Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rima i Zdrajca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rima i Zdrajca. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Od Zdrajcy cd. Rimy

Ostatecznie Zdrajca ustąpił. Aelin pomogła jej usiąść i oprzeć się o drzewo, po czym sprawnie rozplątała opatrunki. Syknęła, widząc jak paskudnie zaczyna paprać się rana.
- Widzisz? – Białowłosa wytarła nieco ranę z ropy, po czym zawinęła ją ponownie świeżym materiałem. – W takim stanie nie możesz podróżować.
- Wystarczy zmienić opatrunek – odparła ze stoickim spokojem, dziewczyna.
- Dzisiaj mogę go zmienić, jutro, może pojutrze... ale jeśli potem nie będzie żadnej poprawy, tylko będzie jeszcze gorzej? – Ae spojrzała towarzyszce w oczy.
- Dzisiaj wystarczy. – Zdrajca była poważna. – Jutro będę się martwić o jutro. W międzyczasie wszystko może się rozwiązać w taki czy inny sposób.
- Musimy się gdzieś zatrzymać na kilka dni albo wszystko się rozwiąże w najgorszy możliwy sposób  i to już niedługo. Cały czas mówisz o poderżniętym gardle, zatem wskaż mi miejsce, które tym nie grozi. – Elfka była stanowcza i zdecydowana dojść wreszcie do jakiegoś porozumienia.
- Nie wiem czy istnieje dla mnie bezpieczne miejsce – stwierdziła czarnowłosa, bez cienia zadumy nad sensem istnienia czy swoją obecną sytuacją. Po prostu stwierdziła fakt, z którym musiała już wędrować od jakiegoś czasu. Być może od bardzo długiego czasu.
- Zawsze jest jakieś bezpieczne miejsce – odparła Ae, kończąc zawiązywać świeży opatrunek.- Właściwie, to jest jedno, w którym mogłybyśmy zaszyć się na jakiś czas, jednak nie mogę zdradzić ci jego lokalizacji. Musiałabyś mi na jakiś czas zaufać i dać się prowadzić z zawiązanymi oczyma.
Zdrajca obrzuciła dziewczynę badawczym spojrzeniem, żeby się upewnić, że nie żartuje, nie kłamie ani nie zmyśla. Nie była w stanie dostrzec nic takiego, jednak przenikanie cudzych intencji nie było jej najmocniejszą stroną. Wykonywanie rozkazów tego nie wymagało. Z drugiej strony jaki cel miałaby dziewczyna w okłamywaniu jej? W końcu i tak jest praktycznie zdana na jej łaskę i niełaskę. Z powodu głupiej bójki. Jakim skończonym idiotą trzeba być, żeby tak skończyć po tak prostym zadaniu?
- Zgoda – ostatecznie oznajmiła czarnowłosa. – Jednak ostatecznie sama ocenię, czy jest...
- Jest bezpieczne – ze znużeniem odpowiedziała białowłosa, składając czysty kawałek materiału. – Lepiej ruszać od razu. To kawałek stąd, a ty nie możesz poruszać się zbyt szybko.
Aelin założyła materiał na oczy Zdrajcy i pomogła jej stać. Nic nie widząc i czując narastającą świadomość swojego ciała i bólu, odczuwanego w boku, czarnowłosa ruszyła przed siebie, prowadzona przez jasnowłosą przewodniczkę do tego tajemniczego, bezpiecznego miejsca.

Podróż faktycznie trwała długo, choć gdyby zmierzyć dystans przebyty przez dziewczyny, to wcale nie byłby on zbyt duży. Nawet wliczając w to moment, w którym jakiś miły drwal (to musiał być miły drwal, bo kto inny?) podwiózł je kawałek na swoim wozie do wożenia drewna. Na sam koniec obie dziewczyny przecisnęły się kolejno przez jakąś dziurę i jeszcze dobrych kilka minut szły w spokojnej ciszy lasu, nim Ae wepchnęła Zdrajce do miejsca, które wydawało się przytulną, zamkniętą przestrzenią, a potem mówiąc „uwaga na stopnie” wprowadziła na wyższe piętro. Dopiero tam ściągnęła jej z oczu przepaskę i usadziła na plecionym z wikliny łóżku. 
- Gdzie jesteśmy? – Zdrajca marszcząc brwi rozejrzała się po pomieszczeniu. Wszystko tutaj wyglądało jak ręcznie robione z tego, co dostarczał las – lian, drewna, wikliny, szyszek, żołędzi i dziwacznie rozczapierzonych korzeni.
- W bezpiecznym miejscu – zapewniła Aelin. – Połóż się, muszę przemyć twoją ranę.
- Nie wygląda bezpiecznie – zauważyła czarnowłosa, a czarny kruk pojawił się w niewielkim, okrągłym okienku i zakrakał. Zdrajca znieruchomiała, po czym spojrzała na Elfkę, stojącą przed nią ze stanowczą miną.
- To jest Eske, prawda? – spytała cicho Zdrajca.
(Aelin? Pozostawiam tobie wybór czy jest, czy wywiozłaś mnie gdzieś indziej :P)

piątek, 7 lipca 2017

Od Rimy - Cd. Zdrajcy

    Odczekałam chwilę przed przedstawieniem się. Gdyby mężczyźni czaili się gdzieś za ścianą, znaliby moje imię.
- Aelin - odpowiedziałam w końcu, uśmiechając się lekko. - Częściej jednak mówią mi Ae.
  Ciemnowłosa skinęła głową na znak, że zrozumiała i powoli się podniosła. Zauważyłam, że sprawiło jej to ból, gdyż momentalnie zbladła. Zdrajca.. Ciekawiła mnie geneza tego pseudonimu, acz nie śmiałam o to spytać. 
  Kątem oka spojrzałam na niebo, które powoli przybierało kolor krwistej czerwieni. Gdzieniegdzie były chmury o podobnym odcieniu, jednak zdecydowanie nie zapowiadało się na deszcz. Raczej na silny wiatr w nocy. 
- Chodź - usłyszałam chwilę później jej głos. - Bo stoisz jak widły w gnoju, a oni pewnie zaraz tu dotrą. 
  Przytaknęłam i natychmiast chwyciłam jej drugi bok tak, by mogła się o mnie oprzeć. 
- Sprawdzę ci ranę za godzinę - zakomunikowałam - jeśli szwy puszczą, będziesz musiała znów dotrzeć do jakiejś kliniki.
- Rana na boku to nie poderżnięte gardło. Mówiłam ci to już.
- W takim razie, i ja powtórzę. Jest jednak tak samo niebezpieczna. Bok może szybko się spocić, co prowadzi do zakażeń. A nieleczone zakażenie często kończy się śmiercią.
  Zdrajca wysiliła się jedynie na westchnięcie. Pewnie nadal nie zgadzała się z moimi słowami, ale miałam to w głębokim poważaniu. 
- W ogóle.. Jak się czujesz?
- Mogło być gorzej.
  Jakbym słyszała Asirię..
- Jaśniej proszę.
  Poczułam na sobie spojrzenie dziewczyny, jednak tylko przez krótką chwilę. Jej odpowiedzią było krótkie westchnięcie. Nie wysiliła się na żadne słowa, więc nie naciskałam.
  Jakiś czas później dotarłyśmy do bramy. Oczywiście, odprowadzone uważnym wzrokiem strażników. Zdrajca zrezygnowała z mojej pomocy i starała się iść sama. Trzymałam się jednak na tyle blisko niej, by w razie czego złapać. Lub, w gorszym wypadku, zamortyzować upadek.
  Nie byłam pewna dokąd zmierzamy. Bałam się, że ciemnowłosa zdecyduje wybrać się w podróż. Zbyt daleką podróż. A te bardzo szkodzą zdrowiu..
- Powinnaś odpocząć.. - odezwałam się, po długiej ciszy.
- Muszę odejść stąd jak najdalej - sapnęła.
- W tym stanie odejdziesz daleko. Aż pod ziemię. - warknęłam, ucinając dalszą rozmowę.
Dziewczyna jednak nadal parła przed siebie. Chwyciłam więc jej przegub, uniemożliwiając jej odejście.
- Muszę sprawdzić, jak ona wygląda. Mogłaś nie czuć bólu ani ciepła, ale to wcale nie oznacza, że nic się tam nie stało - zakomunikowałam i wbiłam uparte spojrzenie w jej oczy. - Jeśli mi nie pozwolisz tego sprawdzić, nie ruszysz dalej.

[ Zdrajco? Wybacz, że musiałaś tyle czekać. I wybacz upór Ae :D Noidługośćteż ]

środa, 28 czerwca 2017

Od Zdrajcy cd. Rimy

  Zdrajca milczała przez chwilę, po czym skinęła głową. Nie było sensu sprzeczać się z dziewczyną - zajęłoby to zbyt wiele czasu, którego ciemnowłosa nie miała. Powoli jej mania prześladowcza zaczynała dawać o sobie coraz silniej znać. Musiała się ulotnić z tego pomieszczenia i musiała to zrobić teraz.
  Elfka pomogła dziewczynie wstać, jednak ta niechętnie odsunęła ją lekko od siebie i utykając ruszyła do wyjścia. W tym właśnie momencie do korytarza wszedł mężczyzna, ubrany jak medyk i ze zdziwieniem zauważył niedawną pacjentkę maszerującą w stronę wyjścia.
- Proszę pani... - zaczął, jednak podświadomie czując, ze dziewczyna się nie odwróci, zamachał gwałtownie rękami i krzyknął do pary starszych gwardzistów, siedzących pod ścianą. - Zatrzymajcie ją!
  Ci błyskawicznie poderwali się z miejsc i rzucili w kierunku wskazanej osoby. Lata służby zawsze odbijają jakieś piętno na ludziach. W wypadku gwardzistów była to nieodparta potrzeba wkonywania rozkazów ludzi, którzy wyglądają jakby mieli prawo je wydawać. 
  Jasnowłosa, widząc zamieszanie, obróciła się i strzepnęła dłońmi w kierunku biegnących. Buchnęło z nich coś na kształt lodowatej pary, na chwilę dezorientując mężczyzn i dając kobiecie niezbędne sekundy do zawrócenia i pognania za kuśtykającą gdzieś w bok czarnowłosą.
  Zdrajca, pomagając sobie ścianą szpitala, a potem, wbrew sobie, korzystając z pomocy nieznajomej zdołała przedostać się kilka przecznic od szpitala, gdzie obie dziewczyny zatrzymały się. Czarnowłosa dyszała, jakby całą drogę pokonała biegiem. Faktycznie nie było z nią najlepiej, skoro tak krótki dystans zdołał ją zmęczyć. Puszczona przez elfkę powoli osunęła się na ziemię i oparła o ścianę budynku.
- Teraz mam wobec ciebie jeszcze większy dług - mruknęła, przymykając oczy.
  Jasnowłosa przycupnęła koło niej.
- Nie mogłam przecież pozwolić, żebyś zginęła, prawda? - zapytała, uśmiechając się lekko.
- Ja bym tak zrobiła - mruknęła czarnowłosa, nie podnosząc powiek. - Zdrajca.
- Co? - Elfka drgnęła lekko, nie mogąc w pierwszej chwili pojąć związku.
- Moje imię - sprostowała czarnowłosa, powoli otwierając oczy i patrząc na skrawki widocznego nad budynkami nieba. - A twoje?

『"Irytująca towarzyszko"? XD』

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Od Rimy - Cd. Zdrajcy

   Po tym, jak mężczyzna wziął ciemnowłosą kobietę ze sobą, zasiadłam na długiej, drewnianej ławie. Wbrew pozorom, martwiłam się o nią. Prowincjonalni lekarze mieli, aż nazbyt często, doświadczenie równe mojemu. A rzadko kiedy zdarzało się, by w tych okolicach pojawili się dobrze wykształceni ludzie, którzy potrafili skutecznie ratować życie. Gdybym była przygotowana, sama bym ją zszyła. W końcu tyle razy brałam udział we wszelakich operacjach, że bez trudu dałabym radę. 
   Oparłszy się o chłodną, kamienną ścianę, wsłuchana w odgłosy stóp ludzi, oddałam się w objęcia boga snu. Choć, była to raczej drzemka; czuwanie. Wybudził mnie z niej nagły ruch obok mnie. Dokładniej, na krześle po mojej prawej. Zamrugałam parokrotnie, by wzrok przyzwyczaił się do światła rzucanego przez pochodnie i przyjrzałam się przybyłej osobie. 
- Jesteś tą dziewczyną z wcześniej? – wymamrotałam – Nie powinnaś wstawać tak od razu.
- Jest dobrze. Uratowałaś mi życie – odpowiedziała, wzruszając ramionami.
- I prawdopodobnie zrobię to drugi raz – odrzekłam, lustrując ją dokładnie. Nadal była blada, a w jej oczach nie było ani krzty blasku. Z pewnością była słaba po operacji. – Wstawaj, idziemy cię ponownie położyć.
  Po wypowiedzeniu tych słów, chwyciłam niebieskooką za nadgarstek, lekko ciągnąc w swoją stronę. Nie chciałam się z nią szarpać, by rana się ponownie nie otworzyła. Dziewczyna jednak nie chciała ze mną współpracować. Musiałam więc odpuścić, właśnie dlatego, by nie zrobić jej krzywdy. Spojrzałam wprost w jej oczy i zmarszczyłam brwi. 
- Rana jest jeszcze świeża. Jeśli będziesz chodzić, ponownie się otworzy i trzeba będzie znów tamować krwotok – powiedziałam, podpierając rękę na biodrze.
- Nie mogę tu zostać. I tak zabawiłam tu zbyt długo. Chcę spłacić dług i wyjechać.
- Ale jesteś poważnie ranna.. – próbowałam – Nie wskazane jest..
- Rana w boku nie jest poderżniętym gardłem – ucięła – Więc?
- Ale jest tak samo niebezpieczna – odparowałam. Wiele razy widziałam rany podobne tej. Asiria zdecydowanie na siebie nie uważała, co skutkowało częstymi zapaleniami i groźnymi dla jej życia stanami. – Wiem, co mówię.
   Ciemnowłosa była jednak nieugięta. Uparcie siedziała na krześle, wpatrując się we mnie błękitnymi oczyma. Westchnęłam dość głośno i pomasowałam skronie.
- Pomogę ci stąd wyjść. Ale jeśli pozwolisz mi pójść z tobą, bym w razie czego mogła szybko zareagować – zaproponowałam po dłuższej chwili. Jeśli ciemnowłosa się nie zgodzi, będzie musiała radzić sobie sama z pracownikami, zapewne równie upartymi, jak ona sama. A jeśli wyrazi chęć, będzie przez jakiś czas podróżować z kimś, w rodzaju uzdrowicielki. 
  Wyraziwszy swoje zdanie ponownie opadłam na ławę, dając jej czas na zastanowienie się. Choć, w sumie, tak czy inaczej uciekał. Kobiety z pewnością prędzej czy później zauważą brak na sali..

[ Zdrajco? Co powiesz na irytującą towarzyszkę? :3 ]

niedziela, 25 czerwca 2017

Od Zdrajcy cd. Rimy

  Rana musiała się okazać groźniejsza, niż wyglądała, bo lekarze kilka rozcinali Zdrajcę, a ropa i krew spływały gęsto z deski, służącej za stół operacyjny. Tak przynajmniej wydawało się półprzytomnej dziewczynie w krótkich chwilach świadomości.
  Dopiero dużo później, gdy zabiegł dobiegł końca, a czarnowłosa nieco wypoczęła, była w stanie trzeźwo ocenić sytuację. Rana faktycznie byłą głęboka i niebezpieczna, jednak nie tak bardzo, jak jej się wydawało podczas operacji. Problemem był słaby stan urządzeń sanitarnych, które pogorszyły jej stan i wydłużyły operację. Cudem wydawało się, że Zdrajca właściwie przeżyła.
  Czarnowłosa pogładziła bok, zawinięty w niezbyt czystą szmatę. Będzie trzeba potem zaopatrzyć się w coś lepszego. Spróbowała wstać, wstała, choć chwiejnie i niepewnie. Zagryzła wargę uświadamiając sobie, jak wiele długów wdzięczności zaciągnęła z powodu jednego miedziaka. Nie czuła się z tym dobrze. Dług wobec lekarzy... była skłonna na razie odłożyć go na dalszy plan, gdyż wykonywali swoja pracę. Ważniejsza była tamta białowłosa dziewczyna, która potrąciła ją w tłumie.
  Zabierając ze sobą zdecydowanie zbyt lekką sakiewkę (ciekawe czy ostał się w niej ten przeklęty miedziak?), czarnowłosa ruszyła w stronę drzwi, cały czas kuśtykając i pomagając sobie różnymi meblami. Potem na korytarz, do poczekalni. Właściwie to nie spodziewała się ujrzeć tam miłej nieznajomej. Kto normalny czekałby na wieści o osobie zupełnie nieznajomej? Zapewne poszła już do domu...
  Nie. Ona tam siedziała, z głową opartą o ścianę. Najwyraźniej drzemała, nie zwracając niczyjej uwagi. Zdrajca podkuśtykała do niej i z ulgą zwaliła się na krzesło obok, budząc w ten sposób nieznajomą. 
  Białowłosa odwróciła się do przybyszki, a jej błękitne oczy zamigotały w mętnym świetle pochodni. 
- Jesteś tą dziewczyną z wcześniej, prawda? - oznajmiła, po chwili milczenia, a widząc, że Zdrajca kiwa głową, dodała: - Nie powinnaś wstawać tak od razu 
- Jest dobrze - Zdrajca wzruszyła ramionami. - Uratowałaś mi życie.
- I prawdopodobnie zrobię to drugi raz. - Jasnowłosa jakby otrząsnęła się z zaspania i dezorientacji. - Wstawaj, idziemy cię ponownie położyć - rozkazała stanowczo, marszcząc uroczo brwi i próbując podnieść czarnowłosą z miejsca. Jednak dziewczyna nie pozwoliła sobie pomóc sprawiając, że elfka zaniechała swoich wysiłków i spojrzała w zimne oczy rannej. - Rana jest jeszcze świeża, jeśli będziesz chodzić, ponownie się otworzy i trzeba będzie znowu tamować krwotok.
- Nie mogę tu zostać - odparła czarnowłosa. - I tak zabawiłam tu zbyt długo. Chcę spłacić dług i wyjechać.
- Ale jesteś poważnie ranna, nie wskazane jest...
- Rana w boku nie jest poderżniętym gardłem - ucięła czarnowłosa. - Więc?

『Rima? Jasne, jest genialnie^^』

piątek, 23 czerwca 2017

Od Rimy - Cd. Zdrajcy

   Ciemnowłosa nadal oddychała, choć przychodziło jej to z trudem. Zrzuciwszy pelerynę, która w tym momencie tylko przeszkadzała, zwinęłam ją niedbale i ułożyłam pod jej karkiem. Wyjęłam zza pasa bukłak, napełniony do połowy i trochę wody wylałam na ręce, by nie były tak brudne. Resztę przeznaczyłam na prowizoryczne oczyszczenie rany z wszelkich nieczystości. Na pierwszy rzut oka wyglądała poważnie - miała nieregularny, postrzępiony kształt. Nie mogłam jednak ocenić jej głębokości, choć byłam pewna, że wymaga szycia. Urwałam spory kawał materiału, z którego składał się kaptur białej peleryny i przerwałam go na pół. Jedną część przyłożyłam do okaleczenia, by zatamować ewentualne krwawienie i uchronić ją przed zanieczyszczeniem. Drugą zaś obwiązałam wokół brzucha rannej. Po tym, rozejrzałam się po okolicy. Najbliższa klinika była parę przecznic od nas. Mimo zmęczenia podróżą, zarzuciłam sobie rękę ciemnowłosej na swoje barki i z trudem wstałam. Nie byłam przyzwyczajona do noszenia takich ciężarów, choć dziewczyna z pewnością nie ważyła sporo. Kątem oka udało mi się spojrzeć na opatrunek, który (na szczęście) nie przybrał koloru czerwieni. 
   Musiałam przyspieszyć. Ciemnowłosa straciła wcześniej sporo krwi, i przytomność na dodatek. Każda chwila zwłoki mogła zaważyć na jej życiu. Temu też, mimo mocno kołatającego serca, zmusiłam się do truchtu. Nie mogłam pozwolić na to, by dziewczyna zmarła przez moją wątłość. Ominąwszy ludzi, którzy jak na złość, wchodzili mi w drogę, zatrzymałam się. Dosłownie, na dwie sekundy. Musiałam odetchnąć.
- Zacznę podnosić ciężary... - mruknęłam do siebie i ruszyłam w dalszą drogę.
Jeszcze dwie przecznice, by dostać się do najbliższej kliniki. Przypomniałam sobie, że nie cieszyła się ona najwyższą jakością. Jednak w tej sytuacji odpowiadałby mi nawet szpital polowy.. 
   Dziewczyna ocknęła się, gdy znajdowałam się naprzeciw budynku. Czując słaby ruch jej dłoni, natychmiast zwróciłam swoją uwagę na opatrunek. Nadal nie było na nim śladów krwi. 
- Gdzie.. Gdzie my jesteśmy? - zapytała cicho.
- Zaraz będziemy w klinice - odpowiedziałam - nie marnuj sił na rozmowę.
Ciemnowłosa, prawie niezauważalnie, skinęła głową. Jednak delikatnie mnie odciążyła, stawiając samodzielnie co poniektóre kroki. Dotarłszy przed wejście, pchnęłam drzwi kolanem. Od razu poczułam na sobie wzrok zgromadzonych w izbie. Były to głównie osoby starsze, czekające na swoją kolej u uzdrowiciela. Na pierwszy rzut oka nic im nie dolegało.
- Mógłby mi ktoś pomóc?! - krzyknęłam, zwracając tym samym na siebie uwagę. Parę sekund później pojawił się przed nami mężczyzna w kitlu. Dokładnie w tym samym momencie poczułam, że ręka ciemnowłosej wiotczeje. Dziewczyna ponownie straciła przytomność. Szatyn, prawdopodobnie widząc mój wzrok, wziął ranną na ręce i skinieniem głowy dał znak, bym szła za nim.
   W drodze opowiedziałam mu wszystko, co udało mi się zauważyć. Przyjmował to ze spokojem, z reguły milcząc. 
- Teraz będziemy ją operować - odezwał się jakiś czas później. - Zostań tutaj.

[ Zdrajco? Może być? ^^ ]

wtorek, 20 czerwca 2017

Od Zdrajcy cd. Rimy

  Zdrajca ledwo mógł ustać nieruchomo w jednym miejscu. O pójściu gdziekolwiek nie było wręcz mowy. Wszczynanie bójek nie było zdecydowanie mocną stroną dziewczyny, jednak warto było spróbować, żeby się tego dowiedzieć. Prawą dłonią uciskała krwawiący bok, a lewą obracała nerwowo brązową piątkę, próbując intensywnie myśleć i zachować pozycję pionową.
  Ledwie jej się udało uciec z zamętu bójki, jednak rana wydawała się poważna. Nikt w nią nie celował, jednak przez to była jeszcze groźniejsza - zadana chyba jakimś tępym narzędziem, bo strasznie postrzępiona i nieregularna. Zamrugała oczyma, próbując utrzymać przytomność umysłu.
  Gwałtownie poczuła uderzenie i omalże nie upadła, choć po prawdzie nie było zbyt silne.
- Wybacz, moja wina... - wymamrotała cicho białowłosa dziewczyna, a jej błękitne oczy spotkały się z błękitnymi oczyma Zdrajcy. Mimo zamglonego umysłu czarnowłosą od razu uderzyła jasność tego spojrzenia. Jasność, która wyraźnie mówiła, że nawet ten sam kolor oczu może się zdecydowanie różnić w zależności od tego, kto go nosi.
- Moja trochę też... - mruknęła najemniczka słabo, puszczając bok i próbując wzruszyć ramionami, by dziewczynie wydało się, że wszystko jest w porządku. Jednak chyba nie zmyliły jej pozory, bo wpatrywała się ze zmartwieniem w twarz czarnowłosej.
- Jesteś wampirem? - spytała ostrożnie, wodząc wzrokiem po najwyraźniej trupio bladej twarzy Zdrajcy. Ten tylko odmruknął coś niezrozumiałego i spróbował zmusić się do wyminięcia nieznajomej, jednak gdy tylko uczynił pierwszy krok, nogi się pod nim ugięły i upadł twarzą w drogowy pył. - Wszystko w porządku?! - Przykucnęła i pomogła najemniczce ponownie podnieść się na nogi. Robiąc to chyba krew, spływającą po boku czarnowłosej, bo palce jej wolnej ręki powędrowały do dziury. - Nie wygląda dobrze. Na początek zejdźmy ze środka ulicy - powiedziała trzeźwo, ciągnąć ledwie kontaktującą dziewczynę w kierunku najbliższej ściany budynku.
- Pójść... od bójki - poprosił słabo Zdrajca, zerkając z ukosa na białowłosą. Był zbyt otumaniony, by odmówić pomocy lub chociażby próbować pomyśleć o odmówieniu pomocy - na swoje zawszone szczęście.
  Wykonując prośbę rannej, obie dziewczyny po kilkunastu minutach znalazły się w jakiejś znacznie spokojniejszej, niemal pustej uliczce. Białowłosa położyła Zdrajcę pod ścianą budynku i podwinęła jej ubranie. Jej oczy spoczęły na sporej, ropiejącej ranie, z której co prawda przestała wypływać krew, ale która za to była zanieczyszczona przez pył i drobne kamyczki.
- Nie dam rady sobie tutaj z tym poradzić - oceniła. - Będzie trzeba zabrać cię do kliniki. Opatrzę to pobieżnie, żebyś przeżyła do czasu dotarcia tam, dobrze?
  Jednak tym razem czarnowłosa nie odpowiedziała. Praktycznie w momencie, w którym została położona na ziemi, straciła przytomność.

『Rima? Mam nadzieję, że dobrze poprowadziłam twoją postać... i że uratujesz Zdrajcę oczywiście^^』

niedziela, 18 czerwca 2017

Od Rimy

   Ciepłe promienie słońca obudziły mnie wczesnym rankiem, zapowiadając gorący dzień. Spałam pod gołym niebem, niedaleko brzegu morza. Chłodna bryza docierała aż tutaj, sprawiając, że przebywanie na otwartej przestrzeni było znośne. Ba! Wręcz miłe! Wziąwszy głęboki wdech, wstałam i podniosłam pelerynę zieloną od trawy. 
- Wypadałoby powoli wracać.. – szepnęłam do siebie, przypomniawszy sobie o obowiązkach. Na moje szczęście, słońce było nisko nad widnokręgiem, więc pora pewnie była jeszcze wczesna. To będzie cud, jeśli złapię gdzieś jakiś powóz..
∞
   Wyszłam na udeptaną drogę. Niedawno ktoś jechał tędy konno. Ślady podków były wyraźnie wbite w niezbyt twardy grunt, co dało mi nadzieję na to, że ruch panuje tutaj od samego rana. Narzuciłam więc kaptur na głowę, coby nie było widać mi uszu, i ruszyłam w stronę miasta, mając nadzieję, że jakaś dobra dusza tędy przejedzie. Jakiś czas później, moje uszy wyłapały szelest. Natychmiast spojrzałam w tamtą stronę, oczekując najgorszego. Ku mojemu zadowoleniu, z krzaczków wyskoczył Drial i zamachał ogonem, niczym zadowolone szczenię. Pogłaskałam rudą kanalię, która ośmieliła się mnie wystraszyć i ruszyłam w dalszą drogę. Za gęstym lasem widziałam pierwsze zabudowania małego miasteczka. Zdecydowałam się na znaczne skrócenie podróży, zwłaszcza, że tę trasę znałam, praktycznie, na pamięć. Minęłam znajomy pieniek, nadgryziony zębem czasu i chwyciłam rude zwierzę w ręce, by dotrzeć szybciej na miejsce. Drial był jeszcze młodym liskiem, więc długie podróże nie za bardzo mu służyły. Zwierzę, jakby rozumiejąc, ułożyło się na moich barkach, trzymając się kurczowo peleryny. Ja zaś ruszyłam wgłąb gęstwiny, będąc coraz to bliżej miejskich murów.
∞
   Wyjąwszy małą gałąź z futerka liska weszłam na drogę, prowadzącą bezpośrednio do miasteczka. Z tego, co zauważyłam, brama nie była przez nikogo pilnowana. A jeśli już, to strażnicy z pewnością byli pijani. W końcu tutaj jest dość dużo karczm, oferujących trunki w dobrej jakości. Cóż.. przynajmniej tak słyszałam. Położywszy rudzielca delikatnie na ziemi, weszłam na tereny miejskie. Ku mojemu zaskoczeniu nie miałam racji. Dwójka mężczyzn w średnim wieku, odzianych w stroje typowe dla strażników, interweniowała w zamieszki. Natychmiast wyłapałam dwójkę rannych. Nie wiem, co było gorsze - ich obrażenia, czy może to, że były niewinnymi dziećmi. Podbiegłam do nich bez chwili wahania, przeciskając się przez coraz większy tłum i pomogłam im przejść kawałek dalej, opatrując na szybko. 
- Co tu się dzieje? – zapytałam, patrząc to na dziewczynkę, to na chłopca. Nie uzyskałam jednak odpowiedzi, a w zamian za przerażony wzrok zaoferowałam im przez chwilę zabawę z Drialem. Czuły węch lisa pozwolił mu zapewne na późniejsze odnalezienie mnie. Ja tymczasem ominęłam bójkę szerokim łukiem. Wolałam bowiem, by nie wzięto mnie za jednego z jej uczestników. Zerknęłam jeszcze przelotnie na miejsce, w którym siedziały dzieci. Starsza pani odprowadzała je w jakieś bezpieczne miejsce. Westchnęłam z ulgą i skierowałam się w stronę zielarni. Zapatrzyłam się jednak na walkę i wpadłam na jakąś personę.
- Wybacz, moja wina.. – wydukałam cicho, podnosząc wzrok.

»Ktoś chętny? ^^«