozostał niecały kwadrans, pozostało więc czekać. Oparłem się więc o dziób i pogrążyłem w spokojnej drzemce, obudził mnie dopiero kroki wielu marynarzy biorących się do swoich obowiązków, odwróciłem się, a ląd znikał za taflą oceanu. Na statku znajdowały się około 20 osób. Nie będzie trudno je znaleźć, szczególnie, że jednak z nich właśnie szła w moją stronę.

czwartek, 15 czerwca 2017

Od Victorii

Wczesny ranek. O dziwo słońce już na horyzoncie. Powoli od niechcenia zwlokłam się z łóżka. Spojrzałam przez okno, była piękna słoneczna pogoda. Ubrałam się, po czym wyszłam do miasta. Wokoło alejkami chadzali ludzi. Rozmowy były słyszalne wszędzie. Usiadłam na ławce, która znajdowała się na małym skwerku. Wszystko było pięknie, ptaki śpiewały, kwiatki kwitnęły, a dzieci płonęły w piekle. Z tym ostatnim żartowałam, spokojnie. Wszechogarniające mnie ciepło nie pozwalało mi poprawnie funkcjonować. Postanowiłam, że wrócę do domu. Kiedy byłam poza obrzeżami miasta, po chwili natknęłam się na nieznajomego mi mężczyznę. Był to białowłosy elf. Miał strasznie delikatne rysy twarzy, a i sam ubiór wiele mówił na temat jego pochodzenia.
- Witaj. - przywitałam się. Mężczyzna milczał.

środa, 7 czerwca 2017

Od Asirii - Cd. Victorii

Oparłam się o coś, co przypominało drewnianą barierkę i utkwiłam wzrok w wyspie. Zielone lasy i pagórki powoli stawały się coraz to mniejsze, aż w końcu zniknęły za linią horyzontu. Dopiero wtedy odczepiłam się od poręczy i rozejrzałam się, szukając Victorii. Na pokładzie znajdowało się parunastu ludzi, z pewnością nie więcej niż dwudziestu, a w tym nasza dwójka. Mimo to, nie mogłam odnaleźć panny Reyes. Wzniosłam oczy ku górze, dając upust swemu zirytowaniu, coby nie wyładować go na jasnowłosej i darowałam sobie dalsze rozglądanie się. Jak kocha, to wróci, o!
Korciło mnie, by zrzucić z siebie płaszcz. Wysoka temperatura i słońce odbijające się od wody dawały mi się we znaki. Zdecydowałam zejść pod pokład i znaleźć sobie jakąś wolną kajutę. Może przy okazji spotkałabym Victorię.. Ostatni raz rzuciłam okiem na wodę i podążyłam w dół. Tutaj, na szczęście, panował przyjemny chłód. Powolnym krokiem ruszyłam przed siebie, omijając kajuty położone najbliżej schodów. Przez bulaj widziałam, jak nieboskłon łączy się z bezkresnym oceanem. Nie byłam przyzwyczajona do podróżowania wszelakim rodzajem statków. Ogólnie, to nie przepadałam za tak głęboką tonią. Nim się spostrzegłam, dotarłam do drzwi ostatniej kajuty. Pchnęłam je niepewnie, nie wiedząc, czy ktoś jest w środku. Na moje szczęście, było tam pusto. Środek pomieszczenia zajmował okazały hamak. Po jego lewej stała etażerka, a po prawej - biurko, nad którym był bulaj. Zasiadłam na drewnianym meblu i zrzuciłam z siebie grafitowy materiał. Niesamowita ulga, gdy można zdjąć przegrzany kaptur z włosów, och i ach. Przymknęłam oczy, jednocześnie rozczesując dłonią włosy, po czym rzuciłam sobą na hamak. Westchnęłam głośno w materiał i przeciągle ziewnęłam. Niestety, nie mogłam wiecznie rozkoszować się samotnością. Jakiś czas później usłyszałam pukanie do drzwi. Szybkim ruchem chwyciłam kaptur i zarzuciłam go niedbale na oczy, po czym uchyliłam lekko drewniane drzwi. Po drugiej stronie stała znajoma mi jasnowłosa.
- Szukałam cię! – zawołała z wyrzutem, wręcz wpychając się do kajuty. Kolejny raz wzniosłam wzrok ku górze i zasiadłam na biurku, gdyż na hamaku zabrakło nagle miejsca.
- No popatrz, i znalazłaś.. – odparłam, opierając się głową o okienko. – Chciałaś czegoś konkretnego, czy tak sobie, o?
- Smutno mi było samej. – mruknęła, wzruszając ramionami. – Kiedy tu zeszłaś?
- Będzie już może.. Hm, druga godzina? A ty? Gdzie byłaś?
- Zwiedzałam statek. I poznawałam ludzi. – dodała.
- Mi było zbyt ciepło na górze. Może nocą wyjdę, lubię obserwować gwiazdy.
- Jesteś jak Tenshi! – krzyknęła, po chwili śmiejąc się. Zmarszczyłam brwi, nie do końca rozumiejąc. – Moja sowa, noo..
- Widzę, że mamy coś wspólnego. – odrzekłam. Tym razem Victoria zrobiła zagubioną minę. – Miu i Hanshi. Mysikrólik i jaskółka. Ptaki. – dodałam na końcu, zerkając za siebie. Słońce było coraz niżej; niebo zaróżowiło się. Chmury zaś nabrały kolorów krwistej czerwieni. Jutro z pewnością będzie wiatr. Może dzięki temu dopłyniemy szybciej do Xa.
- Miejmy nadzieję, że nie będzie sztormu.. – usłyszałam zza siebie jej głos.
- Widzę, że znasz się na rzeczy. – mruknęłam, odwracając się w stronę jasnowłosej.
- Się rozumie! W końcu magowie mają za sobą trudną naukę. – dodała z dumą.
- Obowiązuje cię także materiał z pogody nad oceanem?
- Noo.. Nie do końca, ale lubię czytać.
- Na twoim miejscu czytałabym fajne książki, a nie podręczniki, które ci nie są potrzebne.
- Czytasz w wolnym czasie?
- Nie. Rzadko kiedy mam wolny czas. A jeśli już się zdarzy, z reguły poświęcam go na trening. – odpowiedziałam, wyjmując strzałę z kołczanu, który wcześniej wrzuciłam za etażerkę. – Chcę kiedyś dojść do perfekcji. – dodałam, delikatnie przejeżdżając kciukiem po grocie. Hm, będę musiała je kiedyś bardziej naostrzyć..

[ Victorio? ]

wtorek, 6 czerwca 2017

Od Victorii - Cd. Asirii

- Gotowa? - zapytałam.
- Od urodzenia. - odparła Eta. Wsiadłyśmy na konie i pocwałowałyśmy przed siebie. Jechałyśmy przez gęsty las nieopodal miasteczka.
- Nie możemy jeździć tak blisko miasta. - stwierdziła dziewczyna.
- Niestety, ale to najbliższa droga do przystani. - powiedziałam zmartwiona.
- Po co jedziemy do przystani? - zdziwiła się Eta.
- Musimy opuścić Lux. Przynajmniej na jakiś czas. Powiedziałaś iż musimy uciekać jak najdalej? Tak się akurat szczęśliwie składa iż na Xa mieszka moja przyjaciółka, która może nam pomóc. - rzekłam towarzyszce. Przez prawie całą drogę milczałyśmy. Jedyne odgłosy jakie można było usłyszeć to było stukanie końskich kopyt, szczebioty ptaków bądź szum gałęzi drzew. Starałyśmy się nie zwracać na siebie uwagi. Na próżno. Kiedy prawie dotarłyśmy do portu znikąd pojawili się strażnicy.
- Eta.
- Co?
- Chyba mamy gości. - powiedziałam wyciągając Gwyhyr. - Wyciągnij broń. - dodałam. Rozpoczęła się walka. Zwolniłam do galopu, by lepiej wbijać ostrze w przeciwnika. Moja taktyka była prosta: najpierw zamrażałam potem wbijałam ostrze w tors wroga. Trochę to zajęło, ale udało się. Pociachałyśmy straże na wiór. Teraz mieliśmy wolną drogę do portu.
- Mam nadzieję, że nie spotkamy już tych imbecyli. - rzekła dziewczyna.
- Też mam taką nadzieję - przytaknęłam.
- Komu w drogę temu czas. Ruszajmy! - zawołałam. Reszta drogi do przystani była spokojna. Już żadni żołnierze za nami nie podjęli pościgu. Po dotarciu na miejsce zeszłyśmy z koni, trzymając swego ogiera za uzdę powiedziałam:
- Dobra teraz muszę zmienić formę, a ty założyć kaptur by nas nie zauważono bo inaczej po nas.
Eta kiwnęła głową. Szybko zmieniłam formę, po czym weszłyśmy na pokład statku. Nie minęła chwila, a już odbijałyśmy od portu. Pomachałam dłonią ku wyspie Lux.
- Żegnaj. - wyszeptałam.
- Ile będziemy płynąć? - zapytała Eta.
- Nie wiem. Dzień może dwa. - odparłam


<Asiria? Heh szybka odpiska tak bardzo XD >

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Od Asirii - Cd. Victorii

- Wpakowałaś się w niezłe bagno, dziewczyno. – rzekłam, po chwili wyciągając do niej dłoń. – Mówią na mnie Eta.
- Czemu tak sądzisz? – zapytała, jakby nie rozumiejąc powagi sytuacji. Zaśmiałam się cicho, uważając, aby kaptur zbytnio się nie zsunął. Choć teraz, nie mogła zdradzić nigdzie mojego oblicza, bo zamknęliby zarówno mnie, jak i ją. Po krótkim namyśle zdecydowałam nie zdejmować materiału z oczu i przeszłam do tłumaczenia jej zajścia:
- Jestem poszukiwana za zabójstwo, co już prawdopodobnie zauważyłaś..
- I? 
- Nie przerywaj mi, proszę. – warknęłam. – Pomagając mi sprowadziłaś na siebie gniew rządu. Lepiej nie pokazuj się w mieście przez jakiś czas. – dodałam, po czym sięgnęłam po małe winogrono leżące obok półmiska z serami. Bycie magiem ma jednak swoje plusy.. Jasnowłosa zmarszczyła brwi.
- To kogo ty zabiłaś? Przecież gdybyś zamordowała jakiegoś zwykłego człowieka, to nie byłoby takiego szumu..
- Baron Severion. Zdecydowanie zasługiwał na gorszą śmierć. Za wszystko co zrobił, mogłam go uwięzić i podać wodę królewską.. – westchnęłam, zasiadając naprzeciw panny Reyes. – Strażnicy są tak bardzo związani ze swoją posadą, że mogą ci wbić do domu gdy będziesz spać.
- Więc.. Może ulotnimy się w ogóle z okolicy, hm? – zaproponowała, szeroko się uśmiechając.
- Hola, hola.. Chcesz się wplątać w jeszcze większe gówno? 
- Co? Czemu?
- Jakbyś nie zauważyła, ściągam pecha. – mruknęłam, kradnąc kolejne winogrono z talerza.
- Może tym razem przyniosę ci szczęście! – zawołała uradowana i, pociągnąwszy mnie za rękę, wywaliła z domu. – To dokąd chcesz iść?
- Jak najdalej. Nie możesz się tu pokazać przez okres paru, parunastu dni. Choć.. Może zerwanie plakatów by wystarczyło.. – mruknęłam do siebie ciszej. – I przybicie piątki krzesłem z paroma strażnikami..
- Hm? Mówiłaś coś? – zapytała, odwracając się w moją stronę. Pokręciłam przecząco głową i podążyłam za nią.
 
~*~

- Nie mamy żadnego transportu.. – zauważyła po chwili moja towarzyszka.
- O to się nie martw. Zaraz coś skołuję. – powiedziałam cicho, rozejrzawszy się po okolicy. Nieopodal znajdowała się stadnina, jakby ktoś czytał w moich myślach. Nieuważny stajenny zostawił otwarte tylne wejście, czym, w pewnym sensie, zapraszał jakiegoś koniokrada do środka. – Zajmij czymś tego faceta. Ja wejdę od tyłu i załatwię nam kobyły. 
Victoria, po chwili namysłu, skinęła głową i ruszyła w stronę drewnianego budynku. Ja tymczasem zaczęłam skradać się na jego tyły, korzystając ze wszechobecnych drzew i kamieni. Słysząc niski bas mężczyzny wskoczyłam do stajni i wyłamałam coś, co przypominało zamki, uwalniając dwa konie. Dokładniej czarne ogiery. Starając się zrobić jak najmniej hałasu wyprowadziłam samców na zewnątrz, przy okazji łapiąc dwie uzdy i pierwsze lepsze siodła. Założywszy ekwipunek na wierzchowce, dałam znak jasnowłosej, by do mnie dołączyła.
- Tak, już lepiej. Dziękuję panu za pomoc! – zawołała z udawaną radością i powolnym krokiem ruszyła w moją stronę. Kątem oka zauważyłam, jak stajenny odprowadza ją wzrokiem. Jego spojrzenie powędrowało podejrzanie w dół, a usta wykrzywiły się w lekkim uśmiechu.
- To ja dziękuję! – krzyknął, machając do odwróconej dziewczyny. 
- Faceci.. – burknęłam i wychyliłam się lekko zza okazałego głazu. Nie chciałam, by ten mnie zauważył. Jeszcze by kogoś na nas ściągnął, i by było!

[ Victorio? ]

Od Victorii - Cd. Asirii

Zdziwiona ruszyłam dalej przed siebie. Szłam dalej krętymi uliczkami miasteczka, mijając kolorowe stragany. Zakupiłam odpowiednie księgi oraz przybory po czym wracałam powoli ku domu. Przez całą drogę zastanawiając się kimże była tamta dziewczyna na którą wpadłam. Przez przypadek skręciłam w ślepy zaułek, było ciemno pomimo iż był środek dnia. W ciemności zauważyłam ją. Siedziała cicho, jakby się na kogoś czaiła. Wtem do zaułka wpadła gwardia rozwścieczonych żołnierzy uzbrojonych po zęby.
- Kim jesteś? - warknął jeden z nich. Milczałam. Dziewczyna powoli wyskoczyła z kryjówki. Chwyciła za swój sztylet i rzuciła się na przeciwników. Jednak skutki były daremne. Zostałyśmy otoczone. Złapałam w rękę mój kostur błyskawic.
- Mam plan. Najpierw zamrażam ich, a potem klepiemy ich jak schabowego. - rzekłam do kobiety. Ta lekko się uśmiechnęła, po czym kiwnęła głową.
- Liczę do trzech: raz.. dwa.. TRZY! - zawołałam. Zamroziłam tyle żołnierzy ile dałam radę, potem zaczęło się piekło... Waliłam błyskawicami na lewo i prawo, natomiast niewiasta wyciągnęła swój łuk i zaczęła strzelać. Była w tym naprawdę dobra. Praktycznie każdy strzał wchodził w głowę.
- Skrytobójczyni. - pomyślałam. Byłam pewna iż ów dziewczyna jest skrytobójcą. - Tylko dlaczego uciekała? Dlaczego los chciał bym się na nią natknęła? - na te i na inne pytania nie znalazłam odpowiedzi. Po paru "seriach" z kostura oraz zamrożenia udało nam się wyczyścić przejście. Niestety zaczął się robić zgiełk. Na miejscu zaczęło pojawiać się coraz więcej zaciekawionych mieszczan.
- Straże!- warknął któryś z przechodniów.
- Uciekamy. - powiedziałam. Zmieniłam formę, po czym złapałam skrytobójczynię za ramiona i odleciałam. Przez całą drogę miałam strażników na karku, zgubiłam ich gdy przelatywałyśmy niedaleko jednego z półwyspów. Kiedy udało mi się bezpiecznie wylądować otworzyłam drzwi do domu i weszłyśmy do środka. Zaprosiłam ją do salonu. Było to nieduże pomieszczenie w tym samym kształcie co jadalnia - półkola. Usiadłam na jednym z dwóch foteli. Podłoga była wyłożona dębowymi deskami, dywan natomiast miał kolor purpury, a miękki był jak aksamit. Praktycznie wszystkie ściany pokoju pokrywały półki z książkami, a obok nas w kominku tlił się ogień.
- Przyzwać coś do jedzenia? - zapytałam dziewczę.
- Tak, trochę zgłodniałam. - odezwała się. Pstryknęłam palcami. Wtem z kuchni przyleciała masa półmisków na których leżały ryby, mięsa, ciasta i inne potrawy jakie można sobie zamarzyć.
- W całym tym zamieszaniu zapomniałam ci się przedstawić. Nazywam Victoria Elizabeth Reyes. - przedstawiłam się.

<Asiria? Heh tym razem dłuższe. XD >

niedziela, 4 czerwca 2017

Od Asirii - Cd. Victorii

Wyjęłam strzałę z krtani przysadzistego mężczyzny, ścierając białym piórem krople krwi z jego gardła. 
- Deorum te petrinet. - wymruczałam, po czym zarzuciłam kaptur z powrotem na głowę. Starałam się unikać kałuży krwi jak najbardziej, byleby nie ubrudzić butów. Nie lubiłam myć ich z posoki.. Moment później usłyszałam głośny stukot obasów żołnierzy, którzy prawdopodobnie mieli pilnować barona. Jedna droga ucieczki odpadała, bo właśnie z tamtej strony się zbliżali. Naprzeciw były krzaki róży, na których więcej było kolców, niźli kwiatów. Szybkie rzucenie okiem na ścianę przede mną - i już widziałam cegły, po których mogłam dotrzeć na dach budynku. Pogoda była po mojej stronie, mgła robiła się coraz gęstsza, a mur był suchy. Włożyłam dłoń w szczelinę i wszystko poszło gładko. W ciągu parunastu sekund byłam w wyznaczonym celu. W momencie dotarcia, księżyc skrył się za chmurami, dzięki czemu mogłam skryć się w cieniu dość sporej karczmy. Wylądowałam jednak niedokładnie, zbyt głośno. Gwardziści od razu wybiegli z uliczki, jakby tylko czekali na jakiś głośniejszy dźwięk.
- Cholera.. - warknęłam cicho, rozglądając się nerwowo po okolicy. Prawdopodobnie właśnie to wzbudziło w nich największe podejrzenia. W jednej z bocznych alejek zauważyłam platformę wozu, ułożoną pod kątem. Nad nią wisiał znak wcześniej zauważonej przeze mnie karczmy. Nie zastanawiając się zbyt długo, przeszłam do biegu i wskoczyłam na nią, łapiąc się metalowego uchwytu. Działałam z tak dużą siłą, że bez problemu dosięgnęłam parapetu okna. Wdrapałam się na nie, po czym przeskoczyłam na rynnę, dość dobrze umocowaną do ściany. Słysząc charakterystyczny dźwięk przeładowania broni przyspieszyłam. Nie chciałam zostać postrzelona podczas tak prostej misji, temu też wskoczyłam z powrotem na parapet, tym razem na trzecim piętrze i wybiłam szybę, wpierdzielając się komuś do pokoju. Na szczęście było w nim pusto, więc nie przeszkodziłam żadnej duszy. Poprawiłam kaptur, korzystając z chwili spokoju i ruszyłam do kolejnego okna,  otwierając je. Zerknęłam na uliczkę, która prowadziła na obrzeża miasteczka i nasłuchiwałam przez chwilę. Moment później wskoczyłam, lądując bezszelesnie na stopach. Podniosłam się z przykucu i ruszyłam w stronę bramy. Byleby dotrzeć tam, zanim gwardziści zaalarmują straż.. Przeszłam do truchtu korzystając z pustych ulic i w parę minut byłam niedaleko celu. W tym czasie księżyc zdążył skryć się za wyższymi budynkami, a niebo przybrało kolor różu. Będąc już parę metrów od ceglanego łuku pilnowanego przez dwóch mężczyzn, w tym jednego pijanego, usłyszałam znajome echo. Gwardziści. Ha, jednak byłam przed nimi! Triumfalny uśmiech pojawił się na chwilę na mojej twarzy. Znikł z momentem, w którym wykrzyknęli "To on!". Spojrzałam krótko za siebie. I ta chwila wiele mnie kosztowała - wpadłam bowiem na jakąś blond dziewczynę.
- Eh, magowie... Myślą, że jak znają się na magii to wszystko im wolno! - warknęłam popychając w bok jasnowłosą, która, nie wiedząc co się dzieje, nawet mnie przeprosiła. Choć była to DEFINITYWNIE moja wina. Trzeźwy strażnik zareagował natychmiast, ustawiając swoją włócznię pod kątem.
- Brak przejścia! - krzyknął głośno, budząc pijanego kolegę. 
Zobaczmy. - pomyślałam i uśmiechnęłam się kpiąco. Nie pierwszy, i nie ostatni raz muszę się zmierzyć z tak trudną "barykadą". Zbliżyłam się do mężczyzny najszybciej, jak potrafiłam i chwyciłam oburącz jego broń, stawiając ją do pionu. Nim zdążył się zorientować co się dzieje, miał złamany nos przez drewniany uchwyt, a ja zdążyłam ukryć się w dość sporym buszu obok murów. Prawdopodobnie przez pewien okres nie pojawię się w mieście.. 
- Czy ona widziała moją twarz..? - szepnęłam do siebie po chwili. Przecież w chwili zderzenia lekko odrzuciło kaptur do tyłu... - Cholera! 
Zacisnęłam pięści, nie do końca wiedząc, co zrobić w takiej sytuacji. Po raz pierwszy zdradziły mnie prawa fizyki! 
Chwila, moment... Skoro była przy bramie, tak daleko od centrum, to musi oznaczać, że mieszka gdzieś tutaj. I że prawdopodobnie tędy wyjdzie.
Więc wtedy pozostało mi tylko czekanie na jasnowłosą w nadziei, że nikomu nie zdradzi tego, jak wyglądam..

[ Panno Reyes? Będziesz konfidentem? xD ]

Od Victorii

Kiedy się obudziłam słońce jeszcze spało. Było naprawdę ciemno. Po omacku wstałam i zaczęłam się ubierać. Kiedy czesałam moje włosy, zobaczyłam iż ciemna smuga mignęła za oknem. Zaciekawiona podeszłam, by zobaczyć kto się czai pod moim oknem o tej porze, jednakże ku mojemu zdziwieniu nie było nikogo. Tylko gęsto porośnięty drzewami las, cienie które rzucały gałęzie wydawały się przerażające.
- Może to był tylko cień lisa czy kumy. - pomyślałam, po czym poszłam szybkim krokiem do jadalni. Naznaczyłam w powietrzu skomplikowany znak, zapalając tym samym pochodnie w pomieszczeniu. Było ono ogromne na środku stał ogromny dębowy stół, a nad nim żyrandol spowity małymi diamencikami. Pod stołem na podłodze pokrytej sosnowymi deskami znajdował się miękki satynowy dywan koloru czerwonego. Sama jadalnia kształtem przypominała półkole. Jednak najbardziej charakterystycznym, a zarazem najciekawszym elementem pokoju był sufit. Nad głowami biesiadujących znajdowało się ogromne akwarium w którym pływały ryby. Usiadłam przy stole i zaczęłam pałaszować jajecznicę. Po chwili usiadła na moim ramieniu Tenshi. Podzióbała mnie chwilę dziobem, po czym zjadła chleb i odleciała na swoje miejsce. Po skończonym śniadaniu wybrałam się na spacer do miasta w celu zakupienia potrzebnych ksiąg i przyrządów do czarów. Wtem kiedy przechodziłam przez bramę miasta wpadłam przypadkiem na czerwonowłosą dziewczynę. Z trudem starałam się zobaczyć jej twarz, ponieważ była przysłonięta czarnym kapturem.
- Eh. Magowie, myślą że jak znają się na magi to nagle wszystko im wolno. - burknęła kobieta.
- Przepraszam. - wyjąkałam.
< Asiria? Sorry że takie słabe, ale się rozkręcam XD >