Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Victoria Elizabeth Reyes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Victoria Elizabeth Reyes. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 lipca 2017

Od Victorii

Pogoda była wręcz wyśmienita jak na lato przystało. Wylegiwałam się spokojnie na plaży, spoglądając na przypływające do pobliskiego portu statki. Wtem wzięła mnie ochota na zwiedzanie okolic Xa. Akurat w tymże mieście odbywał się festiwal kulturowy, zatem za cel obrałam właśnie to miejsce. Wędrowałam między kolorowymi straganami i sklepikami z najrozmaitszymi pamiątkami. Z nudów udałam się do niewielkiej kafejki na obrzeżach festiwalu. Usiadłam przy stoliku i .. zauważyłam iż w pobliżu kręci się Eta. Po chwili usiadła obok mnie i zaczęłyśmy prowadzić dyskusję przy kawie i ciasteczkach. W porównaniu to co się działo w ostatnim czasie, mogło by się to wydawać śmieszne, wręcz absurdalne. A jednak. Po dłuższej pogawędce udałam się na dalsze zwiedzanie. Szybko wpadłam na człowieka, którego kiedyś już chyba spotkałam, jednakże nie mogłam sobie przypomnieć kiedy, gdzie i kto to był.
- Przepraszam panią. - odezwał się męski głos.
- Nic nie szkodzi. - odparłam.

<Ktoś?>

piątek, 23 czerwca 2017

Od Victorii cd Xarthawlsa

Usiadłam przy stoliku, naprzeciwko mężczyzny. Dopiero teraz dojrzałam długie czarne rogi wystające spod białych włosów.
- Jak się dostać do Qeer? - zapytałam. Eta spojrzała na mnie niepewnie. Musiałam uważać, by nie powiedzieć za dużo.
- To niedaleko. Na zachód. - odparł mężczyzna. - Jak chcecie do mogę wybrać się tam z wami. - dodał.
- Zastanowimy się. - powiedziałam na raz ja i Eta. Po dłuższej chwili naradzania się rzekłam:
- Możesz. Ale ta pani tutaj będzie mieć na ciebie oko. Uwierz mi nie chcesz wleźć jej za skórę. - rzekłam. - No to może zjedzmy coś? - zaproponowałam. Oboje przytaknęli. Po chwili podeszła do nas barmanka.

< Xarthawls?>

Od Victorii cd Asirii

Kiwnęłam głową. Wyjęłam z pochwy miecz i zaczęłam biec. W wypadku, gdyby zaczęła nas gonić straż byłam gotowa wyjąć miecz i stanąć do walki. Jednak tak się nie stało. Biegłam pod górkę jeszcze jakiś kilometr. Później zaczęły mnie boleć nogi.
- Błagam odpocznijmy trochę. - poprosiłam towarzyszy. Mężczyzna kiwnął głową. Eta nie była zachwycona propozycją zatrzymania się na chwilę, jednakowoż w końcu udało jej się to wyperswadować.
- Jak długo jeszcze..? - wysapałam.
- Godzina drogi. - odparł mężczyzna. Westchnęłam cicho. Tego się właśnie obawiałam. Nie miałam siły już dłużej iść.
- Może zatrzymiemy się tutaj na noc? - zaproponowałam.
- Nie możemy Victoria. - odparła Eta. - Ścigają nas. - powiedziała.

< Leoś? Eta?>

piątek, 16 czerwca 2017

Od Victorii

Zeszłam na suchy ląd. Tego mi brakowało, po długiej morskiej żegludze znaleźć się na Xa. Przyjrzałam się bliżej krajobrazowi. Wokoło mnie nad miasteczkiem królowały wysokie góry oraz przełęcze. Miasteczko przemysłowe było niewielkie, jednak z Etą wybierałyśmy się w wysokie góry. Tam znajdowały się największe miasta w kraju.
- Asiria, chodź już. - pośpieszyłam dziewczynę.
- Daj mi chwilę. - odparła znudzona.
- Dobrze już dobrze, sama pójdę się rozejrzeć. - powiedziałam.Przez przypadek wpadłam na mężczyznę. Był wyskoki. Około 170 - 180 cm. Twarz miał prawie całą zasłoniętą kapturem. To, co udało mi się zauważyć to, iż miał białą jak mleko cerę, trochę większe uszy - zapewne elfie. Ogólnie rzecz ujmując, wyglądał bardziej na elfa niżeli na cokolwiek innego. Nagle poczułam niepewność. Nie wiedziałam, że miałam powody obaw.
- Przepraszam. - wyjąkałam. - Wiesz może, którędy można się najszybciej dostać do miasta Qeer? - zapytałam niepewnie. Nieznajomy przyglądał się mnie uważnie. Byłam gotowa uciec bądź przytrzymać go zaklęciem, gdyby wykonał jakiś nagły ruch.

< Xarthawls ?>

czwartek, 15 czerwca 2017

Od Victorii

Wczesny ranek. O dziwo słońce już na horyzoncie. Powoli od niechcenia zwlokłam się z łóżka. Spojrzałam przez okno, była piękna słoneczna pogoda. Ubrałam się, po czym wyszłam do miasta. Wokoło alejkami chadzali ludzi. Rozmowy były słyszalne wszędzie. Usiadłam na ławce, która znajdowała się na małym skwerku. Wszystko było pięknie, ptaki śpiewały, kwiatki kwitnęły, a dzieci płonęły w piekle. Z tym ostatnim żartowałam, spokojnie. Wszechogarniające mnie ciepło nie pozwalało mi poprawnie funkcjonować. Postanowiłam, że wrócę do domu. Kiedy byłam poza obrzeżami miasta, po chwili natknęłam się na nieznajomego mi mężczyznę. Był to białowłosy elf. Miał strasznie delikatne rysy twarzy, a i sam ubiór wiele mówił na temat jego pochodzenia.
- Witaj. - przywitałam się. Mężczyzna milczał.

wtorek, 6 czerwca 2017

Od Victorii - Cd. Asirii

- Gotowa? - zapytałam.
- Od urodzenia. - odparła Eta. Wsiadłyśmy na konie i pocwałowałyśmy przed siebie. Jechałyśmy przez gęsty las nieopodal miasteczka.
- Nie możemy jeździć tak blisko miasta. - stwierdziła dziewczyna.
- Niestety, ale to najbliższa droga do przystani. - powiedziałam zmartwiona.
- Po co jedziemy do przystani? - zdziwiła się Eta.
- Musimy opuścić Lux. Przynajmniej na jakiś czas. Powiedziałaś iż musimy uciekać jak najdalej? Tak się akurat szczęśliwie składa iż na Xa mieszka moja przyjaciółka, która może nam pomóc. - rzekłam towarzyszce. Przez prawie całą drogę milczałyśmy. Jedyne odgłosy jakie można było usłyszeć to było stukanie końskich kopyt, szczebioty ptaków bądź szum gałęzi drzew. Starałyśmy się nie zwracać na siebie uwagi. Na próżno. Kiedy prawie dotarłyśmy do portu znikąd pojawili się strażnicy.
- Eta.
- Co?
- Chyba mamy gości. - powiedziałam wyciągając Gwyhyr. - Wyciągnij broń. - dodałam. Rozpoczęła się walka. Zwolniłam do galopu, by lepiej wbijać ostrze w przeciwnika. Moja taktyka była prosta: najpierw zamrażałam potem wbijałam ostrze w tors wroga. Trochę to zajęło, ale udało się. Pociachałyśmy straże na wiór. Teraz mieliśmy wolną drogę do portu.
- Mam nadzieję, że nie spotkamy już tych imbecyli. - rzekła dziewczyna.
- Też mam taką nadzieję - przytaknęłam.
- Komu w drogę temu czas. Ruszajmy! - zawołałam. Reszta drogi do przystani była spokojna. Już żadni żołnierze za nami nie podjęli pościgu. Po dotarciu na miejsce zeszłyśmy z koni, trzymając swego ogiera za uzdę powiedziałam:
- Dobra teraz muszę zmienić formę, a ty założyć kaptur by nas nie zauważono bo inaczej po nas.
Eta kiwnęła głową. Szybko zmieniłam formę, po czym weszłyśmy na pokład statku. Nie minęła chwila, a już odbijałyśmy od portu. Pomachałam dłonią ku wyspie Lux.
- Żegnaj. - wyszeptałam.
- Ile będziemy płynąć? - zapytała Eta.
- Nie wiem. Dzień może dwa. - odparłam


<Asiria? Heh szybka odpiska tak bardzo XD >

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Od Victorii - Cd. Asirii

Zdziwiona ruszyłam dalej przed siebie. Szłam dalej krętymi uliczkami miasteczka, mijając kolorowe stragany. Zakupiłam odpowiednie księgi oraz przybory po czym wracałam powoli ku domu. Przez całą drogę zastanawiając się kimże była tamta dziewczyna na którą wpadłam. Przez przypadek skręciłam w ślepy zaułek, było ciemno pomimo iż był środek dnia. W ciemności zauważyłam ją. Siedziała cicho, jakby się na kogoś czaiła. Wtem do zaułka wpadła gwardia rozwścieczonych żołnierzy uzbrojonych po zęby.
- Kim jesteś? - warknął jeden z nich. Milczałam. Dziewczyna powoli wyskoczyła z kryjówki. Chwyciła za swój sztylet i rzuciła się na przeciwników. Jednak skutki były daremne. Zostałyśmy otoczone. Złapałam w rękę mój kostur błyskawic.
- Mam plan. Najpierw zamrażam ich, a potem klepiemy ich jak schabowego. - rzekłam do kobiety. Ta lekko się uśmiechnęła, po czym kiwnęła głową.
- Liczę do trzech: raz.. dwa.. TRZY! - zawołałam. Zamroziłam tyle żołnierzy ile dałam radę, potem zaczęło się piekło... Waliłam błyskawicami na lewo i prawo, natomiast niewiasta wyciągnęła swój łuk i zaczęła strzelać. Była w tym naprawdę dobra. Praktycznie każdy strzał wchodził w głowę.
- Skrytobójczyni. - pomyślałam. Byłam pewna iż ów dziewczyna jest skrytobójcą. - Tylko dlaczego uciekała? Dlaczego los chciał bym się na nią natknęła? - na te i na inne pytania nie znalazłam odpowiedzi. Po paru "seriach" z kostura oraz zamrożenia udało nam się wyczyścić przejście. Niestety zaczął się robić zgiełk. Na miejscu zaczęło pojawiać się coraz więcej zaciekawionych mieszczan.
- Straże!- warknął któryś z przechodniów.
- Uciekamy. - powiedziałam. Zmieniłam formę, po czym złapałam skrytobójczynię za ramiona i odleciałam. Przez całą drogę miałam strażników na karku, zgubiłam ich gdy przelatywałyśmy niedaleko jednego z półwyspów. Kiedy udało mi się bezpiecznie wylądować otworzyłam drzwi do domu i weszłyśmy do środka. Zaprosiłam ją do salonu. Było to nieduże pomieszczenie w tym samym kształcie co jadalnia - półkola. Usiadłam na jednym z dwóch foteli. Podłoga była wyłożona dębowymi deskami, dywan natomiast miał kolor purpury, a miękki był jak aksamit. Praktycznie wszystkie ściany pokoju pokrywały półki z książkami, a obok nas w kominku tlił się ogień.
- Przyzwać coś do jedzenia? - zapytałam dziewczę.
- Tak, trochę zgłodniałam. - odezwała się. Pstryknęłam palcami. Wtem z kuchni przyleciała masa półmisków na których leżały ryby, mięsa, ciasta i inne potrawy jakie można sobie zamarzyć.
- W całym tym zamieszaniu zapomniałam ci się przedstawić. Nazywam Victoria Elizabeth Reyes. - przedstawiłam się.

<Asiria? Heh tym razem dłuższe. XD >

niedziela, 4 czerwca 2017

Od Victorii

Kiedy się obudziłam słońce jeszcze spało. Było naprawdę ciemno. Po omacku wstałam i zaczęłam się ubierać. Kiedy czesałam moje włosy, zobaczyłam iż ciemna smuga mignęła za oknem. Zaciekawiona podeszłam, by zobaczyć kto się czai pod moim oknem o tej porze, jednakże ku mojemu zdziwieniu nie było nikogo. Tylko gęsto porośnięty drzewami las, cienie które rzucały gałęzie wydawały się przerażające.
- Może to był tylko cień lisa czy kumy. - pomyślałam, po czym poszłam szybkim krokiem do jadalni. Naznaczyłam w powietrzu skomplikowany znak, zapalając tym samym pochodnie w pomieszczeniu. Było ono ogromne na środku stał ogromny dębowy stół, a nad nim żyrandol spowity małymi diamencikami. Pod stołem na podłodze pokrytej sosnowymi deskami znajdował się miękki satynowy dywan koloru czerwonego. Sama jadalnia kształtem przypominała półkole. Jednak najbardziej charakterystycznym, a zarazem najciekawszym elementem pokoju był sufit. Nad głowami biesiadujących znajdowało się ogromne akwarium w którym pływały ryby. Usiadłam przy stole i zaczęłam pałaszować jajecznicę. Po chwili usiadła na moim ramieniu Tenshi. Podzióbała mnie chwilę dziobem, po czym zjadła chleb i odleciała na swoje miejsce. Po skończonym śniadaniu wybrałam się na spacer do miasta w celu zakupienia potrzebnych ksiąg i przyrządów do czarów. Wtem kiedy przechodziłam przez bramę miasta wpadłam przypadkiem na czerwonowłosą dziewczynę. Z trudem starałam się zobaczyć jej twarz, ponieważ była przysłonięta czarnym kapturem.
- Eh. Magowie, myślą że jak znają się na magi to nagle wszystko im wolno. - burknęła kobieta.
- Przepraszam. - wyjąkałam.
< Asiria? Sorry że takie słabe, ale się rozkręcam XD >