Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Xarthawls Rkaledsaz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Xarthawls Rkaledsaz. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 lipca 2017

Od Xarthawls - cd Rimy

W pokoju dało się czuć napięcie towarzyszące nieznośnemu oczekiwaniu, dziewczyna szamotała się między oboma pokojami niosąc fiolki i miseczki, z jednej izby do drugiej. Na końcu nas jeszcze wyprosiła, co ani trochę nie rozluźniło uczucia które odczuwaliśmy. Dała mi jednak trochę czasu na analizę sytuacji, dom w którym się znajdujemy mimo lichego wyglądu jest porządnie zbudowany, kamienie ułożone na sobie niemal z chirurgiczną precyzją, wzmacniane dębowymi kolumnami, całość pokryta słomianymi snopami. Skromnie acz przytulnie urządzone wnętrze wiele mówi o osobach które z niego korzystają, białowłosa natomiast mile mnie zaskoczyła swoją natychmiastową reakcją, widać, że kobieta ma doświadczenie, nie mówiąc już o nieprzeciętnej urodzie. Jedyne czego nie byłe w stanie usłyszeć to słów które wypowiadała do ucha swojej pacjentki, jednak z postawy można było wywnioskować, że nie jest pierwszy raz w jej rękach. Na prawdę, intrygujące.
Nagle drzwi się otworzył, stała w nich nasza gospodyni z wyrazem ulgi na twarzy.
- Więc..- zaczęła cicho - skoro sytuacja jest w miarę opanowana.. Jestem Aelina i proponuję wam herbatę na uspokojenie.
Uśmiechnęła się nieznacznie i odgarnęła włosy.
- Chętnie się poczęstuję - odwróciłem się w stronę Victorii
Zasnęła szybciej niż bym się spodziewał, zaklęcie teleportacji musi być wyczerpujące. Wyszedłem cicho i zamknąłem drzwi, białowłosa w tym czasie ustawiała zrzucone wcześniej rzeczy na swoje miejsce, następnie wzięła leżący na kominku czajnik i zalała dwie szklanki wypełnione zmielonymi liśćmi herbaty. Usiadła na na obszernym fotelu i ujęła pierwszy z kubków w swe drobne dłonie, drugi położyła na stole i wskazała krzesło na którym mogłem usiąść. Wziąłem parujący napar i pociągnąłem łyk, napój był przyjemny w smaku lekko słodkawy z nutą tymianku. Spojrzałem na Aelin, teraz mogłem dojrzeć szpicate uszy schowane pod białymi włosami.
- Jesteś elfem? - spytałem - Z tego co pamiętam nie oddalają się zbytnio od swojej społeczności, stąd drugie pytanie. Co tu robisz?
Dziewczyna wydawała mi się nieco zmieszana.
- Spokojnie, napij się herbaty, rozluźnij się i wtedy możesz mi odpowiedzieć - rzekłem zdejmując kaptur - zresztą chyba nie odmówisz współplemieńcowi.

[Rima?]

środa, 5 lipca 2017

Od Xarthawls - CD Asirii

Zdążyłem w ostatniej chwili, dziewczyna zawisła w powietrzu dosłownie parę centymetrów nad ziemią. Za swoimi plecami usłyszałem zdyszaną czarodziejkę rzucającą bluzgami których nie powstydziłby się żaden marynarz. Ostrożnie podniosłem dziewczynę i położyłem na w miarę płaskiej powierzchni, następnie że swojego mieszka z ziołami wyciągnąłem kilka liści i przyłożyłem do jej boku.
- Też się znalazła, bohaterka od siedmiu boleści - mruknąłem
- Odezwał się, święty - zripostowała Victoria
- Pozostawię to bez komentarza.
Czas dla Rimy nie był łaskawy, pomimo ziół rana obficie krwawiła, byłem coraz bardziej zdenerwowany, dlaczego nie uciekała, dlaczego mnie nie zostawiła? Te pytania bez przerwy krążyły w mojej głowie. Czarodziejka patrzyła na nią jak zaczarowana, po jej minie przypuszczam, że przeżywa wstrząs. Tymczasem w górach zerwał się silny wiatr, który złowieszczo szumiąc w pustej przestrzeni zwiastował przybycie jeszcze większej ilości Ułomnych. Zranić je to nie problem, ale do zabicia są prawdziwym utrapieniem, szczególnie, gdy pojawią się w większej ilości. Spokojnie, chwyciłem nic nie ważącą dziewczynę i zaniosłem do wnętrza groty gdzie rozpaliłem małe ognisko.
Chwilę później przybyła Victoria.
- Wiem, że magowie może nie potrafią leczyć tak poważnych ran. Mogłabyś swoimi zmysłami przeszukać okolicę?
Patrzyła na mnie nieobecnym wzrokiem, dopiero po chwili zaskoczyła, zamknęła oczy a nad jej głową pojawiła się utkana z niewiarygodnej ilości włókien aureola która raz za razem kręciła się coraz szybciej, by na końcu rozbłysnąć oślepiającym światłem. Wynik miałem na podłodze tuż przed sobą, rzut terenu z lotu ptaka poznaczonego czerwonymi plamami które najpewniej oznaczały żywe istoty poza nami niedaleko znajdował się jeszcze jeden punkt.
- Możesz nas tam przenieść ?
- Phi, to dla mnie pestka, ale pamiętaj robię to tylko dla niej.
Tym razem jej oczy zaświeciły, a my zaczęliśmy wirować w nieskończoność się wirze, by po chwili znaleźć się na jakiejś górskiej polanie tuż obok drewnianej chatki, podszedłem drzwi i zapukałem energicznie. Otworzyła nam białowłosa istotka chyba była elfką z zaspanym wyrazem twarzy spytała:
- Czego potrzebujecie??

(Victoria??)

wtorek, 27 czerwca 2017

Od Xarthwlsa - cd. Victorii

   Nasza ucieczka trwała do wieczora kiedy to skatowani całodniowym wysiłkiem znaleźliśmy odpowiednie miejsce na nocleg, była nim sporej wielkości jaskinia w której można było się schować i spokojnie przespać noc. Wszyscy położyliśmy się wprost na ziemi, jednak tylko Victoria beztrosko zasnęła, dziewczyna przedstawiona mi jako Eta przez następne kilka godzin pilnowała mnie. Około pierwszej nad ranem zasnęła lekkim snem, tylko w takich wypadkach byłem wdzięczny memu "ojcu" za otrzymaną moc, bezszelestnie uniosłem się w powietrzu wyjmując jednocześnie małe zawiniątko. Sprawiłem, że przedmiot zawisł nieruchomo i podpaliłem go wylatując z wnętrza jamy która natychmiast zaczęła wypełniać się gęstymi kłębami dymu.
   Spokojnie siadłem sobie na klifie czekając na efekty wywołane przez mój "prezent", minęła chwila po której z oparów wyłoniła się rudowłosa niewiasta która z morderczą wręcz precyzją doskoczyła do mnie i przyłożył mi sztylet do gardła. Z naciętej rany polały się szkarłatne krople krwi brudzące świeżo wyprany kaftan.
- Koniec tych gierek, od początku wiedziałam, że coś jest z tobą nie tak - rzekła nonszalancko
skrytobójczyni - A teraz gadaj, dla kogo pracujesz?
- Zaprawdę, zaskoczyłaś mnie. Sądziłem, że ta mieszanka sparaliżuje cię choć na chwilę - odparłem próbują odchylić moje gardło jak najdalej od zabójczego narzędzia.
- Mówisz do mnie tak jakbyś był na zwycięskiej pozycji.
Już miałem pięknie ją zripostować gdy z kłębów dymu wyłoniła się druga z dziewczyn otoczona magiczną barierą.
- No bez jaj, równie dobrze mogłem wrzucić do środka skunksa. Kto by się spodziewał, że to nie zadziała na żadną z was.
Czarodziejka niemrawo przecierała oczy próbując skupić wzrok na naszej dwójce.
- Co tu się dzieje?
- Bo widzisz, właśnie...
- On jest zdrajcą ! - wykrzyknęła Eta brutalnie przerywając moją wypowiedź
- Ale kogo zdradził ? - skontrowała jeszcze nie do końca trzeźwa czarodziejka
Po minie dziewczyny mogłem wywnioskować, że poważnie rozważała możliwość uderzenia się w twarz.
- Nas !
Nastała chwila ciszy, tak jakby czas się zatrzymał. Szum wiatru rozbrzmiewał w naszych głowach, napięcie dosłownie sięgało zenitu. Wtedy właśnie dało się usłyszeć:
- Aha
Twarz pierwszej z dziewczyn mimo, że starała się ukrywać emocje drgnęła zauważalnie.
Jej towarzyszka podniosła rękę do góry, magiczny krąg o skomplikowanych wzorach pojawił się nad jej kciukiem oraz środkowym palcem. Pstryknięcie sprawiło, że atmosfera się ostudziła, dosłownie. Po prostu zamieniła mnie w kostkę lodu...
- I po problemie, przepytamy go rano a teraz chodźmy już spać, padam z nóg. 

sobota, 17 czerwca 2017

Od Xarthawlsa - cd. Victorii

Szczęście się do mnie uśmiechnęło. Po tym jak dobiliśmy do brzegu w Xa wyszedłem na ląd by rozprostować kości. Słonce grzało, ptaszki śpiewały, bosman bluzgał na marynarzy, a urocza czarodziejka która jest moim celem wpadła na mnie, następnie pytając o drogę.
- Jeśli chcecie dostać się do Qeer, to możecie zabrać się ze mną. Też zmierzam w tamtym kierunku.
Dziewczyna uważnie zmierzyła mnie wzrokiem od stóp do głów, następnie odchodząc w stronę swojej przyjaciółki rzekła:
- Pozwól nam to omówić
- Jasne, będę czekał w pobliskiej karczmie - odpowiedziałem wskazując przybytek o dumnej nazwie "Pod rybą piłą".
Około godzinę później zjawiły się w drzwiach po czym dyskretnie przysiadły się do zajmowanego przeze mnie stolik, w ich oczach zobaczyłem coś czego do końca nie potrafiłem nazwać. To chyba będzie trudniejsze niż myślałem.
(Asiria? - wybacz za rozmiar :p)


piątek, 16 czerwca 2017

Od Xarthawls - cd. Asirii

Co za parszywy dzień ! Śpię sobie spokojnie, nagle dostaje okutym kijem w łeb a dwóch osiłków ciągnie mnie po miejskim bruku, następnie zrzucają jak worek do kanałów skąd kierują do stosunkowo ciasnej piwnicy. W środku znajduje się jedynie biurko oraz wysokie krzesło którego oparcie skrywa tajemniczą postać. Powoli wracają do mnie podstawowe zmysły, ogarniam pokój przyćmionym wzrokiem a następnie próbuje się rozprostować co utrudniają mi więzy umieszczone na kostkach i nadgarstkach. Moje niezgrabne ruchy uświadczyły moich porywaczy w przekonaniu, że żyję i można ze mną porozmawiać. Nagle krzesło zaczyna się powoli obracać. Przez myśl przeszły mi mordy wszystkich bossów, watażków i innych oprychów którym zdarzyło mi się podpaść, jednak ku mojemu zdziwieniu na krześle siedział jakiś dzieciak wyglądający na max 18 lat.
Zanim zebrałem się dostatecznie w sobie by wypowiedzieć jakiekolwiek słowo na stół przed dzieciakiem padła sakiewka której pojemność była mi doskonale znana. Smark rozsupłał ją i ruchem dłoni wyciągnął drewniany kartonik z wygrawerowanymi znakami.
- A więc to na prawdę ty! - Skończywszy zdanie uniósł się w złowrogim śmiech
- Myślałem, że złapanie cię będzie trudniejsze, ale jak widać plotki o twojej sile to faktycznie tylko i wyłączni bzdurne gadanie.
Te słowa podziałały na mnie jak kubeł zimnej wody, moje ciało na reszcie pozwoliło mi się wypowiedzieć.
- Mam nadzieję, że nie ściągnąłeś mnie tu tylko po to, żeby się pośmiać
- Nie znasz się na żartach? - jego twarz w jednej chwili nabrała poważny wyraz - Dobra przejdźmy do konkretów. Dwa cele, obie to kobiety około 20, jedna z nich jest magiem druga nosi czarny płaszcz, prosiłbym cię żebyś mi je dostarczył żywe. Z zaufanych źródeł wiem, że zamierzają płynąć statkiem do Xa, miejsce masz już zarezerwowane - O biurko uderzyła kolejna sakiewka z której tym razem wysypały się złote monety - to zaliczka oraz drobna rekompensata za niedogodności związane z transportem.
- Mam tylko jedno pytanie. Co tobą kieruje, że zdecydowałeś się wziąć mnie za taką sumę ?
- Teraz mam tylko jeden cel, zemsta. Familia Severio chce mieć pewność, że zabójczyni mojego ojca zostanie odpowiednio ukarana.
- Można więc powiedzieć, że dobiliśmy targu ?
- Można - podszedł, po czym uścisnął moją uwiązaną dłoń - i pamiętaj ta rozmowa nigdy się nie odbyła.
To były ostatnie słowa zanim ocknąłem się z powrotem w swoim pokoju, głowa boli mnie nie miłosiernie a nade mną stoi ni to lokaj ni to chłop.
- Nie pomylił pan czasem pokoi? - spytałem
- Ależ skąd. Pragnę tylko przypomnieć, żeby się pan pospieszył, musimy czym prędzej udać się na wybrzeże i złapać ten statek o którym wspominał panicz Severion.
- Niech mi pan da 5 minut zaraz będę na dole.
Mężczyzna wyszedł dokładnie zamykając za sobą lekko zmurszałe drzwi, jak najszybciej spakowałem wszystkie rzeczy do podróżnej torby i rozejrzałem po pokoju. Znowu w podróży a tak tu było wygodnie. Wychodząc z niego zamknąłem drzwi i oddałem klucz właścicielowi.
Przed miejscem mojego noclegu stała pospolita dorożka, klasyczna drewniana konstrukcja, choć nadgryziona już zębem czasu. Zaprzężona w mniej już pospolite dwa czarne ogary szkolone do ciągnięcia ciężarów na dużych dystansach, gdy tylko wsiadłem ta ruszył by po kilkunastu godzinach znaleźć się na przystani. Olbrzymia przestrzeń przeładunkowa świeciła teraz pustkami, pojedynczy ludzie właśnie wychodzili ze swoich domów by zabrać się do roboty. Sprzedawcy pojawili się trochę później część z nowo zarobionych pieniędzy wydałem na syte śniadanie oraz prowiant, w którego skład wchodziły: słodka woda, suszone mięso oraz ser, udało mi się nawet zdobyć trochę orzechów. Następnie usiadłem na krawędzi jednego z okolicznych domów i zacząłem wpatrywać się w horyzont. Niedługo potem zobaczyłem idące w kierunku jednego ze statków dwie kobiety, jedna w długim czarnym płaszczu druga o dziwnie wykrzywionej twarzy. Po prostu mistrzowie kamuflażu. Wręcz idealnie pasowały podanemu opisowi, ruszyłem za nimi.
Średniej wielkości jednostka służąca do transportu wyrobów rzemieślniczych kołysała się delikatnie w pierwszym doku. Po krótkiej acz treściwej rozmowie z kapitanem wsiadłem na statek. Po złapaniu bosmana dowiedziałem się, że do odpłynięcia pozostał niecały kwadrans, pozostało więc czekać. Oparłem się więc o dziób i pogrążyłem w spokojnej drzemce, obudził mnie dopiero kroki wielu marynarzy biorących się do swoich obowiązków, odwróciłem się, a ląd znikał za taflą oceanu. Na statku znajdowały się około 20 osób. Nie będzie trudno je znaleźć, szczególnie, że jednak z nich właśnie szła w moją stronę.

środa, 14 czerwca 2017

Jeśli chce się mieć przyjaciela [...]

Jeśli chce się mieć przyjaciela, trzeba też chcieć prowadzić o niego wojnę; aby zaś prowadzić wojnę, trzeba umieć być wrogiem.

ataszan@gmail.com