sobota, 17 czerwca 2017

Od Asirii - Cd. Xarthawlsa

Nie ufałam jasnowłosemu mężczyźnie. Przyzwyczaiłam się już do widoku elfów i podobnych im postaci, jednak coś czaiło się w jego wzroku. Victoria jednak nie podzielała mojej ostrożności i wdała się z nim w beztroską rozmowę.
- Więc.. - zaczęła po chwili. - Jak masz na imię?
Ten przez chwilę się zawahał, jakby zastanawiał się nad odpowiedzią.
- Mów mi Leon. - odpowiedział szybko, jednak zbyt powoli, jak na mój gust.
- Ja jestem Victoria, miło mi. - odpowiedziała, podając mu rękę. Moment później poczułam na sobie wzrok dwójki. Oczywiście, wiedziałam o co im chodzi, jednak beztrosko błądziłam spojrzeniem po podłodze. - Przedstaw się! - syknęła po chwili, lekko kopiąc mnie w kostkę.
- Po co? - warknęłam. - Tak czy siak nie będę z nim rozmawiać. - dodałam ciszej. Jasnowłosa wzniosła oczy ku górze i, wskazując na mnie, rzekła:
- To jest Eta. Jest bardzo nieśmiała. - mruknęła, patrząc na mnie spode łba. Skwitowałam to jedynie krótkim wzruszeniem ramion i oparciem się o ławkę. Po paru chwilach dwójka wróciła do rozmowy, której zbytnio się nie przysłuchiwałam. Byłam zajęta obserwacją wchodzących ludzi. Niektórzy z nich wydali mi się podejrzani, jakby skrywali coś w swoich płaszczach. Jednak, jak gdyby nigdy nic, zamawiali rybę i wychodzili z karczmy. Moją uwagę zwrócili za to dwaj mężczyźni, uważnie obserwujący nasz stolik. Jak to możliwe, że wcześniej ich nie zauważyłam..? Zwróciłam wzrok na pozostałych ludzi, by nie wzbudzić podejrzeń. Kątem oka spojrzałam jednak na Leona. Miał zmarszczone brwi i wyglądał, jakby rozmawiał z nimi bez użycia słów. Zarejestrowałam nagły ruch po drugiej stronie i momentalnie chwyciłam Victorię za nadgarstek, dość brutalnie odciągając ją od stolika. Dokładnie w tym samym miejscu, gdzie jeszcze moment wcześniej była jej głowa, trafiła strzałka usypiająca. Zmierzyłam nienawistnym spojrzeniem białowłosego i zdjęłam łuk z pleców, jednocześnie wyciągając strzałę z kołczanu. Oddałam strzał, trafiając w bok jednego z mężczyzn. Wzbudziło to poruszenie w karczmie, które wykorzystałam, wyciągając Victorię z budynku. W porę zauważyłam jednak, że Leon ruszył za nami. Napięłam kolejną strzałę i wymierzyłam ją prosto w jego głowę.
- Jeden fałszywy ruch. - warknęłam dość głośno. - A pożegnasz się z tym światem.
Czy moje przeczucia okazały się słuszne? Widząc zmieszanie na jego twarzy prychnęłam, niczym rozzłoszczona kotka i schowałam broń z powrotem.
- Teraz biegnij. Nie chcę, żeby zaalarmowali straż. Znów. - rzekłam do dziewczyny i popchnęłam ją, zmuszając do biegu.

[ Victorio? ]

Od Xarthawlsa - cd. Victorii

Szczęście się do mnie uśmiechnęło. Po tym jak dobiliśmy do brzegu w Xa wyszedłem na ląd by rozprostować kości. Słonce grzało, ptaszki śpiewały, bosman bluzgał na marynarzy, a urocza czarodziejka która jest moim celem wpadła na mnie, następnie pytając o drogę.
- Jeśli chcecie dostać się do Qeer, to możecie zabrać się ze mną. Też zmierzam w tamtym kierunku.
Dziewczyna uważnie zmierzyła mnie wzrokiem od stóp do głów, następnie odchodząc w stronę swojej przyjaciółki rzekła:
- Pozwól nam to omówić
- Jasne, będę czekał w pobliskiej karczmie - odpowiedziałem wskazując przybytek o dumnej nazwie "Pod rybą piłą".
Około godzinę później zjawiły się w drzwiach po czym dyskretnie przysiadły się do zajmowanego przeze mnie stolik, w ich oczach zobaczyłem coś czego do końca nie potrafiłem nazwać. To chyba będzie trudniejsze niż myślałem.
(Asiria? - wybacz za rozmiar :p)


Od Nifenye CD. Abelarda

Powolnym krokiem przemierzałam korytarze, kierując się ku ladzie, zrobionej na styl recepcji. Stała tam jedna kobieta, jednak nie musiałam nawet z nią rozmawiać by dowiedzieć się, iż nie przenocujemy w tym miejscu. Na stole  postawiona była tabliczka, z napisem "Brak wolnych pokoi". Przeklnęłam pod nosem, podchodząc do obsługi motelu. Przyjechaliśmy dość wcześnie, zawsze były wolne miejsca a teraz?! Jak raz tego najbardziej potrzebuje, to nie!
- Czy to jest jakiś żart? - zapytałam się brunetki, wskazując na napis.
- Jak pani by nie zauważyła, to nie jest to żart.
- Może jeszcze jestem ślepa?! Abelard, wychodzimy stąd!
Pociągnęłam chłopaka za ramię, w kilka sekund wychodząc z budynku pełnego ludzi. Pytam się kobiety, a ona nie dość, że do mnie pyszczy, to jeszcze zachowuje się jak naburmuszona panienka. Zero szacunku do ludzi! Idąc ku wyjściu, przeklinałam pod nosem to miejsce, wiedziałam jednak, że chłopak to słyszał. Gotowałam się wewnętrznie, nie umiałam się opanować w takich sytuacjach, może przez to, że przyzwyczaiłam się do pałacowego życia. Tam wszystko miałam na kiwnięcie.
- Zniszczę to miejsce - warknęłam pod nosem, łapiąc konia za lejce.
Pociągnęłam go w stronę lasu, idąc tuż obok ciemnowłosego. Musieliśmy zrobić coś na rodzaj obozowiska, w ciemną noc. Tak, zdąrzyło się już ściemnć, wystarczająco bym nie widziała wszystkiego w obrębie najbliższych dwudziestu metrów. Poprosiłam chłopaka o rozłożenie wszystkiego, co było potrzebne by się dostatecznie wyspać. Sama jednak wybrałam zbieranie drewna na opał. Oddaliłam się od Abelarda, na taką odległość bym widziała zarys jego postaci. Było zbyt późno by się rozdzielać, zaniepokoiło mnie jednak ciche warknięcie w krzakach nieopodal. Mój wzrok od razu skupił się na danym punkcie, zmuszając do wyostrzenia wzroku. Podeszłam dwa kroki do przodu, jednak odgłos łamanych  gałęzi, pojawił się po drugiej stronie. Złapałam Escadrona w dwie ręce, szybko odwracając się w stronę z której dobiegały szmery. Poczułam jak pazury zwierzęcia wbijają się w moje ramię, przez co z moich ust wydobył się cichy jęk. Szybkim cięciem, powaliłam drapieżnika na ziemię, zanim zdąrzył na niej wylądować.  Złapałam się, za krwawiące miejsce, przyglądając ciału, padłego wilka.
- Abelard, wataha! - krzyknęłam jak najgłośniej umiałam, wycofując się do towarzysza.
[Abciu?]

piątek, 16 czerwca 2017

Od Abelarda cd. Nifenye

Przez chwilę wahałem się co do mojego jakże śmiałego czynu. Jednak najwyraźniej ryzyko opłaciło się. Byłem tak blisko niej, jak jeszcze nigdy, zaś ona sama stała się nieco śmielsza, niż przez te kilka godzin naszej znajomości. Dotyk dziewczyny zadziałał na mnie w zaskakujący sposób... Wcześniejsze partnerki nigdy nie potrafiły wzbudzić we mnie czegoś tak delikatnego, a jednocześnie mocnego. Skóra w dotyku niczym jedwab, stykając się z moją sprawiła, że przeszedł mnie dreszcz, zaś ciepło rozniosło się po całym moim ciele. Nie miałem pojęcia, jak mógłbym (a raczej powinienem) zareagować na taki obrót spraw, choć przecież sam się do niego przyczyniłem. Dotychczasowa pewność siebie ulotniła się, robiąc miejsce dla naturalnej nieśmiałości względem drugiej osoby. I to jakże uroczej. Ale równie dobrze mogło to być spowodowane przez zniesmaczone spojrzenia gości lokalu. Tak czy siak mieli oni po części rację- publiczne obnoszenie się z takimi rzeczami było co najmniej nieprzyzwoite, powinniśmy zachować to na momenty, gdy bylibyśmy pozostawieni sami sobie. Bez świadków, którzy wyrażaliby swoje zniesmaczenie takimi „pokazami”. Ułożyłem dłoń na tej dziewczyny i niezbyt chętnie oddaliłem ją od policzka, dając tym wyraźny znak, że nadszedł czas na zakończenie czułości i przejście do właściwego zadania. Dwa pokoje lub wspólny z osobnymi łóżkami- tak właśnie brzmiała jego treść. Pstryknąłem ją lekko w nos, uśmiechając się triumfalnie.
― I po cóż było zaczynać? Chodź, trzeba się zakwaterować.
Jak na dżentelmena przystało, otworzyłem jej drzwi i poczekałem aż wejdzie. Początkowo szedłem za nią jak cień, skutecznie odstraszając wszelkich ciekawskich mężczyzn, by po jakimś czasie zrównać się z Nifenye. W duchu modliłem się o przyzwoite kwatery, pozbawione wszelkich niedociągnięć, jak to często bywało w takich miejscach. Na pozór imponujące bogactwem i wyrafinowaniem, zaś w rzeczywistości coś, co podpadało pod książkową definicję nory. Przy okazji obserwowałem otoczenie, tak w razie czego. Niestety najmniej jedna osoba rozpoznałaby w dziewczynie władcę Laosu, co automatycznie równe było kłopotom. Niestety różni ludzie chodzili po tym świecie, a łączyła ich żądza władzy i bogactwa. Coś charakterystycznego dla naszego gatunku. Tak więc przygotowałem się na ewentualną interwencję słowną lub siłową, zależy czego wymagałaby sytuacja. Choć szczerze wolałbym jej uniknąć, przynajmniej w dniu dzisiejszym.
⦓NIFENYE?⦔

Od Victorii

Zeszłam na suchy ląd. Tego mi brakowało, po długiej morskiej żegludze znaleźć się na Xa. Przyjrzałam się bliżej krajobrazowi. Wokoło mnie nad miasteczkiem królowały wysokie góry oraz przełęcze. Miasteczko przemysłowe było niewielkie, jednak z Etą wybierałyśmy się w wysokie góry. Tam znajdowały się największe miasta w kraju.
- Asiria, chodź już. - pośpieszyłam dziewczynę.
- Daj mi chwilę. - odparła znudzona.
- Dobrze już dobrze, sama pójdę się rozejrzeć. - powiedziałam.Przez przypadek wpadłam na mężczyznę. Był wyskoki. Około 170 - 180 cm. Twarz miał prawie całą zasłoniętą kapturem. To, co udało mi się zauważyć to, iż miał białą jak mleko cerę, trochę większe uszy - zapewne elfie. Ogólnie rzecz ujmując, wyglądał bardziej na elfa niżeli na cokolwiek innego. Nagle poczułam niepewność. Nie wiedziałam, że miałam powody obaw.
- Przepraszam. - wyjąkałam. - Wiesz może, którędy można się najszybciej dostać do miasta Qeer? - zapytałam niepewnie. Nieznajomy przyglądał się mnie uważnie. Byłam gotowa uciec bądź przytrzymać go zaklęciem, gdyby wykonał jakiś nagły ruch.

< Xarthawls ?>