Zdziwiona ruszyłam dalej przed siebie. Szłam dalej krętymi uliczkami
miasteczka, mijając kolorowe stragany. Zakupiłam odpowiednie księgi oraz
przybory po czym wracałam powoli ku domu. Przez całą drogę
zastanawiając się kimże była tamta dziewczyna na którą wpadłam. Przez
przypadek skręciłam w ślepy zaułek, było ciemno pomimo iż był środek
dnia. W ciemności zauważyłam ją. Siedziała cicho, jakby się na kogoś
czaiła. Wtem do zaułka wpadła gwardia rozwścieczonych żołnierzy
uzbrojonych po zęby.
- Kim jesteś? - warknął jeden z nich. Milczałam. Dziewczyna powoli
wyskoczyła z kryjówki. Chwyciła za swój sztylet i rzuciła się na
przeciwników. Jednak skutki były daremne. Zostałyśmy otoczone. Złapałam w
rękę mój kostur błyskawic.
- Mam plan. Najpierw zamrażam ich, a potem klepiemy ich jak schabowego. -
rzekłam do kobiety. Ta lekko się uśmiechnęła, po czym kiwnęła głową.
- Liczę do trzech: raz.. dwa.. TRZY! - zawołałam. Zamroziłam tyle
żołnierzy ile dałam radę, potem zaczęło się piekło... Waliłam
błyskawicami na lewo i prawo, natomiast niewiasta wyciągnęła swój łuk i
zaczęła strzelać. Była w tym naprawdę dobra. Praktycznie każdy strzał
wchodził w głowę.
- Skrytobójczyni. - pomyślałam. Byłam pewna iż ów dziewczyna jest
skrytobójcą. - Tylko dlaczego uciekała? Dlaczego los chciał bym się na
nią natknęła? - na te i na inne pytania nie znalazłam odpowiedzi. Po
paru "seriach" z kostura oraz zamrożenia udało nam się wyczyścić
przejście. Niestety zaczął się robić zgiełk. Na miejscu zaczęło pojawiać
się coraz więcej zaciekawionych mieszczan.
- Straże!- warknął któryś z przechodniów.
- Uciekamy. - powiedziałam. Zmieniłam formę, po czym złapałam
skrytobójczynię za ramiona i odleciałam. Przez całą drogę miałam
strażników na karku, zgubiłam ich gdy przelatywałyśmy niedaleko jednego z
półwyspów. Kiedy udało mi się bezpiecznie wylądować otworzyłam drzwi do
domu i weszłyśmy do środka. Zaprosiłam ją do salonu. Było to nieduże
pomieszczenie w tym samym kształcie co jadalnia - półkola. Usiadłam na
jednym z dwóch foteli. Podłoga była wyłożona dębowymi deskami, dywan
natomiast miał kolor purpury, a miękki był jak aksamit. Praktycznie
wszystkie ściany pokoju pokrywały półki z książkami, a obok nas w
kominku tlił się ogień.
- Przyzwać coś do jedzenia? - zapytałam dziewczę.
- Tak, trochę zgłodniałam. - odezwała się. Pstryknęłam palcami. Wtem z
kuchni przyleciała masa półmisków na których leżały ryby, mięsa, ciasta i
inne potrawy jakie można sobie zamarzyć.
- W całym tym zamieszaniu zapomniałam ci się przedstawić. Nazywam Victoria Elizabeth Reyes. - przedstawiłam się.
<Asiria? Heh tym razem dłuższe. XD >